Ogłoszenia o pracę i rozmowy kwalifikacyjne [co z wysokością pensji?]

Poprzedni tekst zainspirował mnie do stworzenia tego. Postanowiłam wydzielić dwa tematy – rozmowy o zarobkach i zarobki w ofertach pracy czy podczas rozmów kwalifikacyjnych. Zapewne większość z Was była na…
Magda
13.03.2014

Poprzedni tekst zainspirował mnie do stworzenia tego. Postanowiłam wydzielić dwa tematy – rozmowy o zarobkach i zarobki w ofertach pracy czy podczas rozmów kwalifikacyjnych. Zapewne większość z Was była na niejednej rozmowie kwalifikacyjnej. Ja też, chociaż aż tak dużo tego nie było (wykluczam rozmowy w pizzeriach podczas studiów, kiedy „aplikowałam” na stanowisko roznosiciela pizzy), za to miałam wielokrotnie możliwość być po tej drugiej, rekrutującej stronie. I pewnie większość z Was ma podobne doświadczenia – przeglądając ogłoszenia, bardzo trudno znaleźć w nim te kilka  cyferek z kwotą wynagrodzenia.

Ale czy naprawdę nas to dziwi?

Odpowiedź na pytanie dlaczego tak jest, jest naprawdę oczywista! Nikt nie zapłaci nam więcej niż sami zaproponujemy. I właśnie takich sytuacji firmy chcą uniknąć nie podając kwot. Jeśli w ogłoszeniu napiszą, że zarobki wynoszą 4000 zł netto, a my tak naprawdę skłonilibyśmy się do pracy za 3500 zł, to czemu by nie? Podając tę kwotę w ogłoszeniu już na start będą stratni o 5 stówek miesięcznie. Tylko na jednym pracowniku.

Jak już spotkamy się z kwotami w ogłoszeniach o pracę, są to widełki. I tutaj nie ma się co dziwić, że te widełki mogą wynosić 3000-6000 tysięcy. Przecież dwie osoby na tym samym stanowisku wcale nie muszą zarabiać tej samej kwoty! Wiele zależy od stażu pracy, doświadczenia, umiejętności, a przede wszystkim od tego, jak bardzo dany człowiek na siebie zarabia.  Szkoda, że nie każdy to rozumie.

Pan Krzysiek, handlowiec sprawia, że firma w której pracuje, zarabia co miesiąc 30 tysięcy złotych. Pani Bogusia, to samo stanowisko, „przynosi” firmie 10 tysięcy. Czy naprawdę oboje powinni zarabiać tyle samo? 🙂

A tymczasem utarł się u nas stereotyp, że mamy prawo zarabiać tyle samo, co kolega przy biurku obok.

Ale wróćmy do tych ogłoszeń – czytasz je, widzisz, że nie ma podanych zarobków, ale przecież i tak wyślesz CV i list motywacyjny, bo chcesz, żeby zaprosili Cię na rozmowę kwalifikacyjną, a finalnie chcesz dostać tę pracę. Ooo, dzwonią, zapraszają, idziesz. Rozmawiasz. I pada pytanie – ile by Pani chciała zarabiać? I tu się gubisz. Eeee, nie wiem, a ile Państwo płacą? Eeee, a od 2000 do 4000 tysięcy, eeee… dla mnie liczy się rozwój, a nie zarobki. Ciach. Złe odpowiedzi. Zwłaszcza ostatnia. Co? Za mało było czasu, żeby się przygotować? Poznać firmę, zrobić rozeznanie?

Wiadomo, że rozmowa nie będzie wyglądała tak: Rozumiemy, odpowiada nam Pani, proponujemy Pani milion pięćset sto dziewięćset złotych wypłaty, oczywiście na umowę o pracę, do tego dorzucamy socjal, opiekę zdrowotną i przepyszną kawę w kuchni.

Oczywiście, że rekruter wie, ile najwięcej może Ci zaproponować. Ale on czeka na ruch z Twojej strony. Może mieć zaplanowane 4000 zł na Twoją wypłatę, ale jeśli Ty powiesz 3000, to tak się też stanie. Jeszcze pewnie dostanie premię, że zaoszczędził firmie kupę kasy.

Jak więc ogarnąć temat zarobków podczas rozmowy kwalifikacyjnej?

  • Zrób research na temat firmy (to właściwie obowiązkowe pole przed rozmową kwalifikacyjną w ogóle)
  • Sprawdź w jakiej kondycji finansowej jest firma, do której aplikujesz
  • Jeśli to Twoja kolejna praca na tym samym stanowisku, to mniej więcej wiesz, jakie są zarobki. Dorzuć ze 30% do Twojej poprzedniej pensji. Najwyżej będziesz negocjować.
  • Jeśli to Twoja pierwsza praca na takim stanowisku, to sprawdź w sieci, jakie są średnie zarobki. Tyle, że skoro to jest Twoja pierwsza taka praca, to nie rzucaj się od razu na górną granicę, bo pewnie dobrze wiesz, że musisz się jeszcze wiele nauczyć.
  • Postaraj się wypaść na rozmowie jak najlepiej. Jak zobaczą, że jesteś idealną osobą na to stanowisko, nie będą tak mocno schodzić z kwoty, którą zaproponujesz.
  • Gdy spytają Cię o to, ile chcesz zarabiać, zaproponuj widełki, ale niech będą do siebie zbliżone. Bo jak powiesz od 3 do 5 tysięcy, to jasne, ze dadzą Ci 3. Czasu było dużo na przygotowanie, więc dobrze wiesz, jakie zarobki by Cię satysfakcjonowały. Nie proponuj nic poniżej swoich oczekiwań, ale zrób to sensownie.
  • Patrz uważnie na rekrutera, z jego oczu można dużo wyczytać.

A jakie Wy macie propozycje?

24 komentarze
  1. Gosia

    Czekałam i się doczekałam 🙂

    Oczywistym jest, że nikt nie będzie nas cenił bardziej niż my sami. Jeśli chcesz pracować to wiesz jakie zarobki by Cię interesowały. Warto ustawić sobie pułap poniżej którego nie zejdziemy i jeśli nie masz noża na gardle po prostu szanować swoją pracę i brać za nią przyzwoite pieniądze.

    Osobiście po roku pracy zarabiam więcej niż mój kolega z biurka obok po 3 latach. Po pierwsze uważam, że zasłużenie (ze względu na wyniki), ale też nie bałam się podkreślić swojej wartości rozmawiając z pracodawcą. Kluczem jest znanie wartości własnej pracy 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Cieszę się 🙂 Mam nadzieję, że nie zawiodłam 😀 O widzisz, czyli jednak liczą się też u Ciebie umiejętności i efekty, a nie jedynie staż pracy, jak to napisałaś w komentarzu pod poprzednim wpisem 🙂
      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • Gosia

        Zupełnie nie liczą się umiejętności i efekty – podtrzymuję poprzednie komentarze 🙂
        Ale dużo bardziej w skostniałej administracji liczy się umiejętność autoreklamy i walki o swoje, a nie wegetowania i czekania na docenienie. Albo zakładanie, że jeśli zarabia się tyle co inni to znaczy, że to wystarczająco.

        Powinnam chyba zacząć od tego, że zaczynałam z taką stawką, jaką kolega miał po 2 latach 🙂 A po pół roku dostałam podwyżkę i zarabiam więcej 🙂 Oprócz tego dbam, żeby za dodatkowe zajęcia – nie wynikające z mojego zakresu obowiązków nie były charytatywne. Cenię swoją pracę ot co 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          A, w ten sposób 🙂 No to dobrze, że jesteś taka „przebojowa” i potrafisz walczyć o swoje. Takim ludziom jest znacznie łatwiej w życiu 🙂

          Odpowiedz
  2. stefan

    Najważniejsze to jest patrzeć w oczy osobie rekrutującej i wtedy się z nich wszystko wyczyta i łatwiej się rozmawia. A co za tym idzie można się wiele więcej dowiedzieć o danej firmie niż z internetu i ostateczną decyzję co do zarobków podjąć w trakcie rozmowy. I tak o pieniądze pytają się na końcu rozmowy.

    Odpowiedz
    • Magda

      No pewnie, o patrzeniu na rekrutera pisałam 🙂
      Zgadza się, masz rację, mamy jeszcze całą rozmowę kwalifikacyjną na podjęcie decyzji o zarobkach. Możemy np. uświadomić sobie jak dobrze wypadliśmy i nieznacznie podwyższyć próg widełek lub go obniżyć.
      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  3. Mateusz

    Moim zdaniem najlepiej zaproponować więcej, niż mniej aby mieć zawsze potem z czego ewentualnie spuszczać, i negocjować. Trzeba być również dość twardym negocjatorem i mimo prób zmniejszenia stawki trzymać swoje zdanie! Myślę, że pracodawca może czasem specjalnie chcieć zniżyć nam stawkę pomimo możliwośći zapłacenia nam oczekiwanej kwoty. Raczej twarde negocjacje nie powinny wpłynąć na to, czy tą prace finalnie dostaniemy, bowiem jeśli nam ona odpowiada, i pracodawca jest zadowolony z naszych kwalifikacji, to nie powinno mieć na to wpływu. Ludzie czasem chyba nie przygotowują się pod tym kątem idąc na rozmowę, a na pytanie pracodawcy o to jakiej stawki oczekują łatwo zauważyć zakłpotanie. Rynek pracy jest również tak ukształtowany, że czasem zależy ludziom wgl prace dostać i ta myśl głownie zaprząta im głowę, przez co zapominają o reszcie. Mimo wszystko trzeba znać swoją wartość, i wartość wykonywania swojej pracy !!

    Odpowiedz
    • Magda

      Oczywiście, zgadzam się z Tobą.
      A nieprzygotowanie się na pytanie o oczekiwane zarobki przed rozmową jest co najmniej nierozważne 🙂

      Odpowiedz
  4. Freelancerka

    Ja bym chciała, żeby wszystkie firmy podawały chociaż widełki w ogłoszeniu. To oszczędziłoby niepotrzebnych rozmów – bo jak firma np. zakłada, że chce pracownika za 2 tysiące, a ja chcę zarabiać minimum 4, to widząc w ogłoszeniu widełki 2-3 tysiące wcale nie zaaplikuję na to stanowisko. Gdy widełek nie ma – zmarnuję czas swój i rekrutera.

    Odpowiedz
    • Asia

      No właśnie… szkoda czasu naszego i ich. Czasem jednorazowa rekrutacja też jest jakąś bazą dla pracodawcy, który weryfikuje po jakich stawkach może zatrudnić pracownika. Przy stałej rekrutacji na stanowiska (albo dużej firmie), niepodawanie stawek albo trudność w znalezienie takiej informacji w sieci, powinno to stanowić dla każdego sygnał ostrzegawczy. Sama parę razy zmarnowałam swój i innych czas – potem nauczyłam się przesiewać niektóre tego typu oferty.

      Odpowiedz
      • Magda

        Ja po prostu nie miałam takiej sytuacji, w której potencjalny pracodawca proponuje mi 2000, gdy ja chcę 4000. Może to szczęście – widocznie trafiałam na kompetentnych rekruterów 🙂

        Odpowiedz
        • Asia

          W każdej branży znajdą się prawdziwe „gwiazdy”, wszystko jeszcze przed tobą 😉

          Odpowiedz
          • Magda

            No zobaczymy 🙂 Bo plan jest taki, by już na żadną rozmowę nie iść, a zostać w końcu wyłącznie „na swoim” 🙂

          • Freelancerka

            Dobry plan! Też taki mam 🙂

          • Magda

            A to Ty nie jesteś już wyłącznie na swoim? 🙂

    • Magda

      Właśnie uświadomił mi to samo mój znajomy. Oczywiście masz rację! Przecież w ten sposób możemy stracić swój cenny czas.
      Ale jest jeszcze inna kwestia – jeśli aplikujemy na dane stanowisko, to raczej będziemy się mniej więcej orientować, jakich zarobków możemy się spodziewać. Chociaż czasem trafiają się różni pracodawcy :):)

      Odpowiedz
      • Freelancerka

        No właśnie nie do końca – czasem zarobki zależą od wielkości firmy, a czasem firma po prostu szuka taniego, ale ogarniętego pracownika. W ogłoszeniu pisze, że poszukuje np. programisty, mile widziane to i owo, ale nie zaznacza, że najlepiej od razu po studiach. Więc jak zgłosi się ktoś z doświadczeniem i umiejętnościami, kto chce adekwatnie do umiejętności zarabiać, to potem się okazuje, że firma nie ma takiego budżetu, ale i nie potrzebuje aż takich umiejętności i student albo człowiek od razu po studiach w zupełności wystarczy. Dlatego jakby były widełki w ogłoszeniu, to z pewnością nie marnowaliby czasu swojego i czyjegoś. Nie wszyscy to niestety rozumieją.

        Odpowiedz
        • Magda

          No to prawda, nie ma co zaprzeczać 🙂

          Odpowiedz
  5. Asia

    Poruszyłaś kwestię, która na wynagrodzenia może wpływać dopiero jakiś czas po zatrudnieniu. Na początku są jakieś ogólne stawki, mniej lub bardziej zbliżone do rynkowej średniej, które firma kalkuluje sobie zamierzając kogoś zatrudnić. Ile taki pracownik na siebie i pracodawcę rzeczywiście zarobi, może być wyłącznie wypadkową pewnego czasu pracy i efektów – ma przełożenie na proponowane wynagrodzenie przy samym zatrudnieniu chyba tylko w nielicznych zawodach, np. handlowca który przychodzi do firmy z konkretnym doświadczeniem, bazą klientów, sukcesami w ich pozyskiwaniu przełożonymi na twardą walutę, i możemy określić ile może dla nas zarobi etc.
    Pracodawca jasnowidzem nie jest, nie przewidzi do końca czy zatrudnił p. Bogusię czy p. Krzysia 😉

    Potencjalnego pracownika interesuje ile firma jest w stanie dać na jego wynagrodzenia – ile naprawdę dla firmy zapewnia przychodów – to już jest temat na czas, gdy już pracuje. Na początku i tak jest jakaś standardowa kalkulacja, a po stronie pracownika jest to bardziej kalkulacja za ile przeżyje i ile chciałby zarabiać 😀

    Jeszcze jedno, o czym wiele ludzi zapomina pisząc o przygotowaniu się do rozmowy kwalifikacyjnej, a co ty poruszyłaś też. Ludzie nie umieją znaleźć informacji, ile się w danej branży czy w danej firmie zarabia – dla wielu z nich to jest wyższa szkoła jazdy, bo oni nawet często podstawowych informacji o firmie do której idą na rozmowę nie szukają…

    Odpowiedz
    • Magda

      Asiu, oczywiście się z Tobą zgadzam. To, że wspomniałam o czasie zatrudnienia już przez jakiś czas, miało być niejako przenośnią, no cóż, widocznie mi nie wyszło 😀

      Żeby nie było, ja nigdy nie uważałam, że niepodawanie stawek w ogłoszeniu jest dobre, po prostu miałam na to inne spojrzenie niż Wy 🙂 I fajnie, że mnie uświadomiliście.

      Co do braku umiejętności sprawdzenia przykładowych zarobków na danym stanowisku… No cóż, jeśli ktoś nie potrafi znaleźć takich informacji, to może powinien sobie parę stówek odjąć 😛

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • Asia

        O moim zdaniu na ten temat mogłabym pisać poematy 😉
        Najgorzej być w pozycji zatrudniającego, który nie może podnieść stawki i wie, że usługę dostanie taką, za jaką zapłaci. Znam od obydwu stron dylemat.

        P ile zarobki w branży dosyć łatwo znaleźć, o tyle jest często problem z zarobkami w danej firmie – czasem do takich informacji to chyba detektyw tylko dotrze 😉 Ta sama wiedza i stanowisko może być płatne z kilkusetprocentowym przebiciem w różnych firmach tego samego miasta 😉

        Odpowiedz
        • Magda

          Zgadzam się w 100%.

          Co do zarobków na danym stanowisku, no to jasne, czasem trudno dotrzeć do danych z konkretnej firmy, bardziej miałam na myśli taki ogólny zarys 🙂

          Odpowiedz
  6. wins

    Według mnie ważne jest pierwsze wrażenie, dużo też zależy od osoby rekrutującej, najważniejsze to nie dać się zagonić w kozi róg :.

    Odpowiedz
    • Magda

      No pewnie, jak w wielu dziedzinach życia 🙂

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa