20 sposobów na to, by obniżyć rachunek za spożywkę

Jakby nie spojrzeć, żywność generuje bardzo dużą część naszego budżetu miesięcznego. I dlatego warto te koszty optymalizować. I oczywiście, jak już kilka razy pisałam, na jedzeniu nie powinno się oszczędzać…
Magda
27.03.2014

Jakby nie spojrzeć, żywność generuje bardzo dużą część naszego budżetu miesięcznego. I dlatego warto te koszty optymalizować. I oczywiście, jak już kilka razy pisałam, na jedzeniu nie powinno się oszczędzać kosztem jakości. Ale jeśli możemy oszczędzić nie obniżając tej jakości, to dlaczego nie. Poniżej zestawiam 20 sposobów na to, by nasze zakupy spożywcze były trochę tańsze. W skali roku uzbiera się pewnie kilkaset złotych.

  1. Ustal budżet i trzymaj się go. Najlepiej na początku miesiąca ustal, ile tygodniowo będziesz wydawać na jedzenie. Jeśli planujesz zmieścić się w 300 zł, pilnuj się tego i nie dopuść, żeby rachunek w markecie wyniósł więcej niż 200 zł (tę stówkę i tak wydasz na bieżącą spożywkę typu chleb, wędlina, warzywa, które musimy kupować świeże). Jak pod koniec miesiąca okaże się, że trochę brakuje… Wysil się na to, żeby gotować coś z niczego.
  2. Stwórz listę zakupów. I trzymaj się jej. Bez niej do Twojego wózka trafi zdecydowanie za dużo produktów, które mogą w ogóle nie zostać wykorzystane, więc finalnie najprawdopodobniej się zmarnują. A mając listę, przynajmniej nie zapomnisz o tym, co masz kupić, więc finalnie nie będzie trzeba dokupować poszczególnych produktów w sklepiku osiedlowym.
  3. Nie kupuj za każdym razem w tym samym sklepie tego samego dnia tygodnia. Kupując ciągle w tym samym markecie pewnie nie załapiesz się na fajne promocje. I oczywiście nie chodzi tu o to, by jednego dnia zaliczać trzy sklepy, bo tylko zmarnujemy czas. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest ustalenie, że np. w jednym tygodniu jeździmy do Auchana, w drugim do Carrefoura, w trzecim do Biedronki, a w czwartym do Tesco. Gazetki promocyjne są najczęściej wydawane odpowiednio wcześnie, by móc to zaplanować.
  4. Korzystaj z gazetek promocyjnych (np. ekoulotki.pl) Nikt nie mówi, że masz jeździć po wszystkich sklepach i zbierać gazetki. Obecnie wszystkie sklepy udostępniają je online. Przejrzyj je i wybierz taki sklep, w którym będzie najwięcej promocji na produkty, które potrzebujesz.
  5. Kupuj przecenione produkty. Ale tylko wtedy, jeśli wiesz, że zdążysz je zużyć przed końcem terminu ważności. To ściśle wiąże się z planowaniem menu na przykład na tydzień. Jeśli widzisz, że brokuły są za 1,99 zł, ale dadzą radę najwyżej do jutra, to kup je dziś i dziś je zjedz.
  6. Szukaj opcji „Kup jedną, weź drugą gratis” albo „Kup jeden, drugi dostaniesz za pół ceny”. Co jakiś czas taką promocję ma Tesco online, ostatnio udało mi się kupić mój ulubiony owoc Pomelo w cenie 2, 5 zł (5 zł jeden, drugi gratis). Takie promocje zdarzają się też w Carrefourze, gdzie o dziwo kiedyś udało mi się kupić 2 x po 100 torebek herbaty Lipton za rzeczywiście 15 zł (druga gratis). Ostatnio Żabki i FreshMarkety mają „wielosztuki” i czasem nawet warto tam wstąpić, bo można trafić na perełki (typu tańsze parówki Berlinki, jeśli kupisz 2 opakowania. Takie promocje pozwalają zaoszczędzić naprawdę duże sumy pieniędzy.
  7. Nie kupuj zbyt dużych ilości produktów, których termin spożycia się kończy. Nawiązując do punktu powyższego – jeśli kupisz tego za dużo, to się zmarnuje, więc nie ma to żadnego sensu.
  8. Kupuj w markecie. Nie wybieraj małych sklepików osiedlowych, bo przepłacisz. Zostaw je sobie na kupno świeżego pieczywa rano. Niczym odkrywczym nie jest to, że większe sklepy mają niższe ceny, bo kupują taniej w hurcie.
  9. Jedz mniej mięsa. Mięso jest stosunkowo drogie, np. wołowina. Może ustal, że będziesz jeść produkty mięsne np. tylko trzy razy w tygodniu? Naleśniki z dżemem też są przecież smacznym i pożywnym posiłkiem. Kupując mniej mięsa na pewno odczujesz, że rachunek przy kasie będzie niższy.
  10. Nie marnuj jedzenia. Ten punkt wiąże się ściśle z punktem 5. Kupuj tylko to, czego potrzebujesz, dokładnie wylicz ile musisz kupić i nie przekraczaj tej granicy. Głupim przykładem jest np. stoisko z wędlinami czy serami. Prosisz o 15 dag szynki, Pani się „nabrało” 20 – pyta, czy może zostać. Najczęściej odpuszczamy. Nie odpuszczaj, jeśli wiesz, że i tak tego nie zjesz i po prostu się zmarnuje. Przy szynce za 40 zł to robi różnicę.
  11. Używaj zamienników. Nie chodzi mi o zamienniki produktowe z lepszych na gorsze, a np. o to, że jeśli w Twoim przepisie znajdują się orzechy włoskie, które kosztują 50 zł/kg, to może lepiej użyj ziaren słonecznika (10 zł/kg)? A może zamiast sałaty włoskiej lepiej użyć masłowej albo lodowej?
  12. Kupuj sezonowe warzywa i owoce. Nie ma najmniejszego sensu przygotowywać lecza zimą, kiedy papryka kosztuje 25 zł/kg, a cukinia 18. Poczekaj z tym do późnego lata. A tymczasem zimą kupisz pyszne brokuły czy np. cytrusy.
  13. Kupuj mniej jedzenia. Brzmi banalnie, ale chodzi o to, żeby się nie przejadać. To, co wystarcza Ci na 3 porcje rozłóż na 4 i już oszczędzasz 1/4. Pamiętaj, że lepiej zjeść mniej niż za dużo. Z głodu nie umrzesz, a możesz obniżyć w ten sposób koszt poszczególnych posiłków nawet o kilka złotych.
  14. Nie chodź po wszystkich alejkach. Jeśli znasz dany market, to wiesz, w których miejscach znajdują się produkty, które chcesz kupić. Jeśli np. nie musisz wchodzić na dział ze słodyczami, to po prostu tam nie wchodź – bo coś może Cię skusić, nawet jeśli masz silną wolę. Oprócz tego, że nie wydasz dodatkowych pieniędzy, zaoszczędzisz czas spędzony na zakupach.
  15. Weź tylko tyle pieniędzy, ile planujesz wydać. W przypadku zakupów spożywczych lepiej kartę płatniczą zostawić w domu. Jeśli masz zamiar wydać 200 zł, to tylko tyle ze sobą zabierz. A możesz się zdziwić, jak mądrze zakombinujesz, żeby na wszystko wystarczyło.
  16. Uprawiaj własne zioła. Może brzmi banalnie, ale za świeże oregano czy rozmaryn musisz zapłacić 5 zł. A pewnie szybciej Ci to zgnije, niż zdążysz je zużyć. Mając zasiane własne zioła (np. na balkonie), masz przez cały sezon dostęp do cudownych zapachów ulepszających smak posiłków.
  17. Piecz własny chleb. To akurat temat na kolejny wpis. Przyznam, że ostatnio nie mam na to czasu, ale swego czasu regularnie piekłam własny chleb. Jeden bochenek kosztował mnie ok. 1 zł. I taki chleb miał 5 składników, a nie 10 + jakiś dodatkowy gluten, spulchniacz czy E.
  18. Nie kupuj soków owocowych ani słodzonych napojów. Sok można przecież robić samemu, a Colę zamienić na wodę mineralną. Wiem wiem, zaraz powiecie, że to obniżanie standardu życia.
  19. Nie bierz na zakupy dzieci. Dzieci jeszcze nie mam, ale doskonale wiem, że nie powinno się ich zabierać na zakupy, bo w naszym koszyku wyląduje kupa niepotrzebnych produktów. A nie chcesz chyba, żeby dziecko robiło Ci scenę na środku marketu, bo nie chcesz mu kupić chrupek?
  20. Nie chodź na zakupy głodna/y, bo, jak wyżej, w Twoim koszyku znajdą się niepotrzebne produkty, np. takie, na które akurat w tej chwili masz ochotę. A skoro jesteś głodna/y, to na wszystko masz chęć.

A jakie Ty masz sposoby na niższe rachunki w markecie?

28 komentarzy
  1. Leon

    @15

    Tutaj niestety będzie ciężko, ponieważ w dobie cashbacków (czy jak kto woli moneyback), ciężko będzie płacić tylko i wyłącznie gotówką. A trzymanie tylko 200 zł na karcie też mija się moim zdaniem z celem.

    Leon.

    Odpowiedz
    • Magda

      No to po prostu trzymajmy się postanowienia, że nie wydajemy więcej i tyle 🙂

      Odpowiedz
    • BJK

      w dobie internetu i wielu rachunków przy jednym koncie można mieć na karcie tylko 200 zł 😉 dla chcącego nic trudnego…

      Odpowiedz
      • Magda

        No tak, tylko w sumie po co. Nie do końca o to mi chodziło 🙂

        Odpowiedz
  2. Ola

    Nie kupuj na głodniaka powinno być punktem #1 🙂
    A z tym zmienianiem sklepów to mam wątpliwości. Owszem czasem jest promocja i banany są za 2 zł ale co z tego kiedy reszta produktów jest droższa? No chyba że ktoś robi rundkę i zamiast zrobić zakupy w jednym sklepie objeżdża wszystkie pobliskie markety 🙂 Ja tak dla porównania robiłam zakupy w różnych marketach i okazało się, że w jedynym zawsze zakupy wychodzą mi najtaniej, nawet jak nie trafię na żadną promocję. A z ciekawostek w Realu zawsze płacę najwięcej.

    Odpowiedz
    • Freelancerka

      Ja robiłam kiedyś nawet tabelkę i porównywałam ceny tych samych produktów w różnych marketach i też w Realu wyszło najdrożej.

      Odpowiedz
    • Magda

      Kwestia strategii 🙂 Żeby nie było, nie uważam, żeby był sens robić „rundki” po pobliskich sklepach 🙂
      Co do Reala – zgadza się, to chyba najdroższy sklep tego typu.

      Odpowiedz
  3. Freelancerka

    Większość punktów stosuję albo się staram, a moją największą bolączką jest punkt 14. O ile w dużych hipermarketach to się udaje, o tyle w mniejszych jest trudno, zwłaszcza jak gdzieś jestem rzadko – lubię sobie pooglądać co mają ciekawego.
    A już najtrudniej jest oszczędzać na spożywce, jeśli prowadzi się blog kulinarny. Wtedy wydaje Ci się, że wszystko Ci się przyda do przepisu 😉

    Odpowiedz
    • Ola

      Skąd ja to znam? Blogerzy kulinarni mają zdecydowanie w plecy 🙂

      Odpowiedz
      • Magda

        Ale jakie potem smakowite kąski mogą jeść :))

        Odpowiedz
    • Magda

      Masz rację – ja też czasem lubię się przejść 🙂 Noo… Biedni blogerzy kulinarni!

      Odpowiedz
  4. Gosia

    Do punktu 12 dorzuciłabym: ZAMRAŻAJ.
    W sezonie kupuj świeże owoce i warzywa i śmiało wrzucaj do zamrażarki. Dzięki temu ostatnio raczyliśmy się zupą dyniową i ciastem drożdżowym z truskawkami 🙂 Spore oszczędności, zamiast przepłacania za to na co masz ochotę nie w sezonie 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      No pewnie, zamrażanie jest świetne, ale nie wspomniałam o nim, bo już kiedyś pisałam o tego typu formach oszczędzania na jedzeniu 🙂 Tylko nie pamiętam kiedy 😉

      Odpowiedz
    • Kasia

      Dokładnie to samo chciałam dodać! My przez cały rok mamy w domu jagody, zakupione w sezonie na megatargowisku w Broniszach:)
      Zamiast wyciskania cytrusów, taniej i zdrowiej jest ugotować sobie… kompot. Z jednej paczki mrożonych owoców wyjdzie tyle litrów kompotu ze hoho, na pewno taniej niż wyciskane cytrusy. Kompot można robić też ze świeżych gruszek i jabłek, na pewno zdrowsze niż cytrusy, bo rosną w naszym klimacie, nie były do nas transportowane z daleka i konserwowane po drodze… Ostatnio praktykuję kompot ze świeżych jabłek plus mrożonych śliwek, polecam!

      Odpowiedz
  5. Agacia

    Świetne podsumowanie. Niby wszystko jasne i wiadome.

    Lista zakupów ratuje mnie zawsze. Robię ją nawet wtedy, gdy wiem, że idę do sklepu dosłownie po 3 rzeczy. Lista pozwala się skupić na tym tylko na tym, co naprawdę potrzebne, bez listy, nawet gdy idę tylko po chleb, mam tendencję do „zwiedzania”.

    Odpowiedz
    • Magda

      Dla trzech produktów lista? 🙂 Czy to aby nie przesada?

      Odpowiedz
  6. Monika

    Witam
    Dla mnie ważne jest planowanie obiadów na najbliższy tydzień – to pozwala w optymalny sposób zaplanować listę zakupów 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • BJK

      ja planuję tylko jak cały tydzień mam roboczy po 12 godzin. Bo wtedy nie mam czasu na wymyślanie obiadów a i wszystkie składniki muszą być w domu 😉

      Odpowiedz
  7. Gosia

    Bardzo dobre podpowiedzi. 🙂 Niemal wszystkie brzmią znajomo….. Ale z jednym się nie zgadzam: czasem zakupy z dzieckiem potrafią być świetną zabawą… Jeśli dziecko jest od małego przyzwyczajone, że nie ma grymaszenia i narzucania swojej woli/zachciewajki w zakupach to nie ma problemu…. A można przekuć to i w naukę: „wolisz batonik niż kaszę? Ale batonik zniknie w brzuchu raz dwa i brzuch dalej będzie wołał „jeść”…. a ile kaszy w tej samej cenie? Ile jedzenia?”… albo z cyklu „co lepsze”: jajko niespodzianka = mało czekolady i zabawka, która znika w stosie pozostałych czy tabliczka czekolady w tej samej cenie = dużo czekolady (i jeszcze można poczęstować ukochaną babcię – będzie jej miło!)…. Oczywiście nie zawsze jest czas na takie dyskusje i zabawy z dzieckiem w trakcie zakupów… ale przy odrobinie chęci wszystko jest możliwe 😉 I powiem szczerze, że gry słowne uprawiane podczas stania w kolejce do kasy są bezcenne… A jakie rozwojowe! 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Jasne, ale zauważ, że spojrzałaś na to z zupełnie innej perspektywy. No i czy np. pięcioletnie dziecko nie jest za młode na taką edukację? 🙂

      Odpowiedz
      • BJK

        dzieci nie mam, ale na edukację finansową nigdy nie jest za wcześnie. Pamiętaj, że im młodszy umysł tym łatwiej wszystko chłonie. Kto wie, może podrzucenie dziecku w formie zabawy konta demo na giełdzie w wieku 10 lat pozwoli nam kopiować ruchy dziecka na prawdziwym parkiecie i stać się milionerem? 😛

        Odpowiedz
        • Magda

          Wymyśliłeś właśnie świetny sposób na sukces 😀

          Odpowiedz
  8. Karolina

    Zupełnie się nie zgadzam co do punktu o niezabieraniu dzieci na zakupy. Czyli co, mam je w ogródku zakopać? te dzieci znaczy? A na poważnie to musimy nauczyć dzieci mądrego kupowania. I jeśli powiemy w domu, że dziecko może wybrać sobie jedną rzecz i nie może to być słodycz, na zakupach nie będzie problemu. Może pierwsze kilka razy będzie, ale w końcu dziecko się nauczy, że rodzic jest nieugięty. Stosuję to i działa, najczęściej chłopcy kupują sobie owoce suszone, orzechy lub jakiś nowy owoc do spróbowania. Szukają produktów z listy, wkładają do koszyka. Nauka przez doświadczenie.

    Odpowiedz
    • Magda

      Jest to jakieś rozwiązanie 🙂 Nie, nie zakopywać w ogródku, zostawić z tatą, np. 🙂 Ale tak, jak pisałam, nie mam jeszcze dzieci, więc nie wiem, jak to będzie wyglądało w praktyce.
      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  9. BJK

    Pkt 9. – NIGDY! Ostatnio robiłem hipotetyczny budżet do życia poza granicami naszego pięknego kraju (zastanawiałem się nad wyjazdem na kontrakt) i w założeniach wpadło mi 14 kg mięsa jako minimum 🙂 Jestem przede wszystkim mięsożercą 😀
    Pkt 16. Mam kota i nie mam balkonu. Co w zasadzie oznaza brak roślin w domu 😛
    Pkt 17. są też szynkowary, by własne szynki robić 🙂 też mniej „E” 😉
    Pkt 18. Rozwiazaniem są soki robione z owoców sezonowych. Ale i tak lubiegotowce od czasu do czasu. z gazowanych mam wielką słabość do dr. Peppera – i go sobie nie odmawiam 😀
    Pkt 19. nie dotyczy 😛

    a oprócz tego – zamawiaj online – wtedy praktycznie nic niezaplanowanego Ci nie wpadnie do koszyka 😉 A wybór sklepów jest spory: Tesco, Alma, Piotr i Paweł, Auchan, Frisco…
    I kolejny punkt: mając pewne dania robione regularnie sprwadź we wszystkich sklepach w których robisz zakupy gdzie są tansze składniki do niego. Jeśli np do dania dorzucamy puszkę groskzu to kupujmy go na zapas tam gdzie taniej.

    Odpowiedz
    • Magda

      No cóż 🙂 Tego nie przeskoczysz 😉
      O zakupach online nie pisałam, bo jest już o nich wpis na tym blogu – jak najbardziej sobie chwalę i korzystam.

      Z zapasami – 100% racji

      Odpowiedz
  10. anka

    Mnie w Realu też wyszło najdrożej, ale ze dwa razy spróbowałam na frisco.pl kupić i jestem mile zaskoczona, nie dosyć że forma zakupów zachęca do odwiedzin w sklepie to taniej mi wyszło niż w markcie

    Odpowiedz
  11. jolka

    Frisco jest ok, też tam zamawiam dość często, ale robiąc tam zakupy, nie wkładam do koszyka co popadnie, biorę tylko to czego akurat potrzebuję i nie wydaję więcej kasy niż zaplanowałam

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa