Typowy dzień pracy wygląda u mnie tak… [12 osób opowiada]

·

miejsce pracy

Do napisania tego wpisu poprosiłam o pomoc kilku znajomych blogerów – takich, którzy pracują na etacie i takich z własną firmą. Myślę, że jesteście ciekawi, jak wyglądają nasze typowe dni. Uwaga, będzie długo. Wpis jest podzielony na 12 podstron, żeby maksymalnie ułatwić Wam czytanie. Mam nadzieje, że dotrzecie do końca, bo dopiero tam ja 🙂 A i bardzo dziękuję tym, którym zechciało się coś od siebie napisać.

Zaczynamy od moich „gości”. Pamiętaj, żeby napisać, jak wygląda Twój typowy dzień pracy!

Na skróty:

  • Łukasz, inwestycje w internecie
  • Justyna Zienkiewicz, 8razy5
  • Marta Gryszko, Lexy’s SEO blog
  • Nina Wiśniewska, dobre geny
  • Remigiusz Witczak, blog oszczędzanie
  • Krzysztof Sobolewski, metafinanse
  • Marta Grzegorczyk, biznesopedia
  • Dana, kobiece finanse
  • Agnieszka Świetlik, lifemanagerka
  • Kasia Pszonicka, the owner
  • Agnieszka Skupieńska, biznesoweinfo
  • Magdalena Bród, finanse na obcasach 🙂

Łukasz z inwestycje w internecie:

Wstaję o 7 (w okresie zimowy), natomiast jak jest już jaśniej na zewnątrz to o 6. Lubię ten czas, bo jest najzwyczajniej cicho jak makiem zasiał, nikt i nic mnie nie rozprasza.

Krótkie ćwiczenia, szklanka ciepłej wody z cytryną i siadam do pracy.

Po godzinie czas na małe śniadanie po czym znów do pracy (ważne, aby nie jeść przy komputerze bądź też nie czytać niczego) – po prostu skupić się na wolnym i dokładnym jedzeniu. Jak już robicie jedzenie to dbajcie o to aby na talerzu to wyglądało schludnie bo to też działa na nas.

Pracuję 2-3 godziny i przerwa pół godzinna na inne obowiązki bądź wyjście do sklepu czy załatwić jakieś sprawy (trzeba przewietrzyć mózg).

Wracam i pracuję dalej. Do godziny 15-17 najpóźniej. Później mam czas dla wszystkich innych, bliskich oraz na hobby.

Pracuję tak od bardzo dawna. Mój tydzień pracy trwa od poniedziałku do soboty. W niedzielę staram się nie ruszać niczego, to jest mój dzień, kiedy mogę odsapnąć od wszystkich spraw. Czasem się nie da, bo sytuacja wymaga napisania czegoś na blogu ale staram się to ograniczać.

No i przede wszystkim prowadzę dziennik w którym mam rozpisane co muszę danego dnia zrobić. Bez tego bardzo trudno się zorganizować ale z czasem, gdy wyrobią się nawyki to nawet nie zaglądam do niego bo wiem co mam do wykonania. Jeżeli uda się mi zrobić wszystko przed czasem to spędzam go z bliskimi lub wszystko inne byleby nie to co robiłem od rana. Nie robię czegoś, co mam zaplanowane na dzień kolejny. Jeżeli nie wyrobię się z pracą jednego dnia, to z automatu przechodzi na dzień kolejny.

Lubię moją pracę i mógłbym robić to godzinami ale wiem, że po kilku godzinach umysł już nie pracuje tak jak na początku dnia i lepiej czasem odpuścić, zrobić przerwę niż robić coś na siłę.

Justyna Zienkiewicz z 8razy5.pl

Wstaję zwykle o 6 rano, mimo że to najtrudniejszy element w ciągu całego dnia. Dlaczego tak wcześnie? Przecież jestem freelancerem i tak naprawdę mogę zacząć pracę o której chcę. Niby tak, ale odkryłam, że najlepiej pracuje mi się rano – rozpraszających powiadomień jest jeszcze mało, pies też nie powiadamia, że jest głodny, bo dopiero co wrócił ze spaceru i dostał pełną michę. Po śniadaniu siadam do pracy około 6:40 i zaczynam od kawy, budzącej muzyki i przeglądania, „co tam słychać w internetach” oraz u klientów. Poranek to też najlepszy czas dla mnie na pisanie na blogu – mam wtedy fajne flow i idzie mi to naprawdę sprawnie – zwykle do 9 bloga i prasówkę mam odhaczoną.

Kiedy wiem, że czeka mnie dużo pracy, np. w nadchodzącym tygodniu, zerkam w terminarz, w którym poprzedniego dnia wieczorem rozpisałam sobie wszystko, co powinnam zrobić. I działam, zaczynając od rzeczy, które są dla mnie najmniej fajne, żeby mieć je za sobą, zgodnie z GTD, te, które zajmą mi mniej niż 2 minuty staram się wykonywać od razu. Wiem już, jakie mam możliwości, jeśli chodzi o czas wykonywania danego zadania, więc od jakiegoś czasu staram się dzielić pracę na bloki godzinowe – od 9 do 11 tworzę treści, od 11 do 13 oferty itd. Dzięki temu wszystko idzie mi sprawnie i nie mam czasu na zerkanie na powiadomienia i na zajmowanie się innymi sprawami. Zwykle około 13-14 przygotowuję obiad, a potem wychodzę na spacer z psem. Czas między 15 a 17 jest dla mnie zupełnie bez pracy (chyba że jest coś bardzo, bardzo ważnego do zrobienia, to nawet nie wstaje od biurka), więc wtedy robię sobie przerwę od pracy. Potem zerkam na listę i jeśli jest coś, co mogę przełożyć na jutro, to po prostu to robię, ale robię to następnego dnia w pierwszej kolejności, nigdy za dwa, trzy, tydzień, bo mi to strasznie „ciąży”. Jeśli coś muszę zrobić tego samego, to to robię. Można powiedzieć, że od tej 17 mam nienormowany czas pracy i czasem siedzę do późnych godzin, bo tworzę coś na blogu albo dla klienta, albo po prostu nie i mam wolne.

Cenię w swojej pracy to, że mogę w środku dnia wyjść na kawę, pójść na zakupy, pobawić się z psem, czy po prostu nie pracować. Ostatnio miała taki dzień, że wskazówki zegara zastygły, a zadania niby wykonywałam, ale tak naprawdę nie. Stwierdziłam – dziś nie jest Twój dzień i po prostu ok. godziny 11 odpuściłam na rzecz czytania. Do pracy usiadłam następnego dnia z naładowanymi akumulatorami.


Marta Gryszko z Lexy’s SEO blog

Aktualnie mój dzień pracy różni się mocno od tego sprzed narodzin córeczki. Dawniej właściwie ciężko było określić konkretne godziny pracy, bo prowadząc własną działalność gospodarczą, a jeszcze wcześniej pracując na etacie i starając się łączyć to z rozwijaniem swoich serwisów, sporo pracowałam po godzinach. Z jednej strony zawsze lubiłam intensywną pracę, ale z drugiej strony taki ciągły tryb pracy był męczący, bo nie było kiedy się od tego oderwać. Na szczęście teraz, mając rodzinę, muszę być w stanie rozdzielić czas na pracę i… po pracy 😉
I tak pobudkę mam o 7:15 (oczywiście, jak każdemu, zdarza się przekręcić wtedy na drugi bok), aby między 8:30 a 9 dotrzeć do biura. Zawodowo zajmuję się zarówno pozycjonowaniem stron, sprzedażą kursów SEO, jak i prowadzeniem własnych serwisów (w tym spółkowych z Wake App), więc jestem zmuszona do tego, aby sprawnie organizować sobie czas na poszczególne obowiązki. Aktualnie jestem na etapie, w którym spraw związanych z własnymi serwisami jest tyle, że na jakiś czas musiałam wstrzymać przyjmowanie kolejnych zleceń (utrzymuję jedynie dawnych klientów), ale liczę na to, że jeszcze w tym roku wrócę do pracy z klientami. Z biura wychodzę przed 16-tą, chociaż będąc na własnym zdarza mi się urywać z pracy czy to w ważnych sprawach, czy nawet na manicure 😉
Przychodzi więc czas na rodzinę i dom, a obowiązki w nim zaczynają się oczywiście od obiadu – ostatnimi czasy staram się planować obiady na cały tydzień wprzód, aby jak najlepiej się pod tym względem zorganizować i nie robić niczego na ostatnią chwilę. O późniejszej porze, w zależności od dnia tygodnia, pozostają wizyty u rodziny lub znajomych, przejażdżki do Galerii 😉 , zajęcia muzyczne córeczki, mój angielski (staram się wrócić do poziomu sprzed wielu lat), od święta wyjścia do Planetarium (jeśli już, to w weekend) albo Wamiolandii (salon zabaw), czy zwykłe leniuchowanie przy TV… bo jednak pracująca na pełnym etacie mama (mimo równego podziału obowiązków z mężem) nie zawsze ma energię do tego, aby od razu po pracy i obiedzie przejść do zabaw z dzieckiem, w międzyczasie przygotować coś ciekawego na podwieczorek i kolację (chociaż czasem to też można zaliczyć do zabawy, kiedy córeczka pomaga mi w kuchni), ogarnąć mieszkanie itd. Córcię kładziemy spać zazwyczaj w przerwie reklamowej „Na Wspólnej” 😉 i chwilę później sama kładę się do łóżka – wtedy jest czas na nadrabianie zaległości w serialach. Zasypiam najczęściej ok. 22 (przez to te nasze seriale często zaczynamy przeze mnie oglądać po kilka razy, aż w końcu dam radę obejrzeć odcinek do końca 😉 ), ale ze względu na problemy z bezsennością, w przypadku nocnych pobudek (np. impreza u sąsiada albo pobudka córci) kolejne 3 godziny jestem na nogach i często wykorzystuję ten czas na pracę – czyli dalej zostało mi coś z pracoholiczki 😉

Nina Wiśniewska, www.dobregeny.pl

Jak wygląda mój zwyczajny dzień? Pracuję w  agencji reklamowej i zajmuje się prowadzeniem kampanii SEM. Google, Excel i mediaplany to moi przyjaciele w świecie zawodowym. Dużo się tu dzieje, często się coś zmienia i nie ma mowy o rutynie. W natłoku zdarzeń czasami na własnej skórze można się przekonać, że „fuck up” to nieubrany jeszcze w słowa sukces 🙂 Wstaję o 6;50 by już o 8 wyjść do pracy, wracam z niej koło 19, ale zdarza się, że jest to też 21. Ciężko pracuję, ale wiem po co to robię i daje mi to szczęście.

W ciągu dnia odpoczywam gdy mogę na chwilę przysiąść w słuchawkach z ulubioną płytą. Poza pracą prowadzę bloga, dużo gotuję i ostatnio nawet chcę uregulować moje zajęcia na siłowni. Im więcej rzeczy mam do zrobienia tym bardziej jestem zorganizowana, motywują mnie terminy i poczucie załatwionej sprawy. Nigdy nie odmawiam spotkań z przyjaciółmi, zakupów i wyjścia na jakieś dobre jedzenie. Więc wnioskuję, że można pogodzić życie osobiste z tym zawodowym. Jestem jeszcze przed 30-stką, 5,5 godziny snu mi wystarcza do pełnej regeneracji, więc póki co ten pociąg jedzie dalej 🙂

 

Remigiusz Witczak, blog Oszczędzanie
Jak wygląda mój dzień pracy? Wstaję zazwyczaj późno, bo około 9.00 i daję sobie czas by „dojrzeć” do porannych obowiązków. Godzina, nawet dwie spokojnego zjedzenia śniadania, wypicie kawy (piję bezkofeinową), potem zerknięcie w internet. Zazwyczaj około 10.00-11.00 rozpoczynam pracę, która potrafi się ciągnąć do 21.00. Potem spokojnie – kolacja, przeczytanie czegoś, czasem coś w TV, choć ostatnio coraz mniej go oglądam. Jeśli chodzi o samą pracę – pracuję dosłownie minutę drogi od domu. W tej chwili najwięcej czasu poświęcam administracji firmy oraz komputerom, co daje mi dużo przerw do wykorzystania dla rodziny, na obiad, aby blogować, na trening, który niestety sobie ostatnio odpuściłem, ale generalnie jest on gdzieś wciśnięty w mój dzień pracy.

Praca blisko domu? Jest to zabieg celowy. Mieszkając wcześniej w metropolii doskonale poznałem smak dojazdów do pracy. Obserwując znajomych, którzy średnio 4h dziennie poświęcają na dojazd do pracy i z powrotem cieszę się, że sam sobie tego oszczędziłem. Uważam to trochę za niepotrzebną stratę czasu i w pewnym sensie sponiewieranie człowieka. Myślę, że w piątek po całym tygodniu mordęgi większość Czytelników się ze mną zgodzi.

Jednak coś za coś – mój luźny tryb pracy i ogólne nieprzemęczanie się powoduje konieczność pracy w soboty – jestem jednak do tego przyzwyczajony.

Krzysztof Sobolewski, blog Metafinanse.pl
Mój typowy dzień pracy na szczęście nie zaczyna się od odgłosu budzika. Wyrobiłem sobie nawyk wstawania bez jego pomocy. Budzę się mniej-więcej w okolicach siódmej. To prawie na dwie godziny przed wyjściem z domu do pracy. Dzięki temu nie mam stresu, że zaśpię – najwyżej zrezygnuję z jakiegoś elementu porannej rutyny (lub po prostu coś przyśpieszę).

Ta rutyna, poza oczywistymi czynnościami higieniczno-śniadaniowo-odzieżowymi, zawiera w sobie jeszcze poranną prasówkę (portale, blogi, komentarze na Metafinansach), sprawdzenie maili i wiadomości. Cały ten poranny „rozbieg” staram się wykonywać bez pośpiechu. Powolne śniadanie, długie parzenie kawy i tego typu historie :). Dzięki temu, że dzień zaczynam tak bardzo „na spokojnie”, mogę się odpowiednio mentalnie przygotować do nadchodzących obowiązków.

W pracy spędzam około ośmiu godzin.

Zadania – i te służbowe, i te prywatne – organizuję sobie w Evernote. To dla mnie nieoceniona pomoc w organizacji czasu i pracy. Każda notatka to osobne zadanie do wykonania. Grupuję je w notatniki odpowiadające danym projektom, którymi aktualnie się zajmuję. Codziennie poświęcam kilkanaście pierwszych minut pracy na przegląd najbliższych zadań i refleksję nad tym, czy coś jeszcze poza tym mam dziś do zrobienia. Jeżeli przychodzi mi do głowy jakieś nowe zadanie, to tworzę dla niego kolejną notatkę.

Podobny przegląd robię na koniec dnia pracy. Sprawdzam czy wszystkie „dzisiejsze” zadania mam już odhaczone, a te którymi nie mogłem się zająć danego dnia w ostateczności przesuwam. Zastanawiam się też, czy na kolejny dzień nie powinienem zaplanować jeszcze jakichś dodatkowych rzeczy do wykonania. Gdy skończę – wychodzę.

Do domu wracam około 19. Tam po chwili „ogarniania się” i odpoczynku staram się wyrwać jeszcze godzinę lub dwie na pracę nad tekstami na blog. A sam dzień kończy mi się gdzieś między północą a pierwszą.

 

Magda Grzegorczyk z biznesopedia.pl

Mój dzień pracy.
Codziennie wstaję o godz. 6.30 a dzień zaczynam od… gotowania obiadu 🙂 Serio, pozwala to zaoszczędzić mnóstwo czasu po południu. W międzyczasie ogarniam się i za piętnaście ósma wyjeżdżam do pracy.
Pracuję na część etatu w małym stowarzyszeniu, gdzie przekrój moich zadań jest bardzo szeroki. Doradzam przedsiębiorcom i innym organizacjom w sprawach związanych z dotacjami, zajmuję się promocją regionu, w którym mieszkam oraz bieżącymi zadaniami i rozliczeniami. Ponieważ pracy mam dużo i jest bardzo różnorodna, pracuję z kalendarzem w ręku pilnując wszystkich terminów. O godzinie 15 jadę do firmy, którą prowadzę wraz z mężem. Tam zamawiam towar, rozmawiam z pracownikami i rozdzielam zadania na następny dzień oraz na bieżąco pilnuję spraw finansowych. Po 17 mam chwilę czasu dla siebie. Jem obiad (ten ugotowany rano) i odpoczywam gdzieś do godziny 18.30. Po tej godzinie wracam znów do pracy – tym razem do zadań, które wykonuję w domu. Pracuję nad kilkoma projektami, a wieczorami taka praca wychodzi mi najlepiej. Kładę się spać ok godziny 23.
Wyjątkami są weekendy – na początku mojej działalności obiecałam sobie, że w weekendy nie pracuję. Ta zasada jest święta w naszym domu. Mamy wtedy czas na odpoczynek, własne zainteresowania i pogłębianie wiedzy (obecnie zaczęłam studia podyplomowe). Taki system (5 dni pracy i dwa dni odpoczynku) jest dla mnie najbardziej wydajny.

Dana, prowadzi blog http://kobiecefinanse.pl

Zwyczajny dzień pracy… Hmm. W sumie trudno mi wrzucić grafik w jakieś stałe ramy, każdy dzień jest nieco inny. Jeżeli nie idę z samego rana pobiegać lub poćwiczyć na siłownię – a niestety aktualnie nie chodzę z uwagi na kontuzję – wtedy zamiast wstawać o 5.30-5.45, jestem na nogach o 6.30. Szczerze – nie lubię wczesnego wstawania, nie lubię, gdy budzę się, a za oknem jest wciąż ciemno, dlatego w weekendy odsypiam i pozwalam sobie na wylegiwanie się nawet do 9.00.

Wstaję, bo muszę, ot, co. Tak więc moment, gdy rozbrzmiewa melodia budzika, to ten, kiedy zaczynam ostro marudzić, jakie to niesprawiedliwe, a mój facet przykrywa głowę poduszką, by tego nie słuchać. Gdy pierwsza fala frustracji i zrzędzenia mi mija, dochodzę do siebie, zrzucam się z łóżka i schodzę na dół (mieszkam na poddaszu, sypialnię mam w antresoli). Ogarniam się w łazience, karmię kota, karmię siebie. Rano nie mam ochoty jeść, ale zawsze coś wrzucę na ząb, bo wiem, że to ważny posiłek: wypijam koktajl białkowy z dodatkiem owoców, jem jogurt z musli i błonnikowymi płatkami, jajecznicę, twarożek, czy jakąś lekką kanapkę. W chwilach słabości sięgam po masło orzechowe i nutellę. W pracy i tak jem drugie śniadanie, które jest bardziej konkretne. Sama je sobie szykuję. Staram się jadać co 3-4 godziny. Głód skutecznie mnie dekoncentruje i gdy zaczyna mi burczeć w brzuchu, robię się rozdrażniona 😉

Do pracy przeważnie dojeżdżam rowerem, co zajmuje mi 30-40 minut. Ostatnio z uwagi na wspomnianą kontuzję do pracy trafiam za sprawą autobusu. Taaaak…. Przypomniało mi to, czemu tak bardzo nie lubię komunikacji miejskiej: ścisk jak w puszce z sardynkami, opóźnienia (lub w ogóle „wylot z kursu”), od czasu do czasu atrakcja pt. „czuć żulem”. Pocieszam się tym, że niedługo wrócę na rower. Póki co, czas spędzony w autobusie przeznaczam na czytanie e-booków na Kindle’u.

W pracy zjawiam się miedzy 8.00 a 9.00. Jestem kierownikiem, więc naturalnie mój dzień pracy nie zawsze kończy się równo po 8 godzinach. Dla przykładu, w minionym tygodniu wychodziłam z biura wciąż o 17.30-18.00. Jeżeli w robocie jest jakaś kryzysowa sytuacja, po prostu ktoś musi zapanować nad chaosem. Później i tak odbieram nadgodziny.

Podczas pracy nie wchodzę na komputerze do swoich skrzynek mailowych ani na portale społecznościowe. Firma przyjęła zasadę, że takie strony są poblokowane. Jedynym więc prywatnym oknem na świat jest mój smartfon, na którego zaglądam w czasie przerwy śniadaniowej i obiadowej. Poza tymi okienkami telefon mam wyciszony – niestety, istnieje 90% prawdopodobieństwo, że nie skontaktujecie się ze mną tą drogą, gdy jestem w pracy. Zakładam, że praca to praca i nie chcę, by mnie cokolwiek rozpraszało. Sorry. Ale po pracy lub gdy idę na przerwę, zawsze oddzwaniam 😉

Po powrocie z pracy muszę wygłaskać i wytulić kota, nieco się z nim pobawić, dosypać mu karmę. Potem sama zjadam kolację i szykuję obiad na następny dzień, albo na dwa dni z góry. Czasem, gdy mam np. umówione jakieś wyjście ze znajomymi, czy filmowy wieczór we dwoje, to odpuszczam sobie i wtedy następnego dnia jadam obiad na mieście. W każdym razie, staram się jak najwięcej posiłków przygotować samodzielnie.

W końcu jest czas dla mnie. Czytam „internety” (portale informacyjne, FB, śledzone blogi), odpowiadam na maile, czytam książki. Robię notatki, jeżeli natrafię na jakieś bardzo inspirujące fragmenty. Następnie mam przerwę na ćwiczenia. Przeważnie są to różnego rodzaju przysiady, wypady, brzuszki, ćwiczenia rozciągające. Całość zajmuje mi ok. 45min. Od tygodnia posiadam też rowerek stacjonarny.

Wieczór to także pora, kiedy powstają moje wpisy na bloga. Zwykle publikuję je właśnie po dniu pracy, czasem jednak, gdy notka jest rozbudowana i powstaje przez kilka dni, ustawiam automatyczną publikację na dzień następny rano. Nie zawsze znajduję już czas i siłę, by pisać, chociaż mam w notesie spisany „plan” – tematy na najbliższe wpisy. Gdy już zasiądę do pisania, bardzo trudno mnie na ogół od niego oderwać – siedzę i piszę do oporu, choćbym miała skończyć w środku nocy.

Muszę się przyznać, że chociaż wstaję wcześnie, to niestety nie chodzę wcześnie spać. Chwile, gdy jestem w łóżku o 23 lub przed tą godziną, są rzadkością. Zwykle głowę kładę na poduszce w okolicach północy, a nawet później. Mimo to nie czuję się zmęczona, mój organizm przyzwyczaił się do ok. 6h snu. Wspomniałam, że w weekendy leniuchuję nawet do 9.00, ale przeważnie i tak budzę się koło 7.00. Taki mam rytm, więc później po prostu leżę i rozkoszuję się ciepełkiem pod kołdrą. Zresztą – mój kot nie daje mi spokoju już od 6 rano, no bo jak to, miska pusta! Otwieraczu konserw, rusz się!

Mimo to jednym z moich noworocznych postanowień jest, by wcześniej kłaść się spać. Ponoć sprzyja to urodzie bardziej, niż stosowanie nowoczesnych kremów przeciwzmarszczkowych 😉

 

Agnieszka Świetlik, autorka bloga LifeManagerka i kanału ZdrowoManiaTV
Jestem freelancerem, zajmuję się marketingiem, a oprócz tego prowadzę bloga i „program” o zdrowym stylu życia, publikowany 2 razy w miesiącu na YouTube. W moim przypadku nie istnieje coś takiego jak „standardowy dzień pracy”. Bywają dni kiedy muszę wstać o nieludzkiej porze jaką jest dla mnie 6, ale zdecydowanie więcej jest tych, kiedy nawet nie włączam budzika i śpię do kiedy mam ochotę (zazwyczaj do 8).
Czasami spędzam cały dzień przy biurku, czasami na spotkaniach, a czasami przed kamerą. Nie mam też stałych godzin pracy – zdarza mi się usiąść do niej dopiero po południu, a skończyć około północy. Są dni kiedy pracuję po kilkanaście godzin, ale są też takie, kiedy praca zajmuje mi w ciągu dnia tylko godzinę. Staram się planować wszystkie działania na początku tygodnia i uwzględnić w tym planie również spotkania towarzyskie, aktywność fizyczną i czas dla siebie i domu.
Moją największą motywacją do pracy jest to, że bardzo ją lubię i jest ona jednocześnie moją pasją. Te mniej przyjemne rzeczy (jak miesięczne raporty) wykonuję zazwyczaj z wizją zbliżającego się deadline’u i zawsze w godzinach porannych, po południu jestem w stanie pracować już tylko nad tym, co jest dla mnie czystą przyjemnością.
Kasia Pszonicka, www.theowner.co – Blog o przedsiębiorczym stylu życia
Odkąd nie pracuję na etacie żaden dzień mojej pracy nie jest taki sam. Przeważnie wstaję na spokojnie między 7, a 8 rano (zimą zdarza mi się trochę później – nienawidzę pobudki gdy wkoło jeszcze ciemno!) i niespiesznie wypijam kawę i herbatę. Bardzo lubię poranki więc tak do 10 nie narzucam sobie zbyt wielu zadań do zrobienia. Cała reszta dnia to praca przeplatana z codziennymi obowiązkami. Stresujące i terminowe rzeczy załatwiam najpierw, potem zajmuję się przyjemnościami jak sport, pranie, zakupy i inne domowe sprawy.
Najlepsze, czyli prace koncepcyjne, pisanie, planowanie zostawiam na wczesny wieczór. Najmniej efektywną porą dnia jest dla mnie popołudnie – tak między 15, a 17. Ciężko mi się wtedy myśli, więc jeśli tylko mogę poświęcam ten czas na sprawy wymagające wyjścia z domu, to mnie ożywia 🙂 Staram się nie pracować po 20, ale nie zawsze jest to możliwe, niemniej jednak godzina 22 to moja absolutna granica pracy – od 22:01 zajmuję się już tylko miłymi i relaksującymi rzeczami (pod tym określeniem kryją się głównie książki i seriale – jestem wielką fanką kryminałów wszelkiej maści!).
Po takim dniu oczy same zamykają mi się o północy. A i musicie jeszcze wiedzieć, że absolutnie nie oszczędzam na śnie i nie zarywam nocy – wierzę, że to właśnie dzięki temu mam tyle energii do działania!
 Agnieszka Skupieńska – freelancerka, copywriterka, autorka bloga dla osób przedsiębiorczych: www.biznesoweinfo.pl

Pracuję w domu od kilku lat i przez ten czas próbowałam już pracy o różnych porach – rano, wieczorem, w nocy, przez cały dzień. Udało mi się wypracować system, w którym pracuje mi się najefektywniej.

Wstaję tak wcześnie, jak mi się uda (bez budzika) – latem najczęściej przed 7, zimą niestety bliżej 8. Po przebudzeniu obowiązkowo śniadanie i ciepła herbata, potem przegląd planu dnia, stanu skrzynki mailowej i Facebooka, a następnie prysznic. W łazience często układam sobie w głowie to, co mam zrobić w ciągu całego dnia. Od rana najlepiej mi się myśli, zawsze więc zaczynam od najtrudniejszych zleceń i najbardziej czasochłonnych zadań, jakie mam na dany dzień zaplanowane. Pracuję nieprzerwanie do jakiejś 11, bo wtedy jest pora na drugie śniadanie. Zawsze staram się, by nie były to zwykłe kanapki, ale coś dobrego – jajecznica, sałatka, grzanki… W końcu mam sporo czasu, żeby zadbać o prawidłowe odżywianie i smaczne posiłki! Po drugim śniadaniu pracuję jeszcze do jakiejś 14-15, bo wtedy pies domaga się popołudniowego spaceru (rano zwykle wychodzi z nim mąż). Wtedy też jest pora na obiad, który – jak to obiady – sam się nie zrobi 🙂 Dwa razy w tygodniu ten plan jest nieco rozchwiany, bo po drugim śniadaniu idę na siłownię – wtedy jest tam najmniejszy ruch i można spokojnie poćwiczyć godzinkę. W takie dni obiad jem później, koło 16-17.

Po obiedzie rzadko siadam do pracy, a jeśli już – nigdy nie jest to praca nad zleceniami dla klientów, a raczej nad swoimi projektami. Piszę nowy tekst na blog, odpowiadam na komentarze, czytam inne blogi lub przygotowuję nowe przepisy na mój blog o napojach. Po wieczornym spacerze z psem zawsze znajduję czas na nowy odcinek jakiegoś serialu (ostatnio wróciłam do ulubionego serialu z dzieciństwa – „Z archiwum X”) albo na czytanie książek. Dzień kończę zwykle między 22 a 23.

 

12 strona, ciekawe, ilu z Was udało się dotrzeć do tego momentu 🙂

Magda, finansenaobcasach.info
Wiele moich dni wygląda różnie, jednakże w ciągu tygodnia najczęściej podobnie. Dzień zaczynam o godzinie 6. Staram się szybko ogarnąć, ubieram się, szybki spacer z Regonem, potem błyskawiczne śniadanie, na które jednak powinnam poświęcać więcej czasu, a następnie wskakuję w samochód i jadę do pracy. Odkąd jeżdżę samochodem, mam około 20 minut rano więcej (i 30 min gdy wracam).
W pracy jestem od 7 do 15. Staram się pracować maksymalnie efektywnie do 10, zanim w biurze zbierze się pełna ekipa. Mamy fajne, elastyczne godziny pracy, musimy się pojawić między 7 a 10 i po prostu zostać 8 godzin. Bardzo mi to odpowiada, bo dzięki temu mogę pracować wtedy, kiedy pracuje mi się najlepiej. O 17 nic bym już efektywnego nie zrobiła.
Chwilę po 15 wychodzę, wsiadam w samochód i jadę na sqasha. Około 17 30 jestem w domu, szybki obiad (jeśli był przygotowany dzień wcześniej), chwila relaksu przy serialu (to w nich lubię, że nie trzeba oglądać całego na raz i na przykład włączam sobie tylko 20 minut. Po 18 zasiadam z powrotem do komputera i zaczynam pracę nad klientami cluegroup.pl. Ciągle próbuję się nauczyć skutecznie korzystać z której z aplikacji do zarządzania zadaniami (obecnie trello.com), ale niestety niezbyt skutecznie mi to wychodzi. Teraz zaopatrzyłam się w tradycyjny terminarz, w którym rozpisuję wszystkie deadline’y. Ciekawe, czy to wspomoże moją pracę.
Pracuję tak to około 21, w zależności od tego, ile trzeba zrobić, a potem już sobie odpuszczam, bo efektywność zupełnie mnie opuszcza. Czas na chwilkę relaksu, wiec albo znów włączam serial albo krążę bezmózgo po serwisach społecznościowych i marnuje czas. Trochę sobie na to pozwalam, bo w końcu jednak dzień był ciężki.
Potem nadchodzi kolejny dzień i wygląda podobnie, z tym, że w domu jestem wcześniej (squash tylko pn i śr), więc jest więcej czasu na pracę, wtedy też najczęściej piszę teksty na tego bloga.
I tak by to wyglądało 🙂 Zobacz, jak różni jesteśmy i w jak różnych godzinach najlepiej się nam pracuje.
A jak wygląda Twój dzień pracy? 🙂
Magda Bród – autorka bloga

O autorce

Magda Bród

Od ponad dekady w świecie finansów – współtworzyłam redakcję Money.pl, od 2011 roku prowadzę własną firmę, współpracowałam z GPW i fintechami. Na blogu tłumaczę finanse osobiste prosto, po ludzku i na konkretnych przykładach.

Ostatnie komentarze

Nie przegap nowych wpisów

Zapisz się na newsletter i odbieraj praktyczne wskazówki o finansach osobistych prosto na maila.

Dyskusja

Komentarze

  1. Niezła kobyłka wyszła 🙂 dzięki za propozycję wzięcia udziału w tym pomyśle, fajnie sobie porównać różne style pracy 🙂

    1. To prawda, trochę się uzbierało 🙂 mam nadzieję, że przeklikiwanie po podstronach za bardzo nie odstrasza. U nas w Money.pl nas za to zjadają 🙂
      Ja też dziękuję!

  2. Zauważyłem że w niektórych wypowiedziach pojawia się temat planowania zadań, notatnik, evernote… Warto przyjrzeć się programowi Todoist.

    1. Koniecznie sprawdzę, bardzo dziękuję!

      1. ja jeszcze polecam od siebie Doit.im – testowałam wiele, ten jest najprzyjemniejszy i tylko 2$/mc w wersji płatnej

        1. Dzięki, będzie trzeba sprawdzić 🙂

  3. Squash naprawdę daje radę i jest fajną odskocznią od codziennie rutyny. Chyba muszę wrócić też do siłowni na 7 rano, żeby się jeszcze bardziej nakręcać. Co prawda, nie wiem, gdzie wtedy upchnę moje pisanie na blogu rano, ale upchnę 🙂

    1. Ja wróciłam ostatnio do porannego biegania i czuje się o niebo lepiej wiec nie czekaj tylko idź na siłownie, będziesz pracowała efektywniej i szybciej:)

  4. Organizacja to podstawa, w przypadku osób które poza pracą lub firmą mają jakieś inne projekty (i nie mam tu na myśli rodziny :). Dobrze poznać sposoby pracy innych, bo człowiek może się czegoś nauczyć. U mnie tak jak poprzednio pisałem – po pierwsze wcześniejsze wstawanie 🙂 Kiedyś łatwiej było wstać po 7 godzinach snu teraz jest to nieco cięższe. No i dowiedziałem się, że nie tylko ja układam teksty w łazience, to pewnie przez kafelki – myśli nie uciekają 😉

    1. Kozak, gorzej, jak ktoś ma pracę na etacie, swoje projekty i do tego jeszcze rodzinę z… dziećmi! 🙂 Wtedy już w ogóle może być ciężko.

      Teraz trudniej Ci wstać, a kiedyś było łatwiej? Masz na myśli to, że się starzejesz? 🙂

  5. Wyszedł z tego ekstra post! Jeszcze raz dzięki za zaproszenie! 🙂

    1. To prawda, fajnie wyszło 🙂 To ja dziękuję za współudział.

  6. Awatar Adrian Szufel
    Adrian Szufel

    Bardzo ciekawy i dobrze napisany artykuł. Organizacja to podstawa – myślę, że dotyczy to każdego nie tylko bogerów 🙂 a Evernote super się sprawdza. Dla mnie na 5+

    1. Oczywiście, że dobra organizacja jest kluczem do sukcesu – każdego 🙂

  7. U mnie jest różnie, przez studia. Każdy dzień jest inny, planowanie zaczyna się rano, lub dnia poprzedniego a i tak w ciągu dnia wszystko się zmienia przez np. odwołane zajęcia 🙂 Mam nadzieję, że akcja za jakiś czas się powtórzy 😉 sporo można porównać ze swoim stylem pracy i dodać niektóre dobre pomysły.

    1. Szkoda, że jakoś nie wyszło, by to wkomponować we wpis 🙂

  8. polska w pigulce

    0 przemyslu za to uslugi + handel

    1. A czego oczekiwałeś po wypowiedziach blogerów? Znajdź mi blogera-górnika, to chętnie przeprowadzę z nim wywiad 🙂

  9. Gratuluję świetnego pomysłu na te posty. Czytałam je z zaciekawieniem 🙂

    1. A dziękuję 🙂

  10. Cześć Magda,

    Jeszcze raz dzięki za zaproszenie do współtworzenia tego wpisu :). Bardzo ciekawie jest teraz poznać rutyny i metody na zarządzanie zadaniami u innych. Po komentarzach widzę też, że jeszcze parę osób używa Evernote to organizacji sobie pracy. Fajnie, że nie jestem sam ;).

    Pozdrawiam!

    1. A ja dziękuję, że chciałeś opisać swój dzień 🙂

  11. Świetnie wyszedł ten post, fajnie poczytać jak inni radzą sobie z organizacją czasu, dzięki temu kilka nowych pomysłów przyszło mi do głowy 🙂 Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie do udziału w projekcie.

    1. To ja dziękuję 🙂

  12. Dzięki za zaproszenie 🙂 Widzę, że większość z freelancerów wstaje naprawdę wcześnie i większość ma jednak jakąś rutynę, wbrew obiegowej opinii, że freelancer pracuje bez konkretnego planu, kiedy mu przyjdzie ochota.

    Podoba mi się pomysł Magdy z Biznesopedii, żeby obiad gotować rano 😀

    1. Myślę sobie, że trybem pracy trochę dostosowujemy się do reszty świata. Bo przecież co za problem wstać o 11 i pracować do 20, tylko gdzie tu czas wolny spędzany ze znajomymi, najbliższymi? 🙂

    2. A ja dziękuję za odpowiedzi 🙂 No pewnie, że warto wstawać wcześniej, a niby czemu ma się pracować do późnego wieczoru? 🙂

    3. Gotowanie obiadu rano naprawdę fajnie się sprawdza 🙂

  13. niby freelancerzy a jednak 😉 bardzo fajny wpis 🙂

  14. A jednak wpis się pojawił 🙂 To chyba pierwszy mój gościnny wpis na jakimkolwiek blogu 🙂 Fajne uczucie.

    Wracając jednak do tematu, to zauważyłem, że większość z blogowiczów prowadzi dziennik z zapiskami co mają zrobić danego dnia. Do tej pory używam standardowego notatnika A5 ale przydałaby się aplikacja mobilna (nie zawsze mam coś pod ręką a telefon non stop). Sprawdziłem ten TODOIST od #Voytek i przypadł mi do gustu. Jest prosty, estetyczny i bardzo poręczny. Spróbuję go poużywać. Znacie jeszcze inne mobilne aplikacje? Najlepiej, gdyby synchronizowało się z komputerem od razu (aplikacja na komputer, żeby na pulpicie się pokazywało) to byłoby najlepsze rozwiązanie dla mnie 🙂

    Ps. Dużo osób wstaje rano a wiadomo, kto rano wstaje temu Pan Bóg daje 🙂 Sprawdza się to każdego dnia (no może prawie każdego)!

    1. A przecież pisałam w mailu, że się pojawi 🙂

      Też muszę sprawdzić TODOIST 🙂 Ja polecam jeszcze trello – dostep przeglądarkowy + ze smartfona.

  15. Widzę, że sporo osób zaczyna dzień od fejsa, próbuję z tym walczyć, zaglądam na chwilę i zrzucam na później linki, które mnie zainteresują (choćby ten), wracam do czytania blogów, gdy uporam się z priorytetami. Również zaczynam dzień od najtrudniejszego zadania, żeby mieć je z głowy i żeby się nie pomylić, na ogół jest to ambitny wpis dla wymagającego klienta.

    1. Ciekawe podejście, zaczynać od tego zadania, które najtrudniejsze.
      Ja osobiście wypieram zadania te prostsze i szybsze, aby wywołać w sobie pozytywne emocje związane z wykonanie jakiejś roboty, pokonaniem przeszkody, … i aby te emocje zmotywowały mnie do dalszego działania 🙂

      1. Wiesz, każdy musi sobie wypracować swój własny system 🙂

        1. Jasne, że każdy jest inny, inaczej funkcjonuje 🙂

    2. Ja też próbuję z tym walczyć 🙂

  16. Dzięki za ten artykuł, przyjemnie się go czytało i umilił mi znaczną część popołudnia (ze względu na długość :)). Mam kilka nowych pomysłów, jak usprawnić swój plan dnia.

    1. No trochę słów z tego wyszło, z tego, co pamiętam, to 50 000 znaków 🙂

  17. Kłuje mnie w oczy jedno. Czy wszyscy, nawet w zimie, wstają przed świtem?! Naprawdę nie ma ludzi sukceu-śpiochów;) ?

    1. Jak to nie? Przecież są w artykule i tacy 😉

    2. przeciez to zyczeniowe myslenie i pisanie pod publike

      nie badz pelikan

      🙂

    3. Ja tak i gdybym nie pracowała na etacie, to też bym tak wstawała. Ba, mi nikt nie każe być o 7 w pracy. Mogę być na 10, ale wolę być wcześniej, żeby wcześniej wyjść 🙂

  18. Wbiło mnie w ziemię 😀 niesamowity pomysł. Swoją drogą musisz porównać to z kimś kto pracuje na etacie.

    1. Kacper, są tu osoby pracujące na etacie. Np ja. Doczytaj.

      1. Ej ja też pracuję na etacie… 🙂

        1. No wiem, ale jakoś tak.. zaczęłam od wymienienie siebie 😛

  19. no to przeczytałem (na dwie raty 😉 ). U mnie to dzień pracy jest tak różny, że po prostu nie da się opisać. Gdy spędzam w biurze 12 godzin (plus 40 min na dojazd i 70 min na powrót) to reszta ogranicza się praktycznie do kwestii żywieniowych (moich i kota), spania, prysznica i ewentualnie szybkiego przejrzenia neta. Choć czasami się zdarza, że mam wenę twórczą i coś tworzę (tu przekrój bardzo szeroki: grafika, ostatnio przenoszenie stron z klasycznego HTML-a na WP, pisanie opowiadań czy tekstów etc) – jakoś gdy jestem teoretycznie wyczerpany umysł pracuje wciąż na najwyższych obrotach na czym cierpi mój sen (spadający wtedy z 7-8 godzin do 3-4). Gdy pracuję 8 godzin, mam więcej czasu na twórczość, gdy mam wolne dni (około 12-15 dni w miesiącu) to jest czas na przyjemności: kino, basen, obowiązki domowe (też mi przyjemność :P), wyjazd w rodzinne strony. Dużo czasu pochłania mi niestety telefon: kontakt z pewnymi osobami jest w trybie ciągłym, po kilkadziesiąt/kilkaset SMS-ów dziennie. Jako, że chłonę bardzo wiele i bardzo różnych informacji, to komputer pracuje praktycznie przez cały czas gdy nie śpię bo przeglądam: blogi (w tym ten 🙂 ), serwisy informacyjne (ogólne i finansowe), moje inwestycje, rynek nieruchomości, a czasami dla odprężenia demotywatory czy piekielnych 🙂 Seriale oglądam w zasadzie jedynie „na żądanie”, bo mogę je włączyć wtedy, gdy wiem, że mam czas na cały odcinek.
    Czy narzekam na brak czasu? Czasami, zwłaszcza gdy trafia mnie wena twórcza (wtedy wszystko idzie szybciej), a wiem, że muszę przerwać i iść spać. Każdy dzień jest inny, jedynie rytualnie mogę określić te kilka dni w miesiącu gdy spędzam w biurze 12 godzin.

  20. Mój typowy dzień? Pobudka 5.45, wyjazd do pracy 6.45, podróż 1godz.15min komunikacja miejska – czas na czytanie książek, net, ewentualnie lekka drzemka przy muzyce, praca 8-16. Powrót do domu, w trakcie powrotu to samo co rano. 18-21.30 – czas dla rodziny, 21.30-22.30 przygotowanie jedzenia na kolejny cały dzień, 22.30 – 0.30 – praca, m.in blog (max. co trzeci dzień do max. 2.00 w nocy). Sen – średnio 5 godz. W całym tygodniu 2-3 razy siłownia (przeważnie weekend). Weekend to głównie czas z rodziną, odpoczynek. Gdyby doba trwała 50 godz. brałbym w ciemno:)

    1. Wow, Łukasz, strasznie pozapinany masz ten dzień! I muszę przyznać, że przerażająco brzmi dojazd do pracy łącznie 3 h. Ja do niedawna, zanim jeździłam samochodem, traciłam ok. 1,5h dziennie i mocno narzekałam.
      Pozdrawiam!

  21. Minusem takich dojazdów jest czasem ścisk w autobusie czy pociągu. Plusem, że mam czas na czytanie dzięki temu pochłaniam sporo książek. Jakbym miał się patrzeć za okno to rzeczywiście idzie zwariować 😉

    1. Jasne, pod tym względem to jest fajne, sama sobie to ceniłam. Bo teraz w aucie to jednak trzeba być mocno skupionym 🙂

  22. Interesujący post. Nie zawsze ma się możliwość dowiedzenia jak to wygląda u innych 🙂 Ja póki co jestem solo, więc caałą dobę mogę poświęcić dla siebie, ale czasem też wolałbym żeby miała ona z 50 godzin. Wstaję o 7, potem praca do 14-16, jakiś obiad, siłownia, basen, znów jakieś obowiązki związane z pracą i spać ok. 24. Szału nie ma 🙂

  23. Awatar Finansolog
    Finansolog

    Powiem tak całkiem szczerze – wielkie dzięki za ten artykuł! 🙂 Jest to dla mnie duża dawka motywacji i pomysłów jak okiełznać mój dzień pracy, który ostatnimi czasy rozbija się coraz mocniej na rzecz innych obowiązków (i nie tylko 😉 )
    Pozdrawiam!

    1. Do usług 😉

      1. Awatar Finansolog
        Finansolog

        No i muszę się pochwalić, że już po pierwszym dniu czuję drastyczną różnicę – oczywiście pozytywną 😉

        1. A co dokładnie zmieniłeś? 🙂

          1. Awatar Finansolog
            Finansolog

            Przede wszystkim godziny pracy – wcześniej pracowałem od 9-10 (zależy jak się udało) i w zależności od obowiązków raz 5 godzin, a raz 12 😉 Wynikało to głównie z tego, że pomiędzy wplatałem inne sprawy co powodowało rozwalenie całego dnia i wieczne przeczucie, że „dziś za mało zrobiłem”. Mój obecny plan to praca od 7 do 17 (w okolicach południa do 2 godzin na załatwienie innych spraw), a reszta skondensowana praca, przez co mam czas wolny wieczorem i spokojne sumienie 🙂

          2. No to pięknie, to rzeczywiście dość istotna zmiana. Trzymam kciuki za dalsze zwiększanie efektywności 🙂

  24. Sami blogerzy? Nuda, nuda. Szkoda, że nie ma nikogo kto ma NORMALNĄ pracę a nie klepie w klawiaturę cały dzień.

    1. Skoro na blogu, to i blogerzy. Jak nuda, to nie czytaj 🙂

    2. Awatar Finansolog
      Finansolog

      Podaj definicję „NORMALNEJ” pracy 😉

  25. Awatar Magdalena Widłak
    Magdalena Widłak

    Świetny wpis! Bardzo dobrze się go czytało-dotrwałam do samego końca 🙂

    Łukasz ma rację z jedzeniem o którym pisał. Warto jeść powoli, to co ładnie wygląda na talerzu (jest starannie przygotowane) oraz nam smakuje, pisała o Tym Agnieszka Skupieńska.
    Jedzenie w pośpiechu, bez uważności nie tylko zbiera nam całą radość ale sprawia, że zjadamy znacznie więcej, co jest powodem otyłości, problemów żołądkowych.

    Uważność, także ta związana z jedzeniem ma znaczenie 🙂

    A co do Kasi Pszonickiej-nie masz energii koło 15:00 bo wtedy następuje punkt krytyczny działania nie tylko ciała ale i mózgu. Przy porannym wstawaniu jest to czas dużego spadku. Dlatego metoda jaką wybrałaś by ten czas wykorzystać (wyjścia na zewnątrz) jest bardzo dobra 🙂

    1. Magdaleno, bardzo się cieszę, że tekst przypadł Ci do gustu.
      Co do tej 15 – racja, ja na szczęście wtedy właśnie wychodzę z pracy i ten czas zużywam na dotarcie do domu oraz przygotowanie i zjedzenie obiadu. Potem mogę znów pracować 🙂

  26. Jak chodziłam do pracy też gotowałam rano, albo późnymi wieczorami. pozdrawiam

  27. Awatar Krzysiek
    Krzysiek

    Przeczytałem wszystkie opisy. Dwa pierwsze były dla mnie najbardziej pomocne. Teraz już będę wiedział jak zaplanować dzień. Prowadzę bloga z lokalnymi informacjami. Odkąd liczba odwiedzin przekroczyła 60 tys postanowiłem się do niego przyłożyć na maxa i wykreować profesjonalny serwis informacyjny, którego brakuje w moim mieście. Zagospodarowanie czasem, to największe wyzwanie, zwłaszcza jak się mieszka ze starszym rodzeństwem i nie zawsze można dojść do porozumienia w kwestiach domowych obowiązków. Przedstawione opisy ułatwią pracę i rozładują napięcie w domu 😉

  28. […] Magda z Finanse na obcasach o typowym dniu pracy na przykładzie 12 osób. […]

  29. Naprawdę świetny pomysł na wpis i super wykonanie. Dobrze wiedzieć jak wygląda dzień kolegów po fachu :)BTW fajny blog znalazlem dzięki MetaFinanse będe pewnie zaglądał częściej

    1. Awatar Magda
      Magda

      Bardzo się cieszę, że Ci się tutaj podoba 😉 Czyli Krzysiek z metafinansów zrobił kawał dobrej roboty 😉

  30. […] na jakiś temat, dzięki czemu być może o tym wspomną u siebie. Takie zestawienie zrobiła np. Magda – widzisz, […]

  31. […] rok temu zaprosiłam do współpracy znajomych blogerów, żeby wypowiedzieli się na temat swojego typowego dnia? Przez ostatni tydzień zbierałam wypowiedzi do kolejnego, zbiorowego wpisu Udało mi się […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *