Rozmawiasz ze swoją rodziną/znajomymi/obcymi o zarobkach? A może ten temat Cię krępuje, uważasz, że narusza zasady savoir vivre’u i nie czujesz się komfortowo, gdy ktoś spyta Cię o swoje zarobki? Jednocześnie nikogo o nie nie pytasz? Dzisiejszy wpis nie będzie standardowy – bardziej chciałabym z Wami przeprowadzić dyskusję na ten temat.
Bo właściwie dzielimy się na dwie grupy – na osoby, które nie mają problemu z mówieniem o tym, ile zarabiają oraz na osoby, dla których to temat tabu. Sama należę do tych pierwszych, ale… w grę wchodzą moja rodzina oraz znajomi. Z obcymi nie mam zamiaru rozmawiać o tym, ile zarabiam, bo właściwie, co ich to obchodzi.
Z drugiej strony, są firmy, które w umowie, w klauzuli poufności mają całkowity zakaz mówienia o swoich zarobkach, więc poza „widzimisię”, oni po prostu nie mogą o nich mówić, bo może to mieć przykre konsekwencje. Warto się tylko zastanowić, czy takie klauzule w ogóle mają sens (najprawdopodobniej pracodawcy chcą po prostu uniknąć sytuacji, gdy Pan Piotrek dowiaduje się, że jego kolega z boksu zarabia 500 zł więcej i zażąda podwyżki).
Co może być przyczyną tego, że nie chcemy mówić o swoich zarobkach?
- Uważamy, że zarabiamy za mało i po prostu wstydzimy się podać prawdziwą kwotę. Zamiast tego wpadamy w kompleksy. Możemy kłamać, ale nie chcemy tego robić, więc po prostu wyrzucamy z siebie „A co Cię to obchodzi?”.
- Boimy się, że ludzie znając nasze zarobki, będą nas nas patrzeć inaczej – w zależności od wysokości – z góry lub z dołu, lub po prostu inaczej, bo będą mogli nas odpowiednio zaszufladkować.
- Uważamy to za nieetyczne – nie pytamy tez przecież o wiarę czy o poglądy polityczne.
Dlaczego warto mówić o swoich zarobkach?
- Żeby sprawdzić, czy zarabia się podobnie do kolegi na tym samym stanowisku (warto tu jednak mieć pewien dystans do tego, bo jedyna stała, czyli „to samo stanowisko”, to za mało, by pensje były takie same.
- Żeby zmotywować się do lepszego działania. Więcej pracy, to więcej pieniędzy. Słyszysz, że Twoja koleżanka zarabia 5000 zł? No to weź się do roboty, też będziesz tyle mieć!
- Żeby pokazać, że nam się w życiu udało, że osiągnęliśmy sukces. I nie mam tu na myśli chamskiego przechwalania się. Ale nie wyobrażam sobie nie powiedzieć mamie, ile w danym miesiącu zarobiłam. Bo czemu nie? Ona przecież życzy mi dobrze.
Bardzo mnie interesuje Wasze zdanie na ten temat, zatem – co sądzicie?



Zarobki są sprawą poufną więc publicznie może nie wszak Gentelmani nie rozmawiają o kapuście ale w gronie znajomych to nie powinien być temat tabu. Warto porównywać zarobki w tej samej branży bo firmę zawsze można zmienić to lepsze niż być dojonym.
Zgadzam się 🙂 Zwłaszcza z Twoim ostatnim zdaniem 🙂
W pracy raczej podchodzimy do tematu bardzo otwarcie – liczy się raczej staż niż umiejętności, taka specyfika…
Ale generalnie ze znajomymi nie poruszaliśmy nigdy tematu. Zazwyczaj jeśli ktoś „chwali” się zarobkami to tylko dlatego, że uważa je za wysokie. Często ludzie wstydzą się tego za ile pracują. Ale skoro się tego wstydzą, to zastanawiam się dlaczego godzą się na taką pensję?
Częściej gdzieś w rodzinie poruszamy temat finansów, ale raczej tej bliskiej, niż wścibskich ciotek. Wydaje mi się, że nie lubimy rozmawiać o zarobkach, bo boimy się, że inni zarabiają więcej. Po prostu nie mamy ochoty się przybijać 🙂
Czyżby praca w urzędzie? :))
No właśnie, potwierdziłaś moje przypuszczenia dotyczące tego, że raczej po prostu wstydzimy się swoich zarobków.
Nie taka typowa pani z okienka, ale administracja 🙂
Jeśli wstydzimy się mówić ile zarabiamy to czemu nie wstydzimy się za tyle pracować? (Generalizuję, bo ja się nie wstydzę)
Ach 🙂
Zgadzam się z Tobą w 100%!
Warto rozmawiać o zarobkach z osobami, które znamy i które mają „normalne” podejście do finansów i pieniędzy – wiadomo, ze niektórzy zarabiają lepiej a inni gorzej i nie ma w tym nic dziwnego.
U nas generalnie temat finansów jest trochę „tabu” – za oceanem gdy ktoś wygra w ichniejszym Lotto chwali się wygraną wszem i wobec a znajomi czy sąsiedzi cieszą się jego sukcesem. W Polsce jak ktoś wygra w lotto tylko modli się o to, aby nikt spoza najbliższych się o tym nie dowiedział.
Smutne, ale na szczęście powoli się to zmienia.
Mateusz, poruszyłeś istotny problem 🙂 Gdy ktoś u nas otrzyma duży zastrzyk gotówki i sąsiad się o tym dowie, to od razu zakłada, że jakiś szemrany biznes. No i życzy mu źle – oczywiście!
Ot, specyfika narodu 🙂
Ja nie mam problemu z opowiadaniem o swoich zarobkach, zresztą o religii i poglądach politycznych też mogę rozmawiać i żaden z tych tematów nie jest dla mnie tabu. To się przydaje szczególnie wtedy, gdy szukamy nowej pracy – na rozmowie zawsze pada pytani: ile pani by chciała zarabiać. Jeśli wiem ile na podobnych stanowiskach zarabiają np. moje koleżanki z uczelni (mamy to samo wykształcenie i podobne doświadczenie) to wiem, ile mogę powiedzieć.
I zgadzam się, że wiedza o zarobkach innych motywuje – niektórych do lepszej pracy, żeby dostać awans, innych do zmiany pracy na lepiej płatną.
Agnieszka, to właśnie mam w szkicu następny wpis o „a ile by Pani chciała zarabiać” oraz dlaczego w ogłoszeniach nie ma podanych zarobków 🙂
Dla mnie religia i poglądy polityczne też nie są tematem tabu.
Pozdrawiam!
To nie mogę się doczekać tego wpisu 🙂
Mam nadzieję, że będzie o czym podyskutować przy jego okazji, bo tyle historii na temat zarobków w trakcie rekrutacji co osób na nie chodzących. Chętnie poczytam 🙂
Ależ nie wiem, czy znajdziesz w nim coś odkrywczego 😉
Ja też jestem ciekawa tego wpisu 🙂
Aleście mi narobiły presji 🙂
Będzie o 11 😀
Ja nie mam problemu by rozmawiać. Jak również nie wstydzę się powiedzieć, że w swoim (relatywnie) krótkim życiu pracowałem za 4,2zł za godzinę brutto. I to w XXI wieku w mieście wojewódzkim. Zwłaszcza podkreślam to drugie, bo bardzo wiele osób słysząc orientacyjnie ile zarabiam zazwyczaj twierdzi, że oni utknęli na poziomie minimalnej krajowej i nic się nie zmieni – wtedy ja im mówię, że też pracowałem za minimalną krajową i z tego wyszedłem.
Motywujący komentarz 🙂 Oby tylko inni uświadomili sobie, że można.
NIE WARTO ROZMAWIAĆ O ZAROBKACH. NIE WARTO. To prywatna sprawa. Uważam, że wyjawianie zarobków prędzej, czy pózniej zle się kończy. Ja zawsze wychodzilem z zalozenia, tak jak ludzie w USA, ci bogatsi, ze zarobki to jedna z miar sukcesu i ze warto o nich mowic, bo to moze motywowac innych do dzialania. Mylne przeświadczenie. Większosć ludzi jest leniwa, wredna, zawistna. Wszedzie na świecie.
Realnie, w Polsce i nawet w Niemczech, ludzie zazdroszcza, w 95% przypadkow. Powiedz rodzinie, ze zarabiasz 15 000 zł (a co dopiero 60 000 zl i wiecej), znienawidzą Cię w duchu, beda zlosliwi, predzej czy pozniej. Będa Cie obgadywac, wkladac ci kij w szprychy, nawet za plecami. Drobne lub mniej drobne zlosliwosci, utrudnienia, niezyczliwosc. Abys wrecz czul sie winny, ze jestes pracowity, ambitny, masz talenty. Wiekszosc z nich zarabia 2000-8000 zl netto, wiec jakim prawem ty masz cos lepiej. Ma ci sie pogorszyc, naturalnie. (a moze go wyrzuca z pracy!)
W pracy natomiast rozmowa jest tez nie na miejscu. Jeden zarabia 4000 a inny 6000 na tym samym stanowisku, z roznych powodow. I juz jest zazdrosc i skryty konflikt. Wysokosc zarobkow trzymajcie dla siebie, nikogo to sprawa, tylko wasza i waszej zony. Pytanie o zarobki jest nie na miejscu. Jak ktos glupi i bedzie rozpowiadal dookola ile zarabia, to jego sprawa. Ja juz sie z tej przesadnej szczerosci wyleczylem i wam tez odradzam.
Zawiść to inny temat. Moim zdaniem nie jest ona obecna we wszystkich kręgach.