9 największych zakupowych błędów

Jedzenie stanowi dużą część budżetu każdego polskiego gospodarstwa domowego. A najczęściej wydajemy więcej, niż rzeczywiście potrzeba, bo popełniamy błędy, których można uniknąć. Zobacz, jak to zrobić i zaoszczędzić parę złotych.…
Magda
07.04.2015

Jedzenie stanowi dużą część budżetu każdego polskiego gospodarstwa domowego. A najczęściej wydajemy więcej, niż rzeczywiście potrzeba, bo popełniamy błędy, których można uniknąć. Zobacz, jak to zrobić i zaoszczędzić parę złotych.

Kupujesz tylko na nadchodzący tydzień

Jeśli robisz zakupy tylko na nadchodzący tydzień i nigdy nie sięgasz do przodu, musisz liczyć się z tym, że za każdy produkt będziesz musiał zapłacić 100%. Jeśli jednak kupujesz produkty, które i tak zużyjesz w późniejszym czasie, możesz mieć rękę na pulsie i kupować je wtedy, gdy są w promocji. Pamiętaj też, że istnieje coś takiego jak zamrażarka, która bardzo chętnie przechowa dla Ciebie jedzenie.

Przepisy kulinarne dyktują Ci listę zakupów

Jasne, czasem ma się ochotę przygotować coś superspecjalnego, do czego nie ma się składników w domu. Ale w zdecydowanej większości przypadków najlepiej gotować z tego, co jest w domu. A więc powinno być odwrotnie – to składniki, które masz powinny sprawić, że zdecydujesz się na konkretny przepis, nie odwrotnie! Tworząc listę zakupów pod kątem przepisu zawsze wydasz więcej. I co? Kupisz białe wino za 20 zł dla 100 ml, które potrzebujesz do przepisu?

 Ulegasz marketowym chwytom marketingowym

Standard. Wszyscy wiemy o marketowych trikach, które sprawiają, że wydajemy więcej. Ale czasem o nich zapominamy. Albo dobrowolnie się im poddajemy. Pamiętaj o tych podstawowych – miłe zapachy, przyjemna muzyka wprowadzająca w relaks, najdroższe produkty na wysokości oczu, produkty dla dzieci na dolnych półkach w zasięgu ich wzroku itp. Weź też poprawkę na wszelkie promocje – kup 3 zapłać za 2, drugi 50% taniej itp.

Kupujesz głodny

Kolejny standard. Kupujesz głodny. Nie rób tego. To całkiem normalne, że wtedy wydasz znacznie więcej niż wydałbyś normalnie. W końcu masz ochotę zjeść wszystko, co jest w sklepie. Zjedz cokolwiek i dopiero wtedy udaj się na zakupy, później sobie podziękujesz.

Zapominasz o sprawdzaniu ceny za kg

Mała rzecz, ale jakże istotna. Zamiast porównywać ceny za 100 g/1 kg, porównujemy ceny jednostkowe, co może w prosty sposób sprawić, że przepłacimy. A przecież w większości przypadków sklepy podają ceny za kilogram. Warto zwracać na to uwagę, bo czasem okazuje się, że duże wcale nie jest tańsze. To też najbardziej obiektywny sposób na to, by porównać ceny produktów różnych marek.

Nie lubisz alternatyw

I nastawiasz się do nich krytycznie. Kupujesz tylko ten i ten produkt, tej konkretnej firmy, nie ma mowy o zamianie, mimo że skład jest taki sam, a cena lepsza. Trudno Ci zmienić swoje przyzwyczajenie. A może ta sama firma produkuje ten sam produkt ale pod szyldem marki własnej Lidla czy Biedronki? Traktujesz taki produkt gorzej? To błąd. Najczęściej takie produkty niczym się od siebie nie różnią. Prócz ceny oczywiście. Spróbuj, przekonaj się, nie będziesz żałować

Kupujesz gotowe produkty

Standard, o którym pisałam już tutaj na blogu wiele razy. Gotowe produkty nie dość, że są mniej zdrowie (bardziej szkodliwe?), to zawsze będą droższe. Serio? Sałatka z kurczakiem za 7 zł? Zupa marchewkowa za 6? To policz, ile by Cię to wyszło, gdybyś sam przygotował te potrawy. A do tego, ile zdrowiej by było i ile lepiej by smakowało. No i trzeba pamiętać o krótszej dacie przydatności do spożycia takich produktów, w porównaniu do tego, jeśli przygotujesz je sam.

Nie używasz kart lojalnościowych

Jasne, zaraz rozejdą się tu głosy, że karty lojalnościowe dają możliwość otrzymania kubka po zbieraniu na niego przez X lat. Niekoniecznie. Zacznijmy od najważniejszego – karta lojalnościowa nic nas nie kosztuje (prócz danych osobowych), więc nic nam nie szkodzi korzystanie z niej. Poza tym, różne sklepy różnie działają. Czasem otrzymamy piąty produkt gratis, czasem kilkuprocentową zniżkę, a czasem niższe ceny na poszczególne produkty. W każdej sytuacji wygrywamy. Przy rachunku na 100 zł 5% to w końcu już jakaś kasa.

Nie sprawdzasz paragonu

Kończysz zakupy, paragon wrzucasz do jednej z reklamówek, w domu wypakowujesz i rzucasz w kąt. Nigdy go nie sprawdzasz. To błąd. A może przez przypadek sprzedawca nabił Ci coś, czego nie kupiłeś? A może sam źle sprawdziłeś cenę i kupiłeś produkt znacznie drożej niż myślałeś? Sprawdzaj paragony przy kasie, a będziesz miał możliwość oddania niechcianego zakupu lub zwrócenia uwagi sprzedawcy.

39 komentarzy
  1. Anna

    Czasem łapię się na tym „Przepisy kulinarne dyktują Ci listę zakupów” i na tym „Nie sprawdzasz paragonu” (na tym drugim po powrcie do domu).

    Odpowiedz
    • Magda

      Anno, też tak mam – własnie że specjalnie tworzę listę zakupów pod przepis, a to przecież zupełnie bez sensu 😉

      Odpowiedz
      • Anna

        Ja je kiedyś tworzyłam pod fixy. Teraz jak pracuję w biurze, mój mężczyzna gotuje na co dzień i rzadko korzysta z fiksów. Ja gotuję jak mam ochotę i już ostatnio rzadko korzystam z tych fiksów, więc się coraz rzadziej na tym łapie. Ale jeszcze niekiedy sprawdzam paragon dopiero po przyjściu do domu i to jest mój błąd nad którym powinnam popracować. Bo jak po powrocie do domu rachunek mi się nie zgadza to jakoś nie mam odwagi wrócić do sklepu i kasjerce o tym powiedzieć…

        Odpowiedz
        • Magda

          Fixy, samo zdrowie! 😉

          Odpowiedz
  2. Agnieszka

    Ostatni punkt bardzo ważny – supermarkety notorycznie ściemniają ze swoimi cenami. Miałam nawet raz taką sytuację, że kupiony produkt okazał się o ok. 20 zł droższy i jak to zgłosiliśmy w punkcie obsługi klienta, pani poszła sprawdzić cenę przy produkcie. Wróciła z informacją, że przecież wszystko ok. Poszłam tam po niej aby zobaczyć jak to możliwe i co? Podmieniła cenę na jakąś ręcznie napisaną na jakimś wyrwanym kawałku papieru :O zatkało mnie wtedy jaka to była bezczelność… Robienie z człowieka debila. Tak samo jak np. Tesco Magazyn z kartą jest za 1 grosz, a później na paragonie okazuje się, że policzyli za niego pełną cenę.
    Nauczona doświadczeniem teraz każdą super ofertę sprawdzam jeszcze podczas wizyty w supermarkecie na czytniku kodów. Paragon też kontroluję, już nie raz trzeba było interweniować. Tu już nawet nie chodzi o te kilka złotych, ale o to, że zwyczajnie oszukują, a tego nie toleruję.

    Odpowiedz
    • Magda

      Agnieszko, no niestety to często się zdarza i nic nas przed tym nie uratuje, jeśli sami tego nie dopilnujemy. Też najbardziej nie lubię, jak ktoś robi ze mnie debila.

      Odpowiedz
  3. KasiaS

    Zgadzam się szczególnie z punktem o sprawdzaniu paragonów. Wiele razy naciełam się już na to, że produkt przy kasie był droższy niż wskazywała cena na półce. Niby tylko kilka groszy więcej, ale przy większych zakupach może uzbierać się i parę złotych. A klient przecież ma prawo do zakupu produktu po cenie, którą widział na półce. Trzeba zwracać na to uwagę i walczyć o swoje, bo inaczej będą nas kantować na każdym kroku:)

    Odpowiedz
    • Piotrek

      Ja czasami wyrywkowo sprawdzam paragon, gdy kupię coś w promocji w celu potwierdzenia, że taka promocja miała miejsce. Jednak daleki byłbym od notorycznego sprawdzania paragonów, bo wtedy zakładałbym, że jestem notorycznie oszukiwany.

      Wolę jednak przyjąć zasadę domniemania uczciwości sprzedającego (sprzedawcy) niż być wciąż nieufny i podejrzewać, że mnie ktoś próbuje oszukać.

      Odpowiedz
      • Gosia

        Zazwyczaj sprawdzanie szczegółowe trwa zbyt długo, żeby zrobić je przy kasie, ale rzut oka na ceny i wiadomo czy coś było np. dużo droższe niż miało być. W ten sposób nie wyłapuję różnic kilku groszy, ale kilka złotych już tak. Czasem nie chodzi nawet o oszukiwanie tylko o bałagan w sklepie czy zmęczenie człowieka, który wcale nie chciał nas oszukać. Warto pilnować 🙂

        Odpowiedz
        • Piotrek

          Może i warto być czujnym. Ale jest płynna granica między byciem uważnym a podejrzliwym przy pilnowaniu paragonów.

          Odpowiedz
          • Gosia

            Stawką są nasze pieniądze, więc nawet jeśli to małe kwoty to warto się zainteresować, czy przypadkiem nie zmieniły właściciela zbyt łatwo. To czy ze sprawdzania paragonu zrobimy spektakl np. nie odchodząc od kasy i rzucając „Sprawdzę jeszcze tylko czy mnie Pani nie oszukała” (widziałam na własne oczy!) czy dyskretnie rzucimy okiem oddalając się od kasjerki, zależy tylko od nas.

            Tą płynną granicę dość łatwo wyczuć zachowując nawet minimalny poziom kultury osobistej 🙂

    • Magda

      Niekoniecznie oznacza to, że będą nas kantować, czasem to po prostu błąd 🙂

      Odpowiedz
      • KasiaS

        Jasne, nie chodzi mi o wylewanie swoich żali na kasjerki, bo one zazwyczaj są niewinne. Ale różnie to bywa z polityką sklepów i nie wykluczam, że w ten sposób chcą trochę zarobić na mniej świadomym kliencie. Dyskretne sprawdzenie paragonu po oddaleniu nie powinno być źle odbierane.

        Odpowiedz
  4. Gosia

    Nie dość, że kupując składniki pod konkretne danie wydajesz więcej to przecież zamieniając produkty w przepisie można trafić na ciekawe połączenia 🙂 Od kiedy oszczędzamy to wymyśliliśmy kilka takich zamienionych przysmaków.
    A najgorszy na zakupach jest głód – wszystko człowiek chciałby pochłonąć!

    Odpowiedz
    • Magda

      Zawsze można sobie to urozmaicać własnie fajnie 😉

      Odpowiedz
  5. Daywithcoffee

    najgorsze są chyba zakuy na głodnego-milion niepotrzebnych rzeczy w koszyku 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Standard 😀

      Odpowiedz
    • moneygrabbing

      Potwierdzam, sprawdzone osobiście. Gdy jestem głodny to dwa razy więcej wrzucam do koszyka.

      Odpowiedz
    • Magda

      Chyba że się wszystko ładnie ułoży i dane produkty zużyje na kilka przepisów 😉

      Odpowiedz
  6. Marta

    wiem, że idzie o oszczędzanie, ale z tymi alternatywami się nie zgodzę, bo lepiej wydać więcej i mieć sprawdzone niż potem wywalić, bo zachciało się eksperymentów. Takie jest moje zdanie 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Marto, ale czemu zakładasz od razu, że alternatywa będzie zła? 🙂

      Odpowiedz
  7. MateuszW

    Przyznam, że warto stosować te zasady, jeśli ktoś tego nie robi automatycznie to w portfelu na pewno odczuje spore oszczędności.

    Odpowiedz
  8. Ania :)

    Powinnaś dodać jeszcze opcje bierzesz wózek lub koszyk idąc po jedną rzecz, obsługa często dziwnie patrzy, ale to najlepszy sposób żeby nie kupić mnóstwa nie potrzebnych rzeczy, bo jeśli weźmiesz do jednej ręki napój a do drugiej powiedzmy chleb to trzeba się mocno nagimnastykować żeby wziąć coś więcej, w takiej sytuacji rachunek rzadko przekracza 15zł :). I moja druga zasada, jeśli kupujesz coś co chcesz zaraz zjeść (najczęściej kiedy idziemy do Lidla w trakcie uczelni) to idź pieszo i kup tylko to co się zmieści do torebki, czyli najwyżej jogurt i słodka bułka :). Bo jeśli już podjedzie się autem to nagle z zakupów za 5 zł robią się zakupy za 50zł, a nic nie ma konkretnego. Ostatnio w Biedronce kupiłam z ciekawości ich gazete smaki życia czy jakoś tak i tam jest coś takiego jak tygodniowa lista zakupów na obiady za łącznie 100zł. Z tego co zauważyłam jest przygotowana w taki sposób że niewiele się marnuje, a część produktów można mieć już wcześniej w domu więc nie trzeba kupować. W przyszłym tygodniu spróbuje wcielić tą listę w życie i wtedy będę w stanie powiedzieć coś więcej o sensowności tego pomysłu.

    Odpowiedz
  9. Mary

    „Przepisy kulinarne dyktują Ci listę zakupów” – robie to notorycznie!!! właśnie zdałam sobie z tego sprawę. Olśnienie. Dziękuję!!!!

    Odpowiedz
    • Magda

      Do usług 😉

      Odpowiedz
  10. anoriell - Katarzyna Janoska

    Ja bym tam nie przesadzała z tym nie kupowaniem pod przepisy. Zawsze warto próbować nowych rzeczy, a nuż na stałe wejdą na listę „Muszę mieć zawsze w lodówce!” 😉
    Ale! Trzeba zawsze planować naprzód i jeśli wymarzony przepis zawiera w sobie pastę curry, czy inną dziwność to nie wolno kończyć planów na tym jednym przepisie, ale znaleźć jeszcze kilka innych z tym składnikiem, żeby pozostała część słoika nie wylądowała w koszu, ale uświetniła kolejne obiady. O!

    Odpowiedz
    • Magda

      Kasia, jasne, masz rację, jeśli zrobi się to tak sensownie, jak piszesz, to będzie to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie 😉

      Odpowiedz
  11. Ewa

    Fajny artykuł – ja się stosuję do wszystkich zaleceń :D, a dziś nawet założyłam karę w Superpharm. Chciałabym ostrzec ewentualnie innych – w Opolu jest babka, która sprzedaje firanki na ul. Książąt Opolskich i notorycznie oszukuje klientów nawet na kilkaset złotych 😛 Jeżeli chodzi o promocje w 2 za 1 Tesco to specjalnie podwyższają cenę artykułów. Np mydło w płynie Luxia (wypełnienie) kosztuje 5 zł, a podszas tej promocji 7,49. Niby się opłaca, ale jest to wkurzające.

    Odpowiedz
    • Magda

      Dzięki Ewa 😉 Karta w superpharm jest o tyle spoko, że rzeczywiście można oszczędzić konkretne pieniądze podczas codziennych zakupów. Co do promocji – 100% racji

      Odpowiedz
  12. Jagodowa Małpka

    Karty lojalnościowe to naprawdę fajna sprawa. Ostatnio w pewnym sklepie akurat w odzieżowym dostałam kartę na 200 zł, tak po prostu, bez tego, że „po wydaniu iluś tam zł”. Albo Makro rozsyłało przed świętami bony na 50 zł po wydaniu 300 zł.
    Co do Makro to też jest dobre rozwiązanie, kupować hurtowo to co wiemy że się nie zepsuje, zawsze wyjdzie trochę taniej 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Małpko, proszę, abyś następnym razem podpisywała się imieniem 🙂 Dostałaś kartę na 200 zł za nic? Aż dziwne 😉
      Makro jest ok, ale ja wolę Selgros. Zasady te same. Warto 🙂

      Odpowiedz
  13. Alka

    Ja akurat tworzę listę na nadchodzący tydzień. Sporadycznie zdarza mi się kupić coś mocno na zapas ale oczywiście pewne produkty nie zostają zużyte w danym tygodniu więc tworząc listę na tydzień następny mam je na uwadze. U mnie taka metoda się sprawdza.
    Co do paragonów. Zanim wyjdę ze sklepu przebiegam szybko wzrokiem przynajmniej po najważniejszych pozycjach dzięki czemu udało mi się kilkukrotnie wychwycić „pomyłki” cenowe. Na paragony, które mogą być podstawą ewentualnej reklamacji, np. buty, urządzenia mam kopertkę, do której je wkładam.

    Odpowiedz
    • Magda

      I słusznie 😉 bardzo dobrze. Takie przeglądanie zajmuje chwile, a pozwala zaoszczędzić realne pieniądze.

      Odpowiedz
  14. Magdalena Widłak

    Jakże słuszne wskazówki 🙂

    Odpowiedz
  15. Aś

    Przydatna lista 🙂 nigdy doglebnie nie sprawdzam paragonow, ale rzucam okiem czy produkty, ktore kupuje w promocji albo pierwszy raz rzeczywiscie maja taka cene, jaka podali na etykietce. Cale szczescie, ze mieszkam w UK a tutaj mozna zwrocic doslownie wszystko. Ostatnio zdarzylo mi sie po powrocie ze sklepu otworzyc kurczaka i stwierdzic, ze jest mocno nieswiezy mimo, iz data waznosci miala uplynac za kilka dobrych dni. Pojechalam do sklepu i pan nawet nie otwieral opakowania ani nie powachal, zeby zweryfikowac czy to prawda, co mowie 🙂 Zwrocili mi pieniazki bez najmniejszego problemu. Nie wiem, czy w Polsce Tesco tez to ma, ale tutaj czesto po zakupach dostaje paragonik z napisem, ze przy nastepnych zakupach zaplace o x£ mniej. Nie sa to jakies wielkie sumy, bo £3, £5, czasem £0.80 ale ziarnko do ziarnka 😉 pozdrawiam

    Odpowiedz
  16. BJK

    cytując pewien kawałek z polskiej muzyki „Atak na lodówkę: chrzan, cebula i trzy jajka”. I jaki przepis do tego dobrać na obiad? 😉 Ogólnie rzecz biorąc u mnie najczęściej jest zakup pod przepis, bo wiem co chcę zrobić i nie jest to nic „super” 😉 Aczkolwiek o ile jescze wino po obiedzie można wypić, o tyle kupując olej lniany dla kieliszka do przepisu to dopiero przesada 😉

    Tak czy inaczej jakoś nie mam czasu by założyć kartę Tesco w sklepie 🙁

    Odpowiedz
  17. Finansolog

    Również zwrócę uwagę na zakupy w Biedronce. Warto się przejść po sklepie i złapać produkty, które najczęściej kupujemy od „drogich i super marek” bardzo często na etykiecie pojawi się ten sam producent, lub inny z czołowych, ale w innym opakowaniu (chociaż często podobnym jednak z inną etykietą i nazwą). Już nie wspominając o często dużo niższych cenach normalnych, markowych produktów 🙂

    Odpowiedz
  18. Zakupoholiczka

    Ja się powoli oduczam kupowania pod przepis i staram się wykorzystywać zasoby lodówki do ostatniego produktu 😉 Czasem się zrodzi jakiś fajny pomysł na potrawę przy okazji. Na pewno duże znaczenie mają przyzwyczajenia i większa skłonność do kupowania produktów znanych marek. Sama łapię się na tym, że Whiskas wydaje mi się lepszy od biedronkowej karmy, chociaż dla mojego kota to żadna różnica 😉 Pozdrawiam. Natalia

    Odpowiedz

Funkcja trackback/Funkcja pingback

  1. Przegląd tygodnia #2/04 - Life Manager-ka - […] 9 największych zakupowych błędów.  […]

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa