Od dawna nasz (niestety) rząd mówi o rewolucji w systemie podatkowym – o tym, że będzie jeden spójny podatek zamiast kilku obecnie – chcą połączyć składki ZUS, NFZ, podatek PIT itp. A to przecież kompletna bzdura. A niestety wiele osób się na to nabiera i myśli, że nagle zacznie płacić mniej. Nie będzie. Gdyby tak miało być, nikt by takiej „rewolucji” nie wprowadzał.
Dziś na Money.pl przeczytałam o likwidacji podatku liniowego, bo to przecież podatek, który sprawia, że bogatszych traktuje się pobłażliwiej i w ten sposób płacą oni mniej podatku. No co za bzdura. Przecież podatki płaci się w procentach, a nie w kwotach ;] Zatem prosta matematyka – 19% ze 100 000 zł to 19 tys. zł. A 19% z 200 000 to 38 tys. zł. O proszę. Czyli jednak osoba, której przychód wyniósł 200 000 zapłaci 2 x więcej podatku!
Jasne, podatek liniowy dotyczy tylko osób z własnym biznesem. Przy umowie o pracę nie można z tej opcji skorzystać. Zatem, tak mniej więcej, osoby pracujące na umowę o pracę i zarabiające netto więcej niż 7-7,5 tys. zł, powyżej tej kwoty, płacą więcej podatku. Ale szczerze? Niewiele znam osób, które zarabiają więcej i nie przechodzą na kontrakty managerskie – czyli właśnie zakładają działalność gospodarczą, żeby więcej pieniędzy zostało im w kieszeni. Co rzecz jasna, nie znaczy, że płacą mniej podatku. Płacą niższe składki na ZUS, a pracodawca wydaje mniej. Nadal. Nie widzę tutaj uprzywilejowania osób bogatych.
Cytując wyżej przywołany artykuł: Według wstępnych założeń minimalna stawka jednego podatku ma wynosić 19,5 proc., czyli tyle, ile wynosi składka na ZUS, a maksymalna około 40 proc. Stawek ma być kilka – cztery lub pięć. Minimalna – 19,5 proc., a maksymalna – około 40 proc., łącznie z ZUS-em.
Jest to dla Was jasne? Dla mnie też nie 🙂
Kolejna ważna kwestia – rząd chce te nowe podatki rozliczać w oparciu o PRZYCHÓD. I teraz pytanie – czy ktoś, kto to puścił w świat, jest debilem czy to była po prostu pomyłka? Jakim cudem rząd ma pomóc mikroprzedsiębiorcom rozliczając ich z przychodu? Zatem taka Pani Ania, krawcowa, która ma przychodu 5000 zł, ale w danym miesiącu musiała kupić mnóstwo materiału i kosztów miała 4000 zł, będzie musiała zapłacić podatek od 5000 zł? No coś tu nie gra. W ten sposób rozliczać by się mogły wyłącznie osoby, które nie mają kosztów.
Idąc dalej:
Kowalczyk dodaje, że osoby zarabiające od 120 tys. zł brutto rocznie teraz płacą znacznie mniej.
– W tej chwili od tego progu zaczyna się uprzywilejowanie. Podatnicy przestają płacić składkę na ZUS, a my nie chcemy, żeby to uprzywilejowanie pozostało, chcemy to wyrównać.
Przepraszam, coś tu nie gra 🙂 Przede wszystkim 120 tys. brutto rocznie to 10 tys. zł brutto miesięcznie. To, ile to netto, to już kwestia mocno indywidualna. Ale to, że przestają płacić składkę ZUS dotyczy już tylko osób na umowę o pracę. A podatek liniowy, który chcą zlikwidować, dotyczy osób z działalnością gospodarczą. Więc czegoś tu nie rozumiem.
Zatem ten mit można śmiało obalić.
Rzeczywiście aktualnie jest u nas tak, że wysokie koszty prowadzenia działalności sprawiają, że wiele osób nie decyduje się na ten krok. Bo przecież taka właśnie Pani Ania Krawcowa, czy Pan Krzysiek fryzjer, nigdy nie wiedzą, czy uda im się zarobić na samo utrzymanie firmy – raz są zlecenia, raz nie. Ale to rozliczajmy się w oparciu o rzeczywisty dochód i płaćmy składkę ZUS w zależności od zarobków (chociaż od pewnej kwoty), a nie wprowadzajmy jakieś niezbyt sensowne „rewolucje”!
I na koniec jeszcze jedno – dlaczego zawsze zakłada się „karanie” osób, które zarabiają więcej? Nie ogarniam. Pracuje się od świtu do nocy, 7 dni w tygodniu, po to, żeby mieć więcej kasy niż przeciętny Kowalski, i zamiast być za to nagrodzonym (że płaci się więcej podatków), to jest się karanym. No cholera, coś tu nie gra!
Uf. Takie by było moje zdanie na ten temat. A jakie jest Twoje?



VAT pozostanie…
Druga sprawa to uważam tak samo – pracuje się więcej, dokształca, ryzykuje (nierzadko!) by mieć lepiej, to rząd zabierze. By mieć na ośmiorniczki i kupowanie głosów 500+, którego niektórzy beneficjenci będą się śmiać, że ja pracuję po kilkadziesiąt godzin tygodniowo by mieć 2500 zł miesięcznie, a on ma piątkę dzieci i ma to od „państwa” :/
Noo 🙁
„Pracuje się od świtu do nocy, 7 dni w tygodniu, po to, żeby mieć więcej kasy niż przeciętny Kowalski, i zamiast być za to nagrodzonym (że płaci się więcej podatków), to jest się karanym. No cholera, coś tu nie gra!” – bo socjalizm się jeszcze nie skończył. Historycznie – przeszłość, mentalnie – w wielu kręgach, nadal teraźniejszość.
Niestety masz rację 🙁
Bardzo to wszystko smutne i widzę że nic nie zmienia się na lepsze w naszym kraju. Zastanawiałem się czy rejestrować tu firmę pod nowy startup, ale jakoś mi się odechciało hehe
Wojtek, Czesi zapraszają, jak coś 😛
Tak, właśnie myślę… Czechy, Estonia może jednak Irlandia (angielski). Trudna decyzja, bo trzeba powoli myśleć żeby mieć zasięg na EU po Brexicie.
Voytek nie ma problemu, Voytek jest w UK 😉
co do rejestracji firmy osobiście wolałbym w Polsce, ale jak piszesz Czesi są tańsi. I teraz pytanie czy wygra patriotyzm z moralnością czy kalkulator i zdrowy rozsądek.
PS. Krecik s.r.o. – takiej firmy Czesi nie mają 😛
Ja bym wolał PL, zawsze będę to rozpatrywał ale tu nie chodzi tylko o kasę, chodzi o święty spokój…
A z UK to raczej trzeba się przygotować inaczej w dłuższym terminie jeśli chodzi o działanie na terenie EU. Nie wiadomo co z tego wyjdzie…
To super, że znasz język czeski, bo nie każdy go zna. Ach, pewnie można przetłumaczyć wszystkie dokumenty. Tak, tylko że wtedy dolicz sobie jeszcze koszty tłumaczeń i prowadzenia relacji z urzędami przez kogoś, kto mieszka na co dzień w Czechach. Inaczej za pięć lat przy jakiejś kontroli się wyłożysz, bo wcześniej nie doczytałaś/nie zrozumiałaś jakiegoś przepisu.
Nie na tyle znam czeski. Skąd to wziąłeś? Akurat takie tłumaczenia czy ogarnianie spraw z urzędami to typowe usługi, tak samo, jak chce się prowadzić firmę w UK. Nie widzę problemu.
Eh…Szkoda gadać…trudno się odnosić do tych wszystkich propozycji ekonomicznych bez kontekstu politycznego 🙂 Generalnie przestałem się już łudzić, że podatki pozostaną bez zmian. Wszystkie nowe propozycje rządu trzeba sfinansować, a kto zrobi to lepiej jak nie osoby, któe więcej zarabiają, są bardziej zaradne czy którym poszczęściło się w życiu itp…
Dominik, jasne, tylko nie biorą pod uwagę, że te bardziej zaradne osoby, jak tak dalej pójdzie, to zaraz wyniosą się z kraju 😀
Pewnie tak, ale dla potrzeb głównego przekazu przylepi im się odpowiednią łatkę 🙂
Nawet jeśli założymy, że ktoś tam w tym ministerstwie finansów działa w dobrej woli, tak żeby nam życie ułatwić, to niestety trzeba przyznać, że jego przyzwyczajenie do bycia sabotażystą wychodzi. Nie da się załatać Titanica przy użyciu taśmy klejącej, a to właśnie nam się oferuje kosmetycznymi zmianami w prawie podatkowym, które niby mają ten system łatać, a jeszcze bardziej go rozrywają.
Jednolity podatek ZUS/PIT/NFZ to jest Twoim zdaniem kosmetyczna zmiana? 😛 Bo moim nie, ale za to zmiana idąca w złą stronę.
Co zmienia połączenie trzech podatków w jeden, ze stawkami wziętymi z sufitu, kiedy cały system nadaje się do zezłomowania?
Ok, patrząc w ten sposób – zgadzam się 🙂
Zmienia to, że bardzo łatwo przemycić jakąś podwyżkę i mało kto będzie w stanie zweryfikować, na co to pójdzie.
Zmienia się stawka, a nie c***owość systemu.
marudzisz… to przecież ta „DOBRA ZMIANA” wg PIS 🙂
ręce opadają jak widzę te ich zmiany
W punkt! Daje share.
Dzięki!
Wszędzie jest informacja, według której podatek będzie rozliczany w oparciu o dochód. Skąd informacja, że jednak od przychodu?
Damian, rzeczywiście w tych nowych informacjach się poprawili i już się mówi z sensem – od dochodu. Wcześniej niestety wypuszczane były mylne komunikaty mówiące o podatku od przychodu.
Kulczyk to mądrze powiedział, że „karanie ludzi za to, że wcześniej wstają, więcej się uczą, więcej ryzykują i przez to więcej zarabiają jest niemoralne”.
Prawda…
Ty pracujesz 7 dni w tygodniu (notabene, to podpada pod pracoholizm i jest bardzo ryzykowne długoterminowo). Czy każdy przedsiębiorca tak robi?
Nie jestem zwolennikiem postulatów PiS odnośnie podatków. Ale nie jestem też zwolennikiem mitu p.t. „zarabiam więcej, bo ciężko pracuję”. Jakaś część populacji – jasne. Ale duża zarabia więcej, bo miała szczęście, albo się lepiej urodziła – co w sumie też jest przejawem szczęścia (taki Bill Gates zyskał majątek nie dzięki ciężkiej pracy, a dzięki kontaktom matki). Niektórzy, to też trzeba powiedzieć, przez machlojki (choć oczywiście nie należy karać innych za takie osoby). Dlatego proste hasło typu „zarabiam więcej, bo więcej pracuje” jest mocno nie fair.
Plus, czysto praktycznie – jak zarabiam więcej, to też bardziej wykorzystuję wspólną infrastrukturę (np. klienci do mnie dojeżdżają, zużywając wspólne drogi i chodniki, na czym ja zarabiam!). Więc argument za większymi podatkami dla lepiej zarabiających jest. Drugim jest fakt, że praktycznie nasze podatki są degresywne – górnych 10% najlepiej zarabiających bierze do kieszeni większą pulę wspólnych dochodów, niż płaci wspólnych podatków (w 2005 stosunek był 0.89, w kolejnych latach dość podobny), co oznacza nieproporcjonalne obciążenie nisko zarabiających – a więc tych, dla których użyteczność pieniądza jest wyraźnie większa.
Ponownie – to nie argument za pomysłem PiS. To argument przeciwko neolibskiemu mempleksowi typu „bogaty, bo zapracował”. Czasem tak. Często z zupełnie innych przyczyn.
Wiesz Artur, powiem Ci, że ja znam głównie osoby, które zarabiają więcej poświęcając coś innego. Mój ojciec dużo zarabiał jak każdy tydzień zaczynał w poniedziałek od wyjazdu o 5 rano i powrocie w piątek popołudniu. Warszawa, Pułtusk, Trójmiasto, Krynica i tak przez cały czas.
Ja by więcej zarabiać pracowałem pomiędzy godziną 20 wieczorem a 8 rano oraz w weekendy. Moja lepsza połowa robi w tej chwili drugie studia podyplomowe, żeby lepiej zarabiać. Kolega przez parę lat był w zagranicznym oddziale firmy.
W przypadku osób z własną działalnością to też często jest olbrzymia ilość pracy, również ponad 8 godzin dziennie czy bez wolnych weekendów, bo przy ograniczonym budżecie muszą robić za całą firmę czy handlowca, szefa, pracownika, administrację, marketingowca etc.
To widzę na co dzień. Piszesz o większym zużyciu dróg etc. Prawdę mówiąc ciężko mi znaleźć jakieś dane, które mówią, że jeśli będziesz mniej zarabiał to oznacza, że będzie mniejsze zużycie dróg. Skoro klient jedzie do Ciebie to ma potrzebę na Twój towar/usługę. Nie będzie tego u Ciebie? Pojedzie do kogoś innego.
Jeśli masz jakieś statystyki mówiące, że większość bogatych jest takich dlatego, że dostali tą kasę to przedstaw ją proszę. Bo prawda jest taka, że bez jakiejś pracy Gatesa kontakty jego matki by wystarczyły, by zarabiał te 80-100 tys dolarów rocznie. A nie był w TOP10 najbogatszych ziemian. W dodatku weź pod uwagę, że umie rozmnażać ten majątek. A ilu ludzi po wygranej w Lotto po roku czy dwóch wraca do starego trybu życia, bo te parę milionów roztrwoniło zamiast rozmnożyć?
Stworzenie, utrzymanie i rozwijanie jakiegokolwiek majątku wymaga pracy. Wiadomo, można dużo otrzymać, ale jeśli z czasem tego majątku Ci przyrasta a nie maleje, to wymaga to pracy. I dlatego uważam, że większość majątków legalnych przedsiębiorców/pracowników/inwestorów jest wynikiem ciężkiej pracy i efektem ryzyka jakie zdecydowali się ponieść.
Wnioskowanie po tym, kogo się zna jest błędem poznawczym. Nasze znajomości nie są reprezentatywne, znamy raczej osoby o podobnych poglądach, itp. jak my. Plus zwykle znamy je od nieco podkolorowanej strony.
Też mam własną działalność. Właśnie mi stuka 10 rok jej prowadzenia, a wcześniej pracowałem od 18 roku życia. Nie zmienia to jednak mojej perspektywy w temcie.
Co do zużycia dróg – założenie, że klienci kupują tylko to, na co mają potrzebę ledwo się broniło w XVII wieku. Dziś zupełnie się nie broni. Gdyby klienci kupowali tylko to, na co mają potrzebę, świat by się zawalił ekonomicznie. W większości ludzie kupują zachcianki i pozorne potrzeby – a to znaczy, że jakby nie kupili u Ciebie, to nie kupiliby u nikogo innego. Więc owszem, zużywają bardziej drogę.
Jeśli chodzi o statystyki – zapraszam choćby do Piketty’ego. Cegła, ale warto przeczytać. I nie, kontakty matki zapewniłyby Gatesowi nie 80-100 tys rocznie, tylko, jeśli już tygodniowo. Serio, świat bardzo bogatych działa trochę inaczej i niczyje dziecko nie będzie harowało za grosze. Nie gdy koledzy i rodzice mają rady nadzorcze do obsadzenia… A to pieniądze przy których parę milionów złotych w lotto to grosze.
Dodatkowo, jak masz duże pieniądze to nie Ty je mnożysz, tylko dajesz wyspecjalizowanej agencji. Bo Cię na nią stać. I jak masz fundusz np. 100 milionów, to możesz wydać rocznie milion na najlepszych analityków, którzy zapewnią Ci 10% zwrotu średnio tam, gdzie fundusz 2 milionowy zatrudni analityków za 200 tysięcy, ale oni zapewnią już tylko 5% zwrotu. (I mamy na to badania również). Więc nie, powyżej pewnego poziomu możesz się obijać całe dnie, a majątek i tak przyrasta, bo pracuje na to ktoś inny. To jest na tym etapie po prostu przebadane – choć ludzie chcieliby wierzyć, że jest inaczej. Sam wierzyłem, ale jako sceptyk naukowy zmieniłem zdanie w konfrontacji z badaniami.
Kluczowe pytanie dotyczy jednak rozmiaru tego bogactwa – bo faktycznie między 5 tys, 6 tys i 10 tys. nie ma dużej różnicy. Ale między 6 tys a 40 tys już się zaczyna robić.
Wracając do Gatesa jest jedna kwestia: stworzył system, którego używa najwięcej osób na świecie. W dodatku gdy jest kiepska wersja to świat to manifestuje, stąd możliwości downgrade z Win Vista czy też szybkiej zmiany z Win 8 na Win 10.
Natomiast jetem przeciwny stwierdzaniu, że większe zarobki są niezależne od ilości pracy. Wiem to po sobie, wiem to po ludziach których widzę. I nie tylko osób mi podobnych, ale też osób o skrajnie odmiennym podejściu do życia. Owszem, są przypadki, gdzie niewiele pracy daje duże zyski. Nie twierdzę, że nie. Ale to zdecydowanie mniejszość.
PS. Ja pracuję od 19. roku życia w pełny etacie lub więcej.
Nie. Gates stworzył bardzo przeciętny system (MS-DOS), który IBM wybrał przed konkurencyjnymi, lepszymi i tańszymi. Bo matka Gatesa miała dobre kontakty z IBM jako prawniczka ich rady nadzorczej. Windows, itp. były pochodną tego zagrania.
Jeśli chodzi o Twoje bycie przeciwnym stwierdzeniu o zarobkach – wnioskowanie z doświadczenia własnego i otoczenia jest błędem logicznym. Twoje doświadczenie nie jest reprezentatywne, Twoje otoczenie nie jest reprezentatywne. Zachowujesz się mniej więcej tak, jak przy okazji wyborów ludzie mówiący „sondaże są bzdurne, wszyscy moi znajomi i ja głosujemy na Korwina, więc powinien mieć 100% w sondażach”. To ta sama kategoria błędu.
Na moje otoczenie składają się ludzie z bardzo różnym wykształceniem, wiedzą, doświadczeniem życiowym czy nawet wiekiem. A ponieważ orientacyjnie ich przychody nie odbiegają znacząco od średniej krajowej to jestem skłonny uważać, że w jakiś kategoriach jest to reprezentatywna grupa. Nie odpowiada może ona skrajnościom społecznym (czyli osobom o nadprzeciętnie wysokim czy skrajnie niskim zarobkom), ale mimo wszystko nie dotyczy osób myślących podobnie do mnie, a często wręcz przeciwnie.
Zresztą spójrzmy na „standardowe” podejście: pracuje ktoś na etacie, ma pensję. Może pójść po podwyżkę ale mało kto dostaje podwyżki ot tak, więc mało możliwe, że nie zwiększając pracy zarobią więcej. Jeśli z kolei zaczną dorabiać sobie po pracy składając długopisy to zarobi więcej na skutek tego, że pracuje więcej.
A co do Gatesa. Poproszę dowody, że inne systemy były lepsze i tańsze. I skoro były lepsze i tańsze czemu do dnia dzisiejszego Windows ma przewagę?
Wciąż nie są reprezentatywni. Serio. Nawet się nie zbliżają do reprezentatywności populacji kraju. To jest podstawa wnioskowania – nie chcę zabrzmieć arogancko, naprawdę, ale to są rzeczy, bez których zrozumienia nie ma możliwości sensownej dyskusji.
Czemu do dzisiejszego dnia Windows ma przewagę? Proponuję zapoznać się z tematyką barier wejścia i pokrewnych. MS-DOS zajął podstawowy format komputerów biurowych w tamtym czasie. Coś takiego ciężko jest przebić.
A tysiąc Polaków wystarczyło by oceniono polską wiedzę finansową jako żenującą na arenie międzynarodowej 😉
MS-DOS zajął, ale od tego czasu przeszliśmy przez różne systemy, które miały konkurować. A nikt nie stworzył lepszego systemu przez tyle lat, włącznie z gigantami jak Apple i Google, które z barier wejścia mają jedynie przekonanie użytkowników do zmiany. Gdyby ktoś stworzył lepszy system to by ludzie naturalnie na niego przeszli, drobnymi kroczkami. Ale jak widać od 20 lat nikt takowego nie stworzył.
PS. Wiele plagiatów, oskarżeń etc pojawiało się w historii. Podam konkretny przykład: nie czytając wcześniejszych komiksów kiedy zobaczyłem w ’97 w kinie, że Darth Maul ma podwójny miecz świetlny byłem wkurzony, bo to był mój pomysł… Gdybym przed Mrocznym Widmem stworzył historię z podwójnym mieczem i uważał, że to mój autorski pomysł to by mi powiedziano, że już to wymyślono dekadę wcześniej. I że to plagiat. Mimo, że nim by nie było, bo nie wiedziałem, że to wymyślono wcześniej.
Nie tysiąc Polaków, a tysiąc reprezentatywnie dobranych Polaków. To kluczowa różnica.
Nie, od czasu MS-DOS nie przechodziliśmy przez różne systemy. To nie było znaczącego przetasowania. Ludzie działają zgodnie z nawykiem i tym co domyślne. Jeśli domyślnie na ich komputerach był Microsoft, to kolejny system też domyślnie będzie z Microsoftu. Nawet jak gorszy od konkurencji. Koszta poznawcze przemiany są po prostu za duże dla większości ludzi. Serio, argumentujesz o MS-Dos i Windows, a piszesz to na klawiaturze QWERTY! Klawiaturze celowo zaprojektowanej by pisało się na niej wolniej, bo jak pisało się za szybko… to w latach 60-tych psuły się maszyny do pisania! DVORAK jest nieporównywalnie szybszy, wydajniejszy i zdrowszy dla rąk. Ale nie przerzucamy się na niego siłą nawyku. Twoja teza o „naturalnym przejściu, drobnymi kroczkami” jest delikatnie mówiąc oderwana od rzeczywistości – to ideologia „niewidzialnej ręki rynku”, która jest tezą religijną po prostu. I to pomijając kwestie takich rzeczy jak efekt skali („przechodzenie drobnymi kroczkami” w wypadku takich rzeczy jak OS, sieci społecznościowe itp. nie działa. Tu masz albo masową ucieczkę, albo klapę, stricte zerojedynkowy układ, choćby ze względu na kompatybilność oprogramowania).
Btw. Google nigdy nie podjęło porządnej próby stworzenia OS. Apple taki system stworzyło – Windows został z niego splagiatowany 😀 – tylko wtedy Apple bynajmniej nie było gigantem, tylko firmą garażową. Apple jest gigantem od niedawna i w tych obszarach gdzie jest, jego OS faktycznie rozdaje karty.
„wykorzystuję wspólną infrastrukturę (np. klienci do mnie dojeżdżają, zużywając wspólne drogi i chodniki, na czym ja zarabiam!)” – heh, argument pierwsza klasa ;))) Zwłaszcza, że mogą dojechać tramwajem, autobusem lub czymkolwiek innym. Płacą za bilety. W przypadku samochodu płacą też podatek drogowy w każdym litrze paliwa.
A tak czysto teoretycznie: jak ktoś uprawia poranny jogging i robi 10 km to też powinien płacić wyższe podatki? :)))))))
Argument jak najbardziej pierwsza klasa – wystarczy nieco znać twardych danych. Zarówno transport publiczny jak i transport samochodowy są DOTOWANE z podatków wszystkich. Ani płacąc za paliwo, ani płacąc za bilet nie pokrywasz pełnych kosztów swojego środka transportu (i mowa tu jedynie o kosztach utrzymania infrastruktury, o ekologicznych itp. nawet nie wspominamy). W efekcie wszyscy podatnicy dotują każdy samochód i każdy tramwaj.
Podbijam pytanie: A tak czysto teoretycznie: jak ktoś uprawia poranny jogging i robi 10 km to też powinien płacić wyższe podatki? :)))))))
Biorąc pod uwagę nasz system opieki zdrowotnej, nie – cokolwiek zużyje więcej z infrastruktury, zwróci z nawiązką ze zredukowanych kosztów opieki zdrowotnej.
Artur, myśląc logicznie masz wiele racji. Jednak patrząc na problem szerzej widzę totalną abstrakcję i wiele nieścisłości 😉 Chciałoby się rzec: jeżeli ktoś już zużywa ten chrzaniony chodnik to niech płaci wyższe podatki ;)))
A serio: miłego wieczoru 😉 Rozmowa weszła na zdecydowanie zły tor 😉
„Myśląc logicznie masz wiele racji, jednak patrząc na ten problem szerzej nie masz”
Lub może
„Myśląc logicznie masz wiele racji, ale nie pasuje mi to emocjonalnie, więc stwierdzę, ze myśląc szerzej jest to abstrakcja” 😉
Ja to rozumiem, naprawdę. Sam tam byłem parę lat temu. Przywilej do którego przywykasz staje się czymś, co traktujesz jak coś oczywistego i przynależnego, a nie bonus. I gdy ktoś próbuje argumentować, że to przywilej, rodzi to opór emocjonalny.
Guzik tam nie opór emocjonalny 😉 Rozmawiamy o jakichś oderwanych od rzeczywistości przypadkach. A prawda jest taka, że jest bardzo duża szansa, że osoba uprawiająca codziennie 10 km jogging PO TWARDYM CHODNIKU po 20 latach będzie miała do operowania jedno lub oba kolana albo jeszcze staw biodrowy i cała Twoja „oszczędność” pójdzie w las 😉 Miłego dnia! 🙂
Staw biodrowy vs rak czy serducho… Staw wychodzi jednak dużo taniej 🙂
„Oderwane od rzeczywistości przypadki’ wychodzą Ci dlatego, że nie chcesz zaakceptować jak rzeczywistość wygląda, po prostu. Dlatego próbujesz post factum reinterpretować argumentację.
Amen 🙂
Myślę że Ci bogaci sobie poradzą niezależnie od tego jak dorobili się swojego bogactwa, po prostu wytransferują majątek gdzieś indziej. Wiele ludzi sobie nie zdaje sprawy z tego że to oni są tak naprawdę konsumentami Państwa i mogą wybierać.Wiedzą to doskonale bogaci i wybierają po prostu sprzyjający ekosystem.
To nigdy nie działa tak że bogaci nagle zaczną płacić więcej – bogaci mogą wybierać, mogą również przestać zarabiać bo ich stać, mogą się przenieść, mogą ograniczyć działalność. Po kieszeni dostanie jedynie klasa średnia lub osoby pretendujące do klasy średniej i patrioci ekonomiczni. Paradoks polega na tym że karze się w efekcie właśnie najbardziej tą grupę, czyli ciężko pracujących, zdolnych i ekonomicznych patriotów.
Gospodarka sterowana centralnie i socjalizm nigdy nie wygra w długim terminie ponieważ w pewnym momencie, gdy już skutecznie wydali bogatych, zaczyna popełniać ekonomiczny kanibalizm, a zaczyna się on własnie w momencie kiedy zabija się klasę średnią która jest kołem napędowym każdej zdrowej gospodarki.
Nie wytransferują, jeśli np. podatek będzie dotyczył majątku, a nie dochodu. Da się to wbrew pozorom zrealizować i świat powoli zmierza do takich rozwiązań -bo alternatywy są chore. Wyścig do dna w braku podatków służy jednemu – pauperyzacji wszystkich poza jednym promilem.
Amerykanie na rękę, pod względem wartości pieniądza nie dostali podwyżki od… prawie czterdziestu lat. Wszyscy poza najbogatszymi, rzecz jasna.
Obok skrajnych modeli typu „gospodarka socjalistyczna” i „dziki kapitalizm” mamy wiele modeli pośrednich – np. bardzo dobrze działające modele skandynawskie. Proponuję szerszą perspektywę i pewne zgłębienie tematu 🙂
1. Co zrobiłbyś gdyby w Polsce wprowadzili wariant cypryjski a ty miałbyś 10 mln na koncie zarobione w sposób całkowicie legalny i prowadziłbyś firmę zatrudniającą powiedzmy 300 osób?
2. Co zrobiłbyś w tej samej sytuacji, ale nie dochodzi jeszcze do wariantu cypryjskiego, ale jest zapowiedź wprowadzenia podatku od majątku lub jego transferu powyżej jakichś kwot?
1. Cieszyłbym się! Cieszyłbym się bardzo! Bo uratowałbym właśnie choć część swojego majątku!
Ludzie uwielbiają się powoływać na wariant cypryjski, ale chyba nie do końca zrozumieli na czym on polegał. A polegał on na tym, że Laiki zbankrutowało. Co oznaczało, że ludzie mający w nim oszczędności nie otrzymaliby ani grosza (no, może jakieś ochłapy z BFG, ale ci mający 10 mln straciliby praktycznie wszystko). Wariant, jaki przyjęto w porównaniu z tym (utrata jedynie części depozytów i to powyżej określonej kwoty) był nieporównywalnie lepszą alternatywą, niż to co mogło spotkać oszczędzających. Niezmiennie bawi mnie, jak ludzie wołają z przerażeniem i wzgardą „wariant cypryjski”, nie zadawszy sobie pytania „a jaka była alternatywa i czy była ona lepsza, czy gorsza”?
Edit: W zasadzie my wariant anty-cypryjski już przerabialiśmy. Na przykładzie SKOK Wołomin. Spytaj się trzymających tam pieniądze, czy woleliby wariant cypryjski, czy nasz rodzimy, wołomiński 😀
2. Powodzenia w transferze majątku. Już widzę to wywożenie hal fabrycznych i nieruchomości… Błyskawiczna sprzedaż ze stratą? Stracisz na tym wyraźnie więcej niż na podatku, zresztą i tak podatek tu zapłacisz, od sprzedaży.
Silnie progresywny podatek od majątku jest wbrew pozorom bardzo trudny do uniknięcia, zwłaszcza, jakby ustaliła go jednocześnie np. cała Unia. A nie jest to wcale takie nierealne, w kręgach ekonomicznych otwarcie się na zachodzie mówi o rosnących problemach z nierównościami i możliwych konsekwencjach.
1. Jeśli tak bardzo byś się cieszył to może od razu przelej to w formie darowizny, tylko od tego chyba też jest jakiś podatek w PL 😉 Twoja rodzina byłaby równie zadowolona?
Przepraszam za sarkazm ale po prostu to co napisałeś jest tak oderwane od rzeczywistości że ciężko mi na to jakoś normalnie odpowiedzieć… Arturze ja mam wrażenie że ty za dużo filozofujesz i odpływasz w jakieś teorie – tymczasem życie tak nie działa…
2. Ludzi można zwolnić, hale można sprzedać lub zawiesić/ ograniczyć, nieruchomości można sprzedać, są tysiące sposobów legalnych na transfer majątku. Zapewniam Cię że większość osób które posiadają majątek nie będą się cieszyć i po prostu zrobią co będą chcieli i to jeszcze w sposób legalny zanim mleko się rozleje.
Życie poza unią też istnieje i ma się całkiem dobrze…. nie żyjemy w próżni i zawsze jest wybór.
1. Ja natomiast mam wrażenie, że Ty nie rozumiesz o czym piszesz.
Powtórzmy: wariant cypryjski był reakcją na plajtę banku. Objął WYŁĄCZNIE klientów tego banku. I sprawił, że zamiast stracić 99% oszczędności, stracili 47.5%. Czyli w Twoim scenariuszu miałbym do wyboru:
a) wariant wołomiński, tracę 9 milionów 900 tysięcy zł.
b) wariant cypryjski, tracę 4 miliony 200 tysięcy zł.
W wariancie cypryjskim ratuję 4 miliony 700 tysięcy więcej, więc czemu u licha miałbym jakąś darowiznę dawać? Albo się przejmować?
To, że wydaje Ci się, ze „dużo filozofuję i odpływam w jakieś teorie, a tymczasem życie” jest efektem nie mojego rzekomego filozofowania, tylko Twojej niewiedzy w zakresie poruszanych tematów. Rzucasz hasła typu „wariant cypryjski” bez zrozumienia co się za tymi hasłami kryło i czemu podjęte zostały takie, a nie inne decyzje.
2. Tak, można – ale na każdym z tych sposobów tracisz. I to tracisz wyraźnie więcej, niż gdybyś się dał opodatkować. Twoja argumentacja jest więc ideologiczna, a nie księgowa. Na co już wskazywałem w kontekście podatku od sprzedaży i co radośnie zignorowałeś.
Apple właśnie dostał po zadku od unii europejskiej i zapłaci grube karne podatki. Już widzę, jak Apple się wycofuje z europejskiego rynku, już to widzę. Tak, życie poza unią istnieje… ale jakoś tak rynek niemiecki jest dla większości sprzedawców bardziej atrakcyjny, niż kongijski.
wiem o czym mówię ty nie zrozumiałeś kontekstu w jakim ja przytoczyłem wariant cypryjski a jest on taki:
wariant cypryjski jako forma jednorazowego podatku od majątku – rozmawialiśmy właśnie o tym. Jeśli wyraziłem się nie jasno to przepraszam, ale to własnie miałem na myśli
… tymczasem ty próbujesz mnie uświadamiać na tematy które są mi po prostu doskonale znane.
więc dobrze nazwijmy to inaczej: nacjonalizacja prywatnego majątku w formie podatku i co ty na to? nadal byś się cieszył? A może jednak coś byś zrobił żeby się zabezpieczyć? a może takich osób które coś zrobią są dziesiątki tysięcy?
Nie przytaczaj mi tu przypadku Apple bo wychodzisz znowu z kontekstu, ja cały czas dyskutuję na temat ludzi bogatych, klasy średniej i aspirujących do tego grona – myślę również że CEO apple nie czyta tego bloga, ale wiele osób prowadzących własną działalność owszem i na tym chciałbym się skupić.
No więc nie, wariant cypryjski nie był jednorazowym podatkiem od majątku. Jeśli już, można go – naciągając termin podatek – nazwać jednorazowym podatkiem od oszczędności gotówkowych. To nie jest majątek, to niewielka część majątku – najbardziej ruchoma. Większość majątku nie jest tak ruchoma.
Jeśli chodzi o nacjonalizację – jeśli mowa o silnie progresywnym podatku od majątku (jednorazowym, lub corocznym), który byłby np. zainwestowany w spłacenie długu państwowego (co z kolei umożliwiłoby trwałe przeniesienie kosztów obsługi długu na inne, bardziej produktywne obszary, np. ochronę zdrowia czy edukację) to byłbym za. I nie zabezpieczyłbym się, bo to zabezpieczenie kosztowałoby więcej, niż oddałbym w podatkach.
Mylisz klasę średnią z ludźmi bogatymi. Klasa średnia w ostatnich dekadach oddala się od bogatych dość mocno, m.in. za sprawą przewagi jaką daje duży majątek w inwestowaniu. Podatek od majątku, jeśli miałby sens, powinien być silnie progresywny. Obecnie mamy natomiast podatki realnie degresywne (górne 10% populacji w Polsce płaci proporcjonalnie MNIEJ podatków niż zarabia PKB, dysproporcja to ok.0.9). To nie jest w żaden sposób sensowne ani opłacalne dla kraju ani obywateli.
Srsly, USA najbardziej rozwijało się, gdy podatki dla najbogatszych wynosiły… 92%. I ani ludzie nie uciekali z kraju, ani nie było tragedii… Przeciwnie, wszyscy na tym korzystali, także ci najbogatsi (bo ktoś w końcu musi kupować produkty firm, które zapewniają im bogactwo!). Niestety, potem lobbing i long story cut short, zasyfiło się wybitnie.
„No więc nie, wariant cypryjski nie był jednorazowym podatkiem od majątku” – wiem o tym i ty chyba też już wiesz co miałem na myśli.
„Jeśli chodzi o nacjonalizację – jeśli mowa o silnie progresywnym podatku od majątku (jednorazowym, lub corocznym)… …nie zabezpieczyłbym się, bo to zabezpieczenie kosztowałoby więcej, niż oddałbym w podatkach.”
Twój wybór masz do tego prawo, ja jednak bym się nie poddał. Mógłbyś to policzyć na jakimś teoretycznym przykładzie? Ciekawy jestem ile będzie wynosił Twój teoretyczny majątek po 10 latach jeśli co roku będą cię kasować od wartości majątku.
„Mylisz klasę średnią z ludźmi bogatymi”
Nie wiem czy mylę, znam wielu takich ludzi w Polsce, mają tu jakieś sklepy lub inne firmy, po kilka mln na kontach odkładanych latami, lub inwestowane w nieruchomościach, zatrudniają pracowników itp itd. Generalnie większość moich klientów z przeszłości – to jest dla mnie ta klasa średnia.
Jasne, policzmy to na przytoczonym przykładzie wcześniej- przy 100 mln majątku możesz go przewidywalnie inwestować ze stopą zwrotu 10% (w odróżnieniu od 5% typowego dla niższych majątków – odsyłam do wyliczeń amerykańskich funduszy uczelnianych). Czyli ze 100 mln masz po roku 110 mln. Jednocześnie płacisz np. 2% od majątku powyżej 10 mln, 1% od majątku powyżej 5 mln i 0.5% od majątku powyżej 1 mln (przykładowe stawki proponowane dla silnie progresywnego podatku majątkowego). Czyli 20 tys + 50 tys + milion osiemset, w sumie milion 870 tysięcy. Po roku jesteś więc osiem milionów do przodu i tak oraz wciąż do przodu wobec osób z 10 milionami. Pomnóż to przez 10 lat i wychodzisz zdecydowanie na plus.
Nawet gdybyś nie korzystał z inwestycji, tylko majątek by stał (dlaczego?) po 10 lat nie tracisz żadnej fortuny, wciąż masz jego dużą część. Arystokracja francuska przećwiczyła to po drugiej wojnie światowej i przeżyła.
Dla porównania, jeśli chciałbyś majątek szybko spieniężyć by uniknąć podatku, musiałbyś się pogodzić ze sprzedażą 10-30% poniżej możliwej ceny sprzedaży. Czyli 5-15 lat podatku płacisz z góry.
To teraz z ideologicznego punktu widzenia:
Czy uważasz że to jest moralne? Czy nie sądzisz że w tan sposób karani są ludzie przedsiębiorczy?
Uważam, że niemoralne jest to, że ludzie „przedsiębiorczy” (przypominam, sam prowadzę firmę od lat) próbują przerzucić koszta swojego dochodzenia do majątku na społeczeństwo zgodnie ze starą kapitalistyczną regułą prywatyzacji zysków i upaństwowienia strat. Uważam, że niemoralne jest już samo takie próbowanie uzyskania „darmowego obiadu” kosztem społeczeństwa, a podwójnie niemoralna jest próba uczynienia z tego cnoty i sprzedania tego jako mempleksu, który kupiły takie osoby jak Ty czy (swego czasu -zanim zostałem skonfrontowany z badaniami w temacie) ja.
Ludzie „przedsiębiorczy” nie są karani. Ludzie „przedsiębiorczy” płacą MNIEJ niż swoją należną cześć. I ogromna część z nich nie jest przedsiębiorcza (stąd cudzysłów), tylko miała szczęście co do urodzenia się w dobrej rodzinie. I badania to bezwzględnie potwierdzają niestety. Więc tworzymy absurdalny układ, w którym „moralne” jest szczęśliwe urodzenie się (i powinno być nagradzane kosztem reszty społeczeństwa), a „niemoralne” pechowe urodzenie się. A, nie czekaj, to nie jest takie absurdalne, znamy tego historyczne określenie. To zwykły klasizm, tylko w lepszych PRowych szatkach 😉
Jeśli interesują Cię lektury w temacie, polecam na początek (ostrzegam, cegły) „Kapitał” Piketty’ego oraz „Debt: the first 5000 years” Graebera. Obydwie solidnie uzasadnione konkretnymi badaniami.
Znowu odjechałeś… 😉
W jaki sposób właściciel hurtowni z artykułami sanitarnymi próbuje przerzucić koszta swojego dochodzenia do majątku na społeczeństwo zgodnie ze starą kapitalistyczną regułą prywatyzacji zysków i upaństwowienia strat? Albo właściciel 2-3 sklepów z meblami… Ja mam wrażenie że ty ciągle kierujesz myśli w kierunku jakichś korporacji… a ja tu mówię o ludziach z krwi i kości którzy po prostu doszli do czegoś.
Znam wiele osób urodzonych w „złych rodzinach” które odniosły sukces – ciągle piętnujesz tą kategorię osób „lepiej urodzonych”. Z drugiej strony jak ty dorobisz się majątku i podchodzisz z nizin społecznych to twoje dziecko będzie już pochodziło z „dobrej rodziny” i stanie się „dobrze urodzone”. Nie widzę w tym nic złego.
Czy nie użyjesz swoich możliwości aby Twoje dziecko miało lepszy start?
Ja nie uważam że ten układ jest zły, uważam że jest naturalny i zgodny z naturą człowieka.
Przeczytam kiedyś te „cegły” z ciekawości, ale nie sądzę że to cokolwiek zmieni (jeśli taki ich jest cel) bo po prostu nie widzę nic złego w tym że ludzie się bogacą i tworzą klasy społeczne. Nie sądzę też że powinni być karani za to że się „dobrze urodzili” itd…
Ja sam mogę mieć pretensje do mojego ojca że jestem „źle urodzony” hehe ale co z tym zrobię to już zależy tylko ode mnie. A jak moja córa będzie miała lepszy start i dobrze to wykorzysta to tylko dla mnie powód do radości.
Jak właściciel hurtowni przerzuca (nie próbuje, przerzuca) koszta? Bardzo prosto – korzysta z infrastruktury dostarczonej przez państwo. Z pracowników wyedukowanych na koszt państwa i leczonych na koszt państwa. Z tego, że klienci docierają do niego dzięki państwu. Z ochrony jego majątku przez państwo. I z wielu innych korzyści.
Wynajmuję biuro/salę szkoleniową w centrum Warszawy. Dzięki temu mam więcej klientów, niż gdybym to biuro miał np. w Łomiankach. Ci klienci dojeżdżają do mnie komunikacją miejską, albo po miejskich drogach. Ich samochody zajmują wspólną przestrzeń. Zatruwają wspólne powietrze, za którego czyszczenie płacimy wszyscy. W ten i tysiące innych drobnych sposobów korzystam z wkładu wszystkich innych ludzi w tym kraju, z ich podatków, żeby móc zarabiać więcej. To tylko przykłady ogromnej ilości rzeczy, które przedsiębiorca dostaje od społęczeństwa, ale zwykle traktuje jako oczywiste i darmowe – i nie chce za nie płacić.
„Układ zgodny z naturą człowieka” – a jaka konkretnie jest natura człowieka? Pytam, gdyż zwykle gdy słyszę o „naturze człowieka” spotykam jakąś naiwną i opartą na mocno egoistycznej moralności koncepcję pseudopsychologiczną. Chciałbym się upewnić, że nie mówimy o takim aprioryzmie – bo wtedy trudno nam się będzie dogadać.
Nie widzisz problemów z klasami społecznymi… Widzisz, problem w tym, że jak są klasy dostatecznie umocnione, to NIE MA ZNACZENIA co zrobisz. Jak będziesz się starał. Powyżej pewnego progu nie przeskoczysz, po prostu. Nawet się nie zbliżysz do tych, którzy nie włożyli żadnego wysiłku, a po prostu mieli szczęście na loterii urodzinowej.
„Bardzo prosto – korzysta z infrastruktury dostarczonej przez państwo. Z pracowników wyedukowanych na koszt państwa i leczonych na koszt państwa. Z tego, że klienci docierają do niego dzięki państwu.”
A to te wszystkie podatki to rozumiem że za mało? I mam jeszcze płacić podatek od tego że mam majątek? To ja sobie wybiorę inny kraj i tam będę płacił podatki w trybie klasycznym i przynajmniej będę miał pewność że mogę skorzystać w normalny sposób z tych dróg, leczenia czy edukacji 😉
Proszę Cię jaka edukacja na koszt Państwa albo leczonych na koszt Państwa? Wydawaliśmy majątek na leczenie córy tutaj w PL nie mówiąc już o kosztach w szkole dla syna. A jeszcze przez niekompetencje w Polskim szpitalu okazało się że córa miała martwicę w mózgu (poród, niekompetencja) – na szczęście dało się to doprowadzić do ładu poprzez terapię która też kosztowała majątek i teraz jest naprawdę super bo okazało się że jest z niej mały geniusz… i nie na koszt Państwa tylko na mój koszt… to co jeszcze może powinienem płacić podatek od majątku 😉 hehe No way… hehe
Z naturą człowieka… – jako ojciec zależy mi na tym aby moja córa miała dobry start i nie widzę nic złego w tym że korzysta z możliwości jakie jej zapewniam.
No i dobrze dla nich że wygrali w loterii urodzinowej, dobrze dla Ciebie że nie urodziłeś się z Pakistanie bo kto wie może teraz jeździłbyś jako dzieciak z jakimś arabskim pedofilem w wesołym autobusie albo wypasał kozy…
Będzie dobrze dla Twojego dziecka że ma przedsiębiorczego ojca i dla mojego, a może będziemy tak zajebiście bogaci że kolejne pokolenia będę się rodziły już tylko dobrze a może i lepiej bo będą pomnażały ten majątek.
Cieszę się że wygrałem w loterii urodzinowej i nie mieszkam w Pakistanie 😉
Możesz sobie wybierać, ale majątku tak łatwo nie wytransferujesz. Zresztą możesz liczyć na to, że podatki od majątku będą prędzej czy później standardem globalnym. Bo alternatywa jest bardzo brunatna niestety.
Kosztach w szkole dla syna – rozumiem, że szkoła prywatna? To już Twój wybór. Typowy pracownik jednak ma zarówno leczenie, jak i edukacje na rzecz państwa i jeśli uważasz, że to nic, żadna korzyść dla praconabywcy, to, proponuję sprawdzić jak wyglądają problemy w tym zakresie w krajach 3-go świata.
„Dobrze dla Ciebie” to potwornie krótkowzroczna perspektywa. Choćby dlatego, że odcina nas od ogromnego potencjału ludzi, którzy mogliby zdziałać wiele, ale na tej loterii mieli pecha. Dlatego świat zmierza w kierunku tego co wydajne – czyli maksymalizacji szans wszystkich na starcie, a nie tylko wybranych.
„Świat zmierza w kierunku tego co wydajne – czyli maksymalizacji szans wszystkich na starcie, a nie tylko wybranych”
Myślę że znajdą się miejsca w których będzie można przechować swój majątek… i myślę ze będzie ich wiele. Mało tego, myślę że jeśli okaże się że w danym kraju ludzie przedsiębiorczy będą zmuszeni do życia w jakimś neo komunizmie to po prostu poczekają na lepsze czasy lub się wyprowadzą doprowadzając gospodarkę danego kraju do ruiny i wzmacniając inną. Życie nie lubi próżni.
„Dlatego świat zmierza w kierunku tego co wydajne – czyli maksymalizacji szans wszystkich na starcie, a nie tylko wybranych.”
No dobrze, przyjmijmy że nastąpi taki globalny reset i nagle jednego dnia wszyscy na świecie mają po równo i wszyscy na świecie mają równe szanse.
I co dalej?
Uważasz że kraje nie będą ze sobą konkurowały, a może nie będzie państw tylko jeden globalny rząd? Ludzie nie będą ze sobą konkurowali. I nie dojdzie już nigdy do ponownego rozwarstwienia klasowego?
Co powiesz w kolejnym swoim wcieleniu za 10 pokoleń? (załóżmy że wierzysz w reinkarnację 😉 ) Że ktoś tam jest zły bo był lepiej urodzony bo przez wiele pokoleń wstecz miał fart urodzić się w rodzinie która miała ambicje pomnażania majątku?
Nie bardzo rozumiem do czego ostatecznie zmierzasz i jak ma wyglądać świat wg twojej teorii? Nakreśl mi to w kilku zdaniach.
„Mało tego, myślę że jeśli okaże się że w danym kraju ludzie
przedsiębiorczy będą zmuszeni do życia w jakimś neo komunizmie to po
prostu poczekają na lepsze czasy lub się wyprowadzą doprowadzając
gospodarkę danego kraju do ruiny i wzmacniając inną.”
I właśnie dlatego skandynawia zbankrutowała. Oh, wait, nic takiego się nie wydarzyło, mają się świetnie. Ideologia przegrywa z rzeczywistością.
„No dobrze, przyjmijmy że nastąpi taki globalny reset i nagle jednego
dnia wszyscy na świecie mają po równo i wszyscy na świecie mają równe
szanse. Ludzie nie będą ze sobą konkurowali. I nie dojdzie już nigdy do ponownego rozwarstwienia klasowego?”
Nikt racjonalny nie postuluje idealnego zrównoważenia – w idealnym świecie byłoby super, ale nie żyjemy w idealnym świecie, więc musimy się ograniczać co do realnych opcji. Takie opcje mieliśmy już przetestowane, np. USA lata 50-70. Skutek – wszystkim było lepiej, lepszy rozwój technologii (podwaliny pod nasze obecne to wszystko ten okres!), wyższy ogólny wzrost gospodarczy. Nie musimy się bawić w hipotetyczne scenariusze. Już to testowaliśmy i to działało. Nie muszę Ci przedstawiać teorii. Odsyłam Cię do realnych źródeł historycznych i ekonomicznych 🙂
„I właśnie dlatego skandynawia zbankrutowała. Oh, wait, nic takiego się nie wydarzyło, mają się świetnie. Ideologia przegrywa z rzeczywistością.”
Nie mam pojęcia jak wygląda system skandynawski ale rozumiem że płacą tam podatki od majątku, nie ma klasizmu, wszyscy mają po równo i mają równe szanse?
„Takie opcje mieliśmy już przetestowane”
Wiesz, to jest trochę jak z wykresem ceny jakiegoś aktywa, większość osób widzących zachowanie jakiegoś aktywa na przestrzeni czasu jest pewnych że podlegać będzie ono tym samym schematom w przyszłości, a jednak tak się nie dzieje bo pojawiają się nowe czynniki zmieniające diametralnie zasady gry.
To co działało kiedyś wcale nie musi działać dziś równie skutecznie lub może nie działać wcale.Wiele się zmieniło od tamtego czasu…
W tym momencie w Skandynawii nie ma podatków od majątku, ale są bardzo wysokie podatki dochodowe. System ten jest na ten moment bardzo egalitarny – może nie są to idealnie równe szanse (już wskazywałem, że to niemożliwe, to cel w jakim warto zmierzać ze świadomością, że realnie można się do niego tylko zbliżyć), ale najbliższe temu, jak to działa na świecie. Przy okazji jest też to bardziej opłacalne (koszta opieki zdrowotnej są 2x niższe niż w sprywatyzowanej opiece zdrowotnej USA, a efektywność zdecydowanie lepsza).
Oczywiście, to co działało kiedyś może dziś nie działać równie skutecznie. Albo może działać jeszcze skuteczniej. Wnioskując z przeszłości (przy odpowiednio dużej próbie, itp.) trafność Twojego przewidywania będzie jednak nieporównywalnie wyższa, niż wnioskując z czystej ideologii.
Podatek będzie od dochodów, nie przychodów, nigdzie nie ma mowy o przychodach.
Połączenie wszystkich podatków w jeden to od dawna proponowana propozycja przez środowiska liberalne – i w samej istocie to bardzo dobry krok, bo upraszcza system. Problemem jest tutaj progresja podatkowa jedynie.
Marku, w wakacje wyszły komunikaty mylnie mówiące właśnie o przychodach. Na szczęście już teraz mówi się o dochodzie.
Tak, ta progresja jest mega problemem. Ale łączenie tych podatków w jeden jest moim zdaniem złe.
Magdo – wydaje mi się (mogę się mylić), że mylisz dwie rzeczy. Jedna to podatek 23.5% od przychodów do 5000 zł przychodu na DG (w ramach pakietu ułatwień Morawieckiego), a drugie to obecna reforma, gdzie mówi się o dochodzie cały czas. W pierwszym przypadku radzę się wgryźć, bo 23.5% od przychodu to cały czas o niebo lepiej niż obecna sytuacja;-)
Jeśli chodzi o jednolity podatek, widzę same plusy – przede wszystkim nikt nie będzie więcej bzdur powtarzał, że mamy obecnie 18% podatku. Ludzie nie rozumieją, że składki to takie same podatki. Ja osobiście jestem zwolennikiem jeszcze prostszego podatku – od funduszu płac. I wtedy progresja nie wchodzi w grę ; – )
Nie tyle mylę, co pisałam ten tekst mocno chaotycznie, bo byłam wkurzona 🙂
Nadal uważam jednak, że te 23,5% od przychodu do 5000 to jakaś masakra. Zwłaszcza, jeśli ma się bardzo wysokie koszty.
No to jeszcze raz – powoli.
Obecnie:
1) ZUS obowiązkowy – 1150 zł (około) – to jest właśnie wysokość 23.5% przychodów przy GÓRNEJ granicy.
2) Do tego dochodzi podatek PIT – 0.18% od dochodów
Po reformie:
1) Tylko 23.5% od przychodów – a więc przy górnej granicy (5000 zł) mniej więcej podobnie, przy każdej mniejszej sam ten podatek będzie mniejszy niż obecny ZUS – a nie trzeba będzie płacić VATu i PITu.
VAT też ma się do tego liczyć? To to już zrobi kompletne zamieszanie.
W to dokładnie się nie wdrażałam. Ale zawsze będę przeciwniczką płacenia podatku od przychodu, bo teraz to będą takie warunki, a potem? Potem mała zmiana i już będzie koszmar.
PS Nie 0.18% a 18% 🙂 Ale domyślam się, że to literówka 🙂
Prawie na pewno tak, ale głowy nie dam.
A ja jestem na „tak” dla każdej zmiany, która jest dobra. A usunięcie zabójczego 1150 ZUS niezależnie od tego czy zarabiam jest mega dobre i pozwoli ludziom wyjść z szarej strefy.
Tak, literówka;-) 0.18 używam jako mnożnika;-)
przepraszam bardzo ale jeśli ktoś zarabia 2 tys to już nie wina tego co zarabia więcej. Dlaczego ktoś cieżko dochodził do zarobków które zarabia ma płacić więcej za leni którzy mają niskie inspiracje w życiu. Są od tego wyjątki oczywiście ale wyjątki stanowią margines błędu.
Manna, miałam na myśli rocznie. Zatem tak, to mocno zmieni moje podejście – czy z 10000 zarobionych w danym miesiącu zapłacę 1900 czy 3800…
Masz na myśli inne niż Warszawę, Wrocław, Kraków czy Poznań?
Bez przesady. To się da sprawdzić i nie są – chyba, że porównujemy Warszawę z jakąś zabitą dechami dziurą w Niemczech. Bo Warszawa vs Berlin? Nie przejdzie.
O matko. Ja mam podatek liniowy. I ciężko pracuję na to, żeby dobrze zarabiać – nie rozumiem, czemu mam płacić wyższe podatki, niż Pan w sklepie spożywczym, który nigdy nie miał takich ambicji i nie pracuje tak ciężko, jak ja. Czemu nas, przedsiębiorców, tak się traktuje? Już sama kwestia urlopu macierzyńskiego mnie wkurza – kobieta zatrudniona o dzieło dostanie kasę, bezrobotna też, studentka, która przecież żadnych składek nie płaci, a ja, jako przedsiębiorca, dostanę 30 zł. Nic tylko zamknąć działalność i żyć na socialu. Chyba jednak zrobię tę spółkę LTD w Anglii. Tam pierwsze podatki płaci się po 2 latach. Zus wynosi 6 funtów tygodniowo. A działalność rejestruje się dopiero po kilku miesiącach, jak się przetestuje (!!), że firma jest ok! Zgroza. Nie ma innego wyjścia, jak Polskę okradać 😉
Ile przepracowałaś w sklepie spożywczym, żeby oceniać jak ciężko pracuje taka osoba, a jak ciężko Ty sama? Znasz swoją stronę, ale nie znasz tej drugiej, więc jak chcesz na tej podstawie wnioskować?
Btw. Zus w Anglii nie wynosi 6 funtów tygodniowo, tylko jest progresywny. Zarabiasz więcej, więcej płacisz. U nas nie jest progresywny, co wywalczyło lobby dużych przedsiębiorców.
A pracowałam, więc wiem, o czym mówię. Rozumiem, że Ty nie, ale co tam, nie wiem, to się wypowiem, byleby zaatakować innych. Takie jest moje spostrzeżenie, oczywiście jest to uogólnienie, na potrzeby dyskusji, bardziej dotyczącej ambicji – nie wszyscy mają aspirację, aby robić karierę/budować biznes, nie rozumiem więc, dlaczego mają płacić niższe podatki i mieć taryfę ulgową.
Moja koleżanka ma self-employed w Anglii i tyle właśnie płaci za ZUS – stąd spostrzeżenie. Być może masz większą wiedzę, nie będę się kłócić.
Czyli jak pracowałaś w sklepie to się obijałaś i na tej podstawie wnioskujesz, że to lekka praca? 😉
To jest ta osławiona dobra zmiana 😉 Co tu dużo mówić, trzeba wiać. Osobiście zdecydowanie wolę knedle niż herbatę z mlekiem 😉
Mnie też zdecydowanie bliżej do naszych południowych sąsiadów 😉