Nie oszczędzaj na ubezpieczeniu mieszkania

Przedstawię Wam dziś małe case study, które było dla mnie świetną nauczką. Człowiek jednak najlepiej uczy się na własnych błędach. Nie dalej jak w grudniu, zalałyśmy sąsiadów. I sąsiadów pod…
Magda
16.01.2014

Przedstawię Wam dziś małe case study, które było dla mnie świetną nauczką. Człowiek jednak najlepiej uczy się na własnych błędach. Nie dalej jak w grudniu, zalałyśmy sąsiadów. I sąsiadów pod sąsiadami. I garaż. Do tego stopnia, że w garażu woda leciała ciurkiem. Okazało się, że fachowiec montujący wannę, trochę się zagalopował z wiertarką i wwiercił dziurę za głęboko (za blisko rury z zimną wodą).

Koszty

Koszt naprawy wyniósł razem z robocizną, materiałami i opłaceniem szkód sąsiadów „jedyne” 3100 zł (1500 zł robocizna, 1000 zł materiały + sąsiedzi 150 i 400 zł. Dobrze, że garaż się niczego nie domagał :-). Trzeba było rozkuć obudowę wanny, połowę kafelków w łazience, wymienić dwie ościeżnice i połowę paneli w przedpokoju.

A mieszkanie kupione rok wcześniej. Rynek pierwotny. Zatem były to pierwsze kafelki w tym miejscu i nie przetrwały nawet roku. Bałagan był okropny. Na szczęście udało się dość szybko znaleźć fachowca, tak, że przed świętami mieszkanie z powrotem wyglądało dobrze.

Dochodzenie o odszkodowanie

No ale do rzeczy. Oczywiście od razu zgłoszenie do ubezpieczyciela (Warta) i wzywanie likwidatora, żeby porobił fotki. Przyjechał raz, zobaczył tylko miejsce wycieku, sfocił. Przyjechał drugi raz, gdy wszystko było „rozkopane”. Sfocił. Całkiem sprawnie. I zostało nam czekanie. Domyślałam się, że ubezpieczalnia mogła nie dać nam całej kasy, bo „dochodzenie przyczyny zalania” nie wchodziło w nasz pakiet. Ale byłam pewna, że coś dostaniemy…

I tak czekałyśmy do tego poniedziałku (13 stycznia). Ciągle nie było przelewu ani żadnej informacji, więc postanowiłyśmy zadzwonić (takie czekanie w niepewności jest mega męczące, zwłaszcza, że tę kasę już wydałyśmy na naprawę). I okazało się, że 23 grudnia Warta odmówiła wypłaty odszkodowania, ponieważ przyczyną szkody był długotrwały wyciek, a to według nich nie jest „zalanie”. Szkoda tylko, że nie dali żadnego info. Ponoć wysłali maila. Ale nie dotarł.

Finał

No i puenta tego jest taka, że ubezpieczając mieszkanie, nie zwróciłyśmy uwagi na warunki (OWU, kto to czyta? Chociaż ja od teraz będę). I to wielki błąd! Mamy też wykupiony tylko podstawowy pakiet (270 zł rocznie), bez OC i NNW. I to też wielki błąd. Bo gdybyśmy te pakiety miały, chociaż sąsiedzi zostaliby spłaceni. Teraz przechodzimy do PZU. Liczymy, że tam nas lepiej potraktują. Ma to kosztować mniej niż 500 zł wraz z ubezpieczeniem „ruchomości” na 30 tysięcy. Jak widać, gdybyśmy rok temu pomyślały i wydały więcej, teraz wydałybyśmy znacznie mniej. A tymczasem jesteśmy w plecy o 3100 zł. Nie oszczędzaj na ubezpieczeniu mieszkania.

8 komentarzy
  1. Dana

    Hej 🙂 No z ubezpieczalniami nie ma łatwo, ale może warto było poprosić o pomoc adwokata / kancelarię odszkodowawczą? Jak się dobrze rozejrzeć, to można znaleźć solidną i tanią (która nie bierze więcej jak 20% prowizji). Kancelarie zazwyczaj działają tak, że w przypadku przegrania sprawy, klient nie płaci nic. Prowizja jest tylko od spraw wygranych. Jakby nie patrzeć, działają w nich prawnicy z doświadczeniem, którzy wiedzą, jak walczyć o wygraną klienta na drodze pozasądowej i sądowej 🙂

    BTW. Fajnie, że założyłaś tego bloga i dzięki za podlinkowanie 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      O, witam na blogu 🙂 Wiesz co? Zupełnie o tym nie pomyślałam! Zapytam znajomą prawniczkę czy w ogóle jest sens walczyć, a jak jest, to powalczę, bo to przecież „kawał kasy”.

      Cieszę się i nie ma sprawy, dobre blogi trzeba linkować 🙂

      Odpowiedz
  2. Joanna

    Z PZU przeżyła zalanie przez sąsiada – jako mieszkaniec lokalu u nich ubezpieczonego. Został mi olbrzymi niesmak dotyczący obsługi – likwidatora (kłamstwa, kluczenie, nie zjawianie się w umówionym terminie, totalna zlewka) i czekania na infolinii przez właścicielkę mieszkania prawie pół godziny by zgłosić szkodę… może coś na plus się tam zmieniło.
    Czasem sama się zastanawiam nad dodatkowym ubezpieczeniem aktualnego lokalu gdy to już moje, na razie am podstawowe wymagane do hipoteki, ale wrodzone lenistwo sprawiło że odkładam i odkładam. Mam nadzieję, że w międzyczasie nic się podobnego nie wydarzy jak u ciebie 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      I bądź tu człowieku mądry. Wydaje mi się, że w końcu znalazłam dobrego ubezpieczyciela, a tu… buba. Decyzja nie jest jeszcze podjęta, więc jeszcze może coś się zmieni.

      To, co mi się przydarzyło, może każdemu, więc lepiej się dobrze zabezpieczyć 🙂

      Odpowiedz
      • Joanna

        Może popytaj znajomych. To, że ja z nimi (czy też właścicielka mieszkania w który mieszkałam) miałyśmy kiepsko, nie znaczy że tak zawsze jest.
        Mimo wszystko najlepiej chyba jest kierować się w tym względzie opinią ludzi, którzy takie szkody już likwidowali. Może masz wśród znajomych nawet jakiegoś agenta? Na pewno może coś doradzić pod stołem, gdzie nie warto się udawać.

        Odpowiedz
        • Magda

          Wiem wiem, właśnie popytałam i ogólnie opinie są dobre.
          A Ty zastanów się nad rozszerzeniem swojego 😛

          Odpowiedz
          • Anna Kubczak

            Proponuję popytać u nas. Autoreklama niewskazana, ale na prawdę dajemy radę. A klienta bez OC w życiu prywatnym staram się nie wypuszczać. Tym bardziej, że działa także w innych sytuacjach na terenie całego kraju.
            Jeśli chcesz coś więcej wiedzieć, to napisz.

          • Magda

            Dzięki, przemyślę to i w razie czego się odezwę 🙂

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa