Musisz koniecznie jeść „na mieście”? To zobacz, jak oszczędzić

Każdy z czytelników tego bloga wie, że jedzenie „na mieście” generuje niepotrzebne wydatki. Pisałam o tym zresztą tutaj: skończ jeść na mieście, ty leniuszku. Ale czasem nie ma innej opcji,…
Magda
25.03.2015

Każdy z czytelników tego bloga wie, że jedzenie „na mieście” generuje niepotrzebne wydatki. Pisałam o tym zresztą tutaj: skończ jeść na mieście, ty leniuszku. Ale czasem nie ma innej opcji, bo jesteśmy mega zabiegani, nie mieliśmy czasu przyrządzić sobie obiadu w domu, albo jesteśmy w delegacji i fizycznie nie jesteśmy w stanie sami przygotować sobie posiłków, albo wypada nam jakieś spotkanie, którego wcześniej nie dało się przewidzieć. Albo po prostu bardziej się nam opłaca zjeść w ten sposób, niż gotować, bo przecież na przygotowanie posiłków też schodzi dużo czasu. Jeśli doskonale wiesz, ile warta jest godzina Twojej pracy, to w prosty sposób to wyliczysz.

Pamiętaj jednak, że jedzenie „na mieście” niekoniecznie oznaczać będzie wypłukanie Twojego portfela. Poznaj kilka tipów, które sprawią, że nie wydasz fortuny.

Happy Hours

Bardzo wiele lokali gastronomicznych oferuje znacznie niższe ceny w godzinach niestandardowych. No wiesz, na przykład do 13. Można wtedy zjeść nawet 30-40% taniej. Grunt to odpowiednio nastawić się na wcześniejsze jedzenie, czyli np. śniadanie skonsumować o normalnej godzinie, typu 8-9.

W przypadku miejsc przy mojej pracy, jest tego naprawdę dużo – można zjeść taniej średnio o 5-7 zł na posiłku, a to w skali tygodnia robi różnicę.

Happy hours mogą też działać w porach późniejszych, na przykład po 19 czy 20, kiedy już mało kto je obiad. Wtedy jest jeszcze lepiej! Bo często są to zniżki pięćdziesięcioprocentowe. Dobrze to działa w lokalach z jedzeniem na wagę. Chcą wykończyć to, co oferują danego dnia, żeby następnego wystartować już ze świeżym.

Kupony

Ostatnio coraz bardziej popularny sposób na oszczędzaniu na jedzeniu, głównie w sieciach typu Fast Food. McDonalds, KFC, Burger King, Nord Fish, Subway i inne coraz częściej oferują swoim klientom kupony zniżkowe na poszczególne pozycje menu. I wcale nie musimy latać po wszystkich sieciówkach i zbierać papierowych wersji tych kuponów. Wystarczy tylko pobrać aplikacje.

Niektóre restauracje mają swoje oficjalne aplikacje, np. McDonalds i KFC. Inne współpracują z aplikacją Qpony (która agreguje wszystkie tego typu oferty, co jest mega plusem, bo nie trzeba mieć zainstalowanych pięciu różnych apek) i zachęcają do pobierania kuponów właśnie przez nią.

Pobierz Qpony:

  • Android
  • iOS
  • Windows

Za pomocą tego typu kuponów można naprawdę nieźle przyoszczędzić. Przykład: Zestaw BicMac w McDonaldzie kosztuje wtedy np. 10 zł, a nie 15 zł. KFC np. jak ma kupony, to ma coś, czego nie ma w normalnej ofercie – moje ulubione 5 stripsów + frytki za jedyne 10 zł. Nie chcę tutaj otwierać dyskusji na temat jedzenia w fast foodach, bo nie o to chodzi, ale chyba każdy zgodnie przyzna, że czasem mu się zdarza.

A jeszcze słowo o Qponach – plus posiadania tej apki jest też taki, że w zależności od lokalizacji, dobierze ona dla Ciebie też zniżki np. w małych lokalach, które nie są sieciówkami. Jasne, do tego trzeba mieszkać w dużym mieście, ale to chyba zasadne.

A gdyby ktoś z Wrocławia chciał się wybrać, to 29 marca odbędzie się w centrum handlowym KORONA weekend zniżek. Może być fajna akcja.

Zniżka dla pracowników biurowca, w którym pracujesz

Dobra wiadomość dla korpoludków. Jeśli siedziby Waszych firm znajdują się w biurowcach, a obok są na przykład restauracje czy bary, bardzo prawdopodobne, że będziecie mieć tam zniżkę. Tylko dlatego, że tam pracujecie i tylko po to, żebyście tam wiernie powracali.

U mnie np. w jednym miejscu mam 15% zniżki, a w innym aż 20%! Przy obiedzie za dyszkę, to zawsze 1,5 zł – 2 zł oszczędności.

Zniżka studencka

Najbardziej powszechna zniżka, niestety błyskawicznie się kończy! Wystarczy tylko skończyć studia. Ja już szczerze mówiąc nie pamiętam czasów, gdy mogłam z niej skorzystać. Do dziś jednak czasem w knajpach kelnerka zapyta, czy legitymacja studencka jest. To takie miłe! 😉 Szanuj więc to, że masz status studenta. No i spokojnie 20% taniej będzie.

Pro tip: To dotyczy też piwa 😉

Kup dużą porcję na dwie osoby

Nie będzie żadną nowością to, że napiszę, że więcej oznacza taniej. Dlatego, jeśli wybierasz się jeść z kimś jeszcze, zastanówcie się nad wzięciem wielkiej porcji i podziale jej na pół. Zamiast zapłacić po 15 zł na głowę, zapłacicie pewnie max. 25 za dwie osoby. Nie powinno być też problemu z podziałem tego na dwa talerze.

Nie zamawiaj napoju

Jeśli koniecznie chcesz zjeść na mieście, ale nie chcesz przesadzić z kasą, zastanów się nad tym, by odpuścić sobie napój. To najczęściej co najmniej dodatkowe 5 zł do dania. Jeśli Twój obiad kosztuje 15, to daje już dwie dyszki. A przecież możesz się później, jak zjesz, napić wody.

A jakie Ty masz jeszcze pomysły na oszczędzanie na jedzeniu „na mieście”?

31 komentarzy
  1. Anna

    Swego czasu kupowałam jedzenie tańsze o 50% w Kuchnia Marche. Z tego co pamiętam było tyle tańsze na godz. przed zamknięciem sklepu.

    Jest też taka karta, która obniża ceny za jedzenie. Najpierw jest bezpłatna jakiś okres. Potem niestety płatna, ale można z niej zrezygnować lub naprawdę częste jedzenie na mieście może się komuś opłacać jak tak jadł. Ta karta nazywa się OpenCard 🙂 Nie jest to żadna reklama!

    Odpowiedz
  2. Marta

    studenci mają fajnie ze zniżkami, to były czasy mieć legitymację 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Nooo! Zazdroszczę im 😉

      Odpowiedz
  3. Tomek K

    Ja ostatnio miałem okazję wykorzystać kupony i legitymację studencką, oferty wydawają mi się nieraz atrakcyjne. Więc warto się tym zainteresować, bo po co płacić 15 zł jak można zapłacić 10…

    Odpowiedz
    • Magda

      No pewnie 🙂

      Odpowiedz
  4. Dominik

    Dobrym pomysłem są np.: zestawy lunchowe. Prawie każda restauracja ma to w swojej ofercie. Taki zestaw składający sie z zupy, drugiego dania i kompotu kosztuje w centrum Warszawy około 16 zł. Po drugie, jeśli odwiedzacie jakąś knajpe częściej, warto zapytać o zniżki dla stałych klientów. W ten sposób dostałem 10% zniżki na cały rok kalendarzowy.

    Odpowiedz
    • Magda

      No tak, zestaw lunchowy, dziwne, że o tym nie pomyślałam 😉

      O, 10% zniżki to bardzo fajna sprawa w miejscu, które stale odwiedzasz.

      Odpowiedz
  5. BJK

    no u mnie jedzenie na mieście (w tym to zamawiane do domu) to spory dział w moim budżecie. Ale jesdnak stwierdzam, że wykonanie własnej pizzy która będzie tak zajefajna jak ta z pizzeri kosztuje mnie zabawę z ciastem, którego nie lubię, a i tak ciasto będzie bardziej puszyste niż lubię 🙁 Do tego jak mówisz, zabieganie czy wyjazdy też swoje dają… Co do oszczędzania to np w Subway’u jest codziennie „kanapka dnia” 🙂 I jest taniej 🙂

    PS. A czasami człowiek ma po prostu ochotę na ordynarnego hamburgera czy kebab. I wtedy nie ma zmiłuj 😉 A w Lublinie jest lokal o nazwie „kebab pod psem” – ciekawe jakie tam są dania dnia 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Bogusz, no właśnie 😉 Widzę, że się ze mną zgadzasz. Jeśli chodzi o pizzę domową i pizzę z pizzerii – to dla mnie dwa różne dania. Czasem mam ochotę na jedno, a czasem na drugie. I wtedy warto się pomęczyć z ciastem.

      Co do kebaba czy burgera – no wtedy nic nie poradzisz 😉 ale w kebabie pod psem bym raczej nie jadła 😀

      Odpowiedz
      • BJK

        no jak się ma ochotę na pizzę domową to wiadomo 🙂 ale ja to lubię gotować jak ktoś jeszcze się na to „załapie” 😉

        Odpowiedz
        • Magda

          Jasne, zawsze lepiej gotować nie tylko dla siebie 😉

          Odpowiedz
      • BJK

        one more thing: w czwartek tydz temu byłem w restauracji koło siebie i byłem zaskoczony, gdy przynieśli 4 piwa zamiast zamówionych dwóch. Okazało się, że są happy hours 1 + 1 gratis na alkohole 🙂 przyjemne zaskoczenie 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          Ekstra! 😉

          Odpowiedz
  6. Agnieszka Skupieńska

    Jak muszę jeść w innym mieście, a nie znam żadnych dobrych knajp i nie chcę dużo wydać, to zawsze idę do pizzerii. Dobry obiad w restauracji na dwie osoby to jakieś 80 zł przynajmniej, a dobra pizza – 30 zł. Różnica spora, a pizzę lubię i mogę jeść często 🙂

    Odpowiedz
    • Finansolog

      No to pozazdrościć 😀 Ja bym nie mógł zjeść pizzy nawet 2 dni pod rząd 😀

      Odpowiedz
    • Magda

      Ja niestety za pizzą nie przepadam 🙁 ale rzeczywiście to dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie.

      Odpowiedz
  7. Finansolog

    U mnie jedzenie na mieście to przeważnie przechadzka do baru mlecznego na osiedlu, którym mieszkam. Ceny są takie, że gotowanie w domu staje się nieopłacalne, a samo jedzenie jest jak domowe 🙂 Jeśli ktoś jeszcze wykupi sobie „abonament” to już wtedy obiad z dwóch dań kosztuje jakieś 8-10 zł. Polecam poszukać w pobliżu swojej pracy/mieszkania takiego miejsca.

    Odpowiedz
    • Magda

      8-10 zł w barze mlecznym? To przecież drogo 😀

      Odpowiedz
      • Finansolog

        Zależy jaki to bar 😀 Uważam, że za takie jedzenie jakie tam podają to mało 🙂

        Odpowiedz
    • Michał Karpeta

      Podzielam zdanie. Swego czasu miałem zwyczaj kupowania dwóch bułek, jakąś wędlinkę lub ser żółty (no i pomidor by się przydał), za które płaciłem zawsze powyżej 6 zł. A od niedawna chodzę do pobliskiego baru mlecznego i za te same pieniądze (no max do 8 zł) zjem dwa dania. Ciepłe, świeżutkie, pyszne.. Oto przykład jak małą różnica robi wielką różnice 🙂

      Odpowiedz
  8. Aleksandra Niedzielska

    Całkiem nieźle na oszczędności wpływa też posiadanie karty opencard – zniżki 30-50% w restauracjach w całej Polsce.
    Minus taki, że za kartę się płaci, więc żeby się zwróciła, to trzeba trochę na tym mieście jeść, a nie raz na miesiąc:)
    Ale idea niezła, podobna do kart multisport.

    Odpowiedz
  9. Cyjmanek

    Karta Multisport jest przegenialna, za grosze(40 zł miesięcznie) można wejść wszędzie!;)
    A co do oszczędzania, my staramy się nie jeść na mieście, ale raz czy dwa w miesiącu jakaś pizza się znajdzie 😀

    Odpowiedz
    • Magda

      Cyjmanek, oczywiście, że multisport jest świetny, ale nie ma nic wspólnego z jedzeniem na mieście 😉

      Odpowiedz
  10. KasiaS

    Z jedzeniem na wagę trzeba uważać:) pare razy zdarzyło mi się na tym nieźle przepłacić, a w sumie i tak się nie najadałam:D Ale za to ostatnio często chodzę do knajpy z jedzeniem na wagę tylko po to, aby zjeść zupę. Kosztuje tylko 4 zł, porcja całkiem spora i pojeść sobie można. Na obiad w przerwie w pracy sprawdza się znakomicie:)

    Odpowiedz
  11. Kapitałowo

    Szczerze polecam robić sobie jedzenie w domu. Cenowo nawet nie ma porównania.. Takim sposobem można przeżyć miesiąc za 300-350zl wliczając w to również śniadania.

    Odpowiedz
    • Agata

      No i jest o wiele zdrowiej :), ja też robię sobie odpowiednie porcje i mam zawsze ugotowane.

      Odpowiedz
  12. Iga

    Ja bardzo czesto jadam w bistro w Tesco. Jedzenie jest smaczne, zdrowe i naprawde bardzo tanie. Za 8 pln mozna sie najesc do syta, a i jeszcze jest super opcja za 6.50 z bufetem. Mozna wziac na talerz tyle dodatkow ile tylko sie zmiesci. A dodatkowo czasem z ClubCard sa znizki jeszcze bardziej obnizajace cene. Oprocz tego warto tez pomyslec na przyklad o stolowkach na uczelniach, gdzie obiad dwudaniowy to wydatek maks 10 zlotych.

    Odpowiedz
  13. Piotrek

    Z kupowaniem dużej porcji na dwie osoby to trochę śmiesznie. Jeszcze w ramach małżeństwa można sobie tak zjeść i dzielić jedzenie na dwa talerze. Ale gdy dwóch kumpli z jednej korporacji pójdzie na obiad, aby w ten sposób zaoszczędzić … Chyba bym się na to nie zdobył.

    Jedzenie bez picia. Owszem. Można zaraz podejść do pobliskiego spożywczego i jakąś colę 3 razy tańszą z puszki czy z butelki wypić.

    Odpowiedz
    • Magda

      Dziewczyny nie mają z tym problemów 😉

      Odpowiedz
      • Piotrek

        Ale faceci mają 🙂

        Odpowiedz
  14. magda

    Ja uwielbiam Nord Fisha – mają fajne kupony i naprawdę duże zniżki. Na mieście jadam jednak rzadko – może 2-3 razy w miesiącu. Gotowanie w domu to najtańszy i najzdrowszy sposób na obiad.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa