Skończ jeść „na mieście” Ty leniuszku!

Ten wpis dedykuję tak samo sobie, jak i Wam, Drogie Czytelniczy i Drodzy Czytelnicy (dostałam sygnał, że facetom jest przykro, że głównie odnoszę się do rodzaju żeńskiego, więc koniec z…
Magda
24.03.2014

Ten wpis dedykuję tak samo sobie, jak i Wam, Drogie Czytelniczy i Drodzy Czytelnicy (dostałam sygnał, że facetom jest przykro, że głównie odnoszę się do rodzaju żeńskiego, więc koniec z tym:). Jak często zdarza się Wam jeść „na mieście” (Tak, zamawianie do domu też się liczy!)? Ile w marcu wydaliście na taką formę rozrywki? A dlaczego?

Jasne, wiem, że często nie da się po prostu inaczej, bo nie ma czasu. Masz godzinę po pracy, a potem już jesteś umówiona/y. Nie ma najmniejszych szans, żeby zdążyć pojechać do domu i zjeść. Ale czemu właściwie nie pomyślałaś/eś o wzięciu jedzenia do pracy? No właśnie! Mam Cię! Zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie.

Jak to wygląda u mnie? Zdecydowanie źle i muszę nad tym popracować. Na jedzenie nie w domu zeszło nam w marcu już ze 300 zł. 3 stówki, których można było uniknąć, bo przecież w domu było co jeść. A bo to jesteśmy na zakupach i jak wrócimy, to nie będzie się nam chciało gotować. A bo to otworzyli nową knajpkę z burgerami i trzeba spróbować, a bo to fajna pogoda, to podczas spaceru coś przekąsimy. A bo to ma się smaka na to, by zamówić pizzę. I można by tak wymieniać.

A ile to kosztuje?

  • W samą jedną sobotę – obiad w amerykańskiej knajpce – 70 zł
  • Tydzień wcześniej – 50 zł
  • Jeszcze wcześniej – 66 zł
  • A tu kawa/ciastko na pół przed koncertem – 20 zł
  • A gyrosik smaczny – 35 zł
  • Coffee Heaven mniam mniam – 40 zł
  • I jeszcze jakieś mięsko – 60 zł
  • Kanapki w pracy parę razy w miesiącu – 50 zł

I tak dalej… Przerażające, prawda?

A gdyby tak wziąć się w garść, ogarnąć i gotować jednak w domu? Przecież prawie każdy obiad można przygotować za mniej niż 5 zł od osoby! (pisał o tym Wolny, więc nie będę się rozpisywać). I to najczęściej jeszcze taniej. Wystarczy tylko zaplanować wszystko wcześniej, w weekend zrobić zakupy, jeszcze w niedzielę ugotować obiad na poniedziałek i wtorek, a potem wieczorami poświęcić te 40 minutek na kolejne dni. Da się. I nawet nie zajmuje to tak strasznie dużo czasu. Tylko, że czasem po prostu się nie chce!

Żeby nie było, nie mówię, że powinniśmy zupełnie porzucić te małe przyjemności w postaci wychodzenia gdzieś na obiad – bo prędzej czy później nasze życie stałoby się naprawdę nudne. Nie wyobrażam też sobie wypadu ze znajomymi na obiad i kawkę, kiedy oni się najadają do syta, a ja siedzę przy niegazowanej wodzie. Czasem oczywiście można sobie na takie chwile pozwolić, ważne jest po prostu to, żeby najzwyczajniej nie wymknęło się nam to spod kontroli, bo nagle się obudzimy i się okaże, że 20 na 30 dni w miesiącu jemy po knajpkach i restauracjach, a taka sytuacja mocno nadszarpnie nasz budżet domowy.

A jak Wy sobie z tym radzicie? 🙂

16 komentarzy
  1. Korben Dallas

    Faktycznie sporo, ale tak prawdę mówiąc jak czasami mam ochotę zrobić sobie jedzenie do którego potrzeba mi wielu składników, których aktualnie w domu nie mam, to wolę po prostu zamówić żarcie z knajpy, bo czasowo i pieniężnie wychodzi to podobnie. Wiadomo jak wszędzie, trzeba posiadać umiar i rozsądek. Ale czasami zwyczajnie się to nie opłaca (gdyby podliczyć czas potrzebny na zrobienie dobrego żarcia + koszty zakupów, zasobów prąd, gaz, + paliwo).

    Na przykład pizza która w knajpie niedaleko kosztuje mnie jakieś 20 -25zł, już przy zrobieniu jej samemu wychodzi podobnie (kawałek sera 7 -10zł, inne dodatki jak pieczarki, kukurydza, jakaś salami) jakieś kolejne 10 zł. Plus jak mówiłem czas.

    Myślę, że najwięcej pieniędzy ucieka nam na takich drobnych przyjemnościach, jak ciastko + kawa, które są często kosztowo (Starbaks ;] itp. ) porównywalne z cenami sytego jedzonka, a nie są nam tak niezbędne jak zbilansowany posiłek, których nie możemy sobie odmówić.

    Odpowiedz
    • Magda

      Z jednej strony, masz rację jasne. Do sklepu trzeba pojechać (benzyna, ale można to zrobić przy okazji jakiegoś wypadu), zakupy trzeba zrobić (ale można to zrobić raz w tygodniu), przy „garach” trzeba postać (dla mnie to przyjemność) i trzeba ugotować (gaz, prąd).

      Piszesz o pizzy – owszem, „domowa” pizza wyjdzie Cię podobnie, ale najprawdopodobniej będziesz jej miał znacznie więcej (np. na kolejny dzień lub dla kolejnej osoby) i smak będzie znacznie lepszy – no dobrze, trudno porównywać domową pizzę do takiej z pizzerii – bo obie są równie dobre, po prostu zupełnie inaczej smakują.

      Zgadzam się z tym ciastkiem i kawą – za kawę w Starbaksie trzeba te 15 zł dać. Ciastko to kolejne 8-10 zł i trzy dyszki nagle znikają.

      Odpowiedz
  2. Freelancerka

    Ja w tym miesiącu też mam wyjątkowo dużo wydatków na jedzenie „na mieście” chociaż głównie jest to zamawiana pizza. To chyba ta przedwiosenna pogoda tak działa, że nie chce się gotować.
    Chociaż muszę powiedzieć, że akurat pizza zamawiana do domu kosztuje nas zwykle 26-28 złotych i przeważnie 2-3 kawałki zostają na następny dzień. Następnego dnia mój mięsożerny mężczyzna zabiera sobie pizzę do pracy, więc nie wraca taki głody, a ja smażę naleśniki z dżemem i w sumie bilans dwóch obiadów, z czego jeden jest na mieście, wychodzi całkiem całkiem.

    Ale nie namawiam, faktycznie gotowane w domu obiady zawsze zdrowsze 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      No to mi teraz narobiłaś smaka na naleśniki… 🙂

      Odpowiedz
  3. Hubert Oleszczuk

    Ja na całe szczęście nigdy nie miałem z tym większego problemu, bo jedzenie w knajpach, mc’donaldach czy innych takich nie smakowało mi za bardzo (jestem chyba jakimś wyjątkiem).
    Nawet sobie nie zdawałem sprawy jak wiele może to kosztować.

    Odpowiedz
    • Magda

      Hubert, ale co innego fastfoody, a co innego dobre knajpki z dobrym jedzeniem 🙂 Kusi 🙂

      Odpowiedz
  4. BJK

    Powiem Ci, że samotna osoba może jeść u chińczyka, a obiad o podobnej wartości smakowo-pożywnej będzie w domu kosztować podobnie, za wyjątkiem czasu, którego w domu poświęcimy więcej 😉
    gotować lubię, ale dla siebie samego to tak… do kitu…

    Odpowiedz
    • Magda

      Samotna osoba może po prostu przygotowywać obiad na dłużej i potem np. zamrozić 😉 Ale rozumiem założenie.

      Odpowiedz
      • BJK

        mam pełny zamrażalnik 😛

        Odpowiedz
        • Magda

          To może zacznij go opróżniać 😛

          Odpowiedz
  5. Leon

    Staram się nie jeść na mieście – strasznie to uszczupla budżet. Wiem coś na ten temat.. 😉

    Leon.

    Odpowiedz
  6. Gosia

    Od rozpoczęcia naszego oszczędzania bardzo zmniejszyliśmy wydatki na jedzenie. I wcale nie znaczy to, że jemy mniej 🙂 Po prostu z głową do tego podchodzimy. Nawet kiedyś pojawił się u mnie taki wpis – okazało się, że eliminując jedzenie na mieście oszczędzamy połowę pieniędzy! Dalszy komentarz jest chyba zbędny 😀

    A gotowanie od jakiegoś pół roku jest nie tylko koniecznością, ale super zabawą i trochę przygodą 🙂 Przyłączam się Magda i polecam wpis Wolnego jako bardzo inspirujący!

    Odpowiedz
    • Magda

      Ooo, zmniejszenie wydatków na żywność o połowę to naprawdę duża różnica! Gratuluję!

      Ja też tak mam z tym gotowaniem – od pewnego czasu musiałam znacząco zmienić swoje nawyki żywieniowe, przez co muszę bardziej kombinować – i to jest naprawdę inspirujące 😉

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • Gosia

        Kombinowanie – podstawowa zasada w oszczędnej kuchni 😀
        A tak poza tym to okryliśmy wiele smaków i sami stworzyliśmy kilka przepisów z niczego. Oszczędzanie na jedzeniu jest u nas jak najbardziej twórcze 😉

        Odpowiedz
  7. Mateusz

    Gdy zacząłem swoją przygodę ze świadomym oszczędzaniem od razu jednym z pierwszych stworzonych budżetów były „przejmnośći” : w skład wchodzi jedzenie na mieście, piwo, wyjścia do kina, teatru, imprezy różne , spotkania ze znajomymi etc. Nie robię czegoś takiego, aby raz płacić kartą, raz gotówką, bo bym się pogubił. Dlatego aby łatwiej do opanować wypłacam 200 zł do portfela co miesiąc, i dysponuje tym w formie gotówki.

    Odpowiedz
    • Magda

      O, to całkiem dobre rozwiązanie 🙂 Ale u mnie zupełnie nie zdałoby egzaminu

      Odpowiedz

Funkcja trackback/Funkcja pingback

  1. Musisz koniecznie jeść „na mieście”? To zobacz, jak oszczędzić - Finanse na obcasach - […] wie, że jedzenie „na mieście” generuje niepotrzebne wydatki. Pisałam o tym zresztą tutaj: skończ jeść na mieście, ty leniuszku.…

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa