Gdy w związku pada propozycja „zamieszkajmy razem”

W pewnym momencie bycia w związku chcecie w końcu zamieszkać razem. Jest to kompletnie naturalne, bo przecież chcecie spędzać ze sobą najwięcej czasu, szkoda go więc tracić na dojazdy do…
Magda
14.10.2015

W pewnym momencie bycia w związku chcecie w końcu zamieszkać razem. Jest to kompletnie naturalne, bo przecież chcecie spędzać ze sobą najwięcej czasu, szkoda go więc tracić na dojazdy do siebie i kombinowanie.

Jeśli dodatkowo obie strony są bardzo zajęte i mają wiele zajęć, często takie rozwiązanie jest jedynym możliwym, żeby w ogóle się zobaczyć. Więc pada propozycja – „Zamieszkajmy razem”. Nigdy taka decyzja nie powinna być motywowana pieniędzmi, jednakże bardzo często w praktyce może dochodzić do niejasności w tych kwestiach.

Zobacz, co zrobić, żeby wspólne zamieszkanie odniosło sukces. Nie tylko pod kątem finansowym.

Uporządkuj swoje rzeczy

Jeśli każde z Was mieszkało dotychczas samemu, to na pewno macie milion rzeczy. Ubrania, kosmetyki, naczynia, nawet meble. Do tego pewnie będzie mnóstwo rzeczy, które się Wam zdublują – żelazko, deska do prasowania, suszarka na pranie i wiele innych, których nie ma sensu trzymać w domu w liczbie mnogiej. Weźcie się więc do roboty i zgadajcie czyje co zostaje i będzie używane, a reszty się pozbądźcie jeszcze przed przeprowadzką.

No i przejrzyjcie też dokładnie swoje rzeczy osobiste, bo pewnie znajdziecie mnóstwo na przykład ubrań, których nie nosicie, a które niepotrzebnie zapychają szafę. Pamiętaj, że teraz będzie mniej miejsca (najprawdopodobniej) niż wcześniej, więc nie ma sensu się z nimi przeprowadzać. To doskonały moment na tego typu porządki.

Dzielcie się obowiązkami domowymi

To, że ktoś wprowadza się do Ciebie nie znaczy, że powinien nadal wykonywać wszystkie obowiązki domowe – sprzątanie, wyrzucanie śmieci, prasowanie, pranie czy gotowanie. Jeśli Ty wprowadzasz się do kogoś, powinieneś przejąć połowę tych kwestii. Nie mówię, że macie ustalić kto co robi i trzymać się listy, bo to bardziej przypomina układ, niż związek, ale po prostu robić podobnie tyle, co druga strona.

Na początku może to nie być kłopotliwe, bo jesteście zafascynowani nową sytuacją, ale z czasem może powodować frustrację i jedna ze stron, wykonująca więcej obowiązków, może się czuć pokrzywdzona.

Porozmawiajcie o pieniądzach

Jest wiele szkół mówiących o tym, jak powinny wyglądać finanse w związku. Na pewno jednak najgorszą z nich jest „ja kupię to, a Ty kup to”, „ja opłatę te rachunki, a Ty te”. Z jednej prostej przyczyny. To nigdy nie wyjdzie po równo. Jeśli ktoś płaci za coś, i wyjdzie 50-100 zł więcej, to na początku nie zwróci na to uwagi drugiej osobie. I tak już co miesiąc będzie pokrzywdzony.Do momentu, gdy nie dojrzeje, żeby powiedzieć, że jest „stratny”.

Moim zdaniem, najlepszym rozwiązaniem, jest założenie wspólnego konta i wrzucanie tam co miesiąc pieniędzy przez obie strony. To, czy to będzie równa kwota, czy każdy z Was wrzuci do wspólnej skarbonki inną, zależy wyłącznie od Was i Waszych zarobków. Jeśli znacznie się od siebie różnią wysokością, ustalcie po ile się zrzucacie. Możecie też wręcz w pewnym momencie zupełnie połączyć pieniądze i swoje zobowiązania spłacać wspólnie.

Nie jest to wpis, który będzie Wam dokładnie mówił, co zrobić, bo to temat rzeka. Po prostu miejcie świadomość, że to temat, który trzeba omówić i to najlepiej zanim jeszcze ze sobą zamieszkacie.

Kto płaci za mieszkanie? Czy dorzuca się do kredytu, jeśli ten jest wyłącznie na Ciebie? Kto robi zakupy? Kto zajmuje się płaceniem rachunków? To wszystko musi być dokładnie obgadane. A uwaga – temat nigdy nie jest prosty.

Nie zakładaj, że wspólne zamieszkanie to same plusy

Wspólne mieszkanie razem to świetna sprawa. Zasypiacie razem, budzicie się obok siebie, jecie wspólnie śniadanie, to całkiem fajny start do rozpoczęcia dnia. Ale nie zakładajcie, że od teraz będzie tylko fantastycznie. Tak samo, jak mieszkając razem i nie mieszkając, będą się Wam przydarzać kłótnie i nieporozumienia.

Nie mówię, że będzie ich wiele, lub że to jest argument za tym, by jednak razem nie mieszkać, jednakże trzeba sobie uświadomić, że czasem będzie też gorzej. Na dobre i na złe, z tą różnicą, że możesz jednak uciec, gdy będzie źle – ale cały ambaras polega na tym, by nie uciekać.

Pamiętaj, że każdy ma swoje nawyki

I należy je uszanować. Nie powinniśmy zmieniać nikogo na siłę. Wspólne mieszkanie to jeden wielki kompromis. W końcu jesteśmy już dorosłymi ludźmi, którzy zdążyli sobie wyrobić styl życia. Grunt do dobrze się do niego dopasować.

Tak naprawdę najważniejsze jest w tym wszystkim wspólne dogadanie się i bliskość oraz chęć rozmowy. Jak to powiedział Marcin Iwuć na Finblogu 2015, jeśli związek dogada się w kwestiach finansowych, to dogada się również w każdych innych.

 

20 komentarzy
  1. anoriell - Katarzyna Janoska

    Przypomina mi się jak przed przeprowadzką do mieszkania „na studia” mój kolega usłyszał, że zamierzam mieszkać z 3 facetami. Powiedział: „Dziewczyno! Ty chyba zwariowałaś! Przecież będziesz chodzić i zbierać po nich skarpety całymi dniami!”.

    Pół roku później wydarzyła się scena, że faktycznie chodziłam po mieszkaniu i zbierałam z kompletnie losowych miejsc skarpety, kapcie, puste pudełka etc. Moje skarpety. I przypomniałam sobie słowa kolegi o tym mieszkaniu z facetami…
    Właśnie wtedy, w tym konkretnym momencie, zorientowałam się, że bez najmniejszych wątpliwości jestem super-bałaganiarą i że oni biedni muszą z tym żyć. I już do końca moich dni, ktoś będzie musiał z tym żyć i to po mnie zbierać porozrzucane rzeczy, bo ja naprawdę nie zauważam, że one leżą WSZĘDZIE.

    Tak więc… Moim zdaniem najważniejszą zasadą mieszkania z innymi jest MÓWIENIE im co jest nie tak. Bo skarpeta pod stołem w kuchni wydaje się być oczywistym syfiarstwem, ale niektórzy NAPRAWDĘ mogą tego nie zauważać i nawet nie pomyślą, że to komuś może przeszkadzać.
    Zanim więc zrobisz komuś mega-awanturę o rzeczy „oczywiste” upewnij się, czy aby na pewno dla drugiej strony też były takie oczywiste. 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Uhuhu, Pani Bałaganiara 😉 Ale jasne, zgadzam się w 100%. Jeśli coś Ci nie pasuje – pogadaj o tym i zwróć na to uwagę. Druga strona nie jest jasnowidzem.

      Odpowiedz
  2. Agnieszka Skupieńska

    „Nie mówię, że macie ustalić kto co robi i trzymać się listy, bo to bardziej przypomina układ, niż związek”
    Tu bym się akurat nie zgodziła 😉 Tzn. oczywiście co kto lubi, ale w moim związku doskonale sprawdza się właśnie taki układ. Każdy jest odpowiedzialny za swoją działkę i jeśli w pewnym momencie gdzieś robi się bałagan, to od razu wiadomo, czyja to „zasługa” 🙂
    Temat pieniędzy i obowiązków nigdy nie jest łatwy. U mnie na początku kwestia podziału kasy wywoływała sporo kłótni, ale jak już ustaliliśmy rozwiązanie, które nas satysfakcjonuje (w moim przypadku to wspólne konto i wspólne opłacanie wszystkiego), to kłótnie zniknęły i już się więcej nie pojawiły. Zgadzam się z Marcinem Iwuciem 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Agnieszka, no to może rzeczywiście 🙂 Skoro u Ciebie się sprawdza, to pewnie sprawdza się też u innych, ja jakoś nigdy nie byłam przekonana 🙂

      Odpowiedz
      • Marcin

        Zdecydowanie – wspólna kasa i wspólne opłacanie wszystkiego – zero problemów 🙂 Gorzej jeśli chcemy kupić sobie i tylko sobie coś – wówczas druga osoba może mieć jakieś ale. Ale i tu jest rozwiązanie – kieszonkowe! 🙂 I wszystko gra 😉

        Odpowiedz
  3. Gosia

    Przy podejmowaniu decyzji o wspólnym mieszkaniu zazwyczaj kwestia finansów nie jest pierwszym poruszanym tematem 🙂 I to błąd.
    Ale po pierwszej fazie odurzenia warto usiąść i ustalić te kwestie. Dobrze jest też założyć najgorszy scenariusz (czyli rozstanie) i zorganizować to tak, żeby w miarę „łatwo” było wspólne majątki odseparować, żeby nikt nie był stratny. Bardzo trudne do zrobienia, ale nie niemożliwe 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      No nie wiem, czy to błąd 🙂 to nie powinien być pierwszy poruszany temat, ale jeden z pierwszych 😛

      Odpowiedz
    • Karol

      Zacząłem szukanie mieszkania z dziewczyną ZANIM porozmawialiśmy o finansach. Właśnie skończyliśmy swoją pierwszą awanturę.. 😛

      Odpowiedz
  4. daywithcoffee

    Takie przestawienie się na tryb podwójny czeka mnie za niecałe dwa lata. Wiadomo, że nie da się uniknąć konfliktów, ale najważniejsze to rozmawiać między sobą i mówić prosto z mostu czego oczekujemy. No i nie krytykować ciągle 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Za dwa lata? 🙂 To jeszcze kupa czasu!

      Odpowiedz
  5. Mateusz B.

    Tak jak napisałaś, zamieszkanie razem daje dużo więcej swobody i nie musimy tracić mnóstwa czasu na organizowanie się np. żeby się spotkać. Z własnego doświadczenia powiem, że zajmuje sporo czasu, żeby wypracować wspólne metody i dobrze się dogadywać. Początkowo zdajemy sobie sprawę jak mamy różne nawyki i nawet kefir postawiony w nieodpowiednim miejscu może być nieraz początkiem sprzeczki 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Zły kefir, zły! 😉

      Odpowiedz
  6. BJK

    na początku mieszkania może lepiej płacić „z własnej kieszeni” za część zakupów a druga strona za drugą część. Z czasem dojrzeje się do wspólnego konta albo do równego dzielenia paragonu (bo jednego dnia będzie na nim jej maseczka a drugiego jego wiertła 😉 ). A koszty utrzymania mieszkania po połowie. Co do kredytu… Jakby na to nie patrzeć jest to taki sam koszt jak koszt najmu. Więc nie widzę powodu, by obie strony się dorzucały… W większości przypadków i tak będzie to kwota niższa niż koszty najmu 🙂

    Odpowiedz
    • BJK

      małą poprawka: „Więc nie widzę powodu, by obie strony się NIE dorzucały”. Chodzi o to, żeby obie strony to płaciły podczas mieszkania razem. I nie jest to kwota „do zwrotu” w przypadku rozstania…

      Odpowiedz
      • Asia

        Wręcz przeciwnie, kredyt to nie najem. Dorzucanie się komuś do spłaty pożyczki na lokum to bogacenie się jednej strony kosztem drugiej, jeśli nie nastąpi późniejsze sensowne rozliczenie (zazwyczaj rzadko następuje).

        Odpowiedz
        • Anna

          Ok, a co w sytuacji jesli jedna strona wynajmuje sobie mieszkanie, a druga mieszka w mieszkaniu swoim, ale ma na nie kredyt? To w takim razie podejmując decyzję o wspólnym mieszkaniu mamy poszukać nowego do wynajęcia? Wydaje mi sie to trochę bez sensu. Jesli rata kredytu i czynsz są mniejsze niz wynajem ,,na mieście” to dlaczego mamy nie mieszkać w mieszkaniu jednego z nas? Szczerze mówiąc nie rozumiem Twojego argumentu o dorabianiu się.

          Odpowiedz
        • Magda

          Asia, ale jakby nie patrzeć, gdzieś mieszkać trzeba. A jeśli nie u kogoś, kto spłaca kredyt, to w wynajmowanym, za który trzeba byłoby zapłacić. Nie widzę więc problemu, by płacić komuś pomagając jednocześnie spłacać kredyt.

          Odpowiedz
          • BJK

            często koszt najmu jest wyższy niż rata kredytu plus czynsz. Jeśli się ktoś wprowadza do osby która płaci (przykładowo) 1000zł kredytu + 400zł najmu + 200zł za pozostałe rachunki to koszt mieszkania wynosi 1600zł. Więc po 800zł na osobę. To wszystko. Inną sprawą jest gdy ktoś uzupełnia umeblowanie etc – wtedy jest to wzbogacenie się jednej ze stron w przypadku rozstania.

  7. norbert

    W moim przypadku najpierw ślub a później mieszkanie razem.

    Odpowiedz
  8. Grzegorz

    Wspólne mieszkanie to także obowiązki, ale według mnie lepiej jest zamieszkać z drugą połówką przed ślubem i sprawdzić jak się będzie dogadywać. Lepiej rozstać się wcześniej niż po ślubie, gdy będą już dzieci.

    Odpowiedz

Funkcja trackback/Funkcja pingback

  1. Przegląd najlepszych polskich blogów – Październik 2015. - […] Gdy w związku pada propozycja „zamieszkajmy razem” – hmm, mój wieloletni związek rozpadł się jakiś czas temu, więc póki…

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa