Czy oszczędzanie znaczy żałować sobie przyjemności?

·

tumblr mzzqwkttbr1st5lhmo1 1280

Aktualizacja: 3 września 2026 (pierwotnie opublikowany: 11 lipca 2014). Tekst napisany od nowa i mocno rozbudowany.

„Nie oszczędzam, bo lubię żyć.” Słyszałam to od znajomych tyle razy, że mogłabym nagrać automatyczną odpowiedź. W tym jednym zdaniu siedzi przekonanie, które psuje ludziom finanse skuteczniej niż niejeden zły nawyk: że oszczędzanie i przyjemność stoją po dwóch stronach barykady. Że jak zaczniesz odkładać, to skończysz z życiem szarym jak listopadowe niebo, licząc każdą kromkę chleba.

A to nieprawda. Oszczędzanie nie polega na odbieraniu sobie życia. Polega na tym, żeby świadomie decydować, na co idą Twoje pieniądze, zamiast budzić się pierwszego dnia miesiąca i zastanawiać, gdzie się podziała wypłata.

Skąd się bierze mit wyrzeczeń

Wyobrażenie oszczędnej osoby jako sknery liczącej grosze bierze się z mylenia dwóch różnych rzeczy: mądrej oszczędności i skąpstwa. Skąpiec odmawia sobie wszystkiego, nawet potrzebnych rzeczy, i faktycznie żyje w ciągłym napięciu. Ale to nie jest oszczędzanie, tylko jego karykatura. Pisałam o tej różnicy osobno, we wpisie oszczędna czy skąpa – warto tam zajrzeć, bo to fundament całej sprawy.

Prawdziwa oszczędność wygląda inaczej. Nie chodzi w niej o to, żeby wydawać jak najmniej, tylko żeby wydawać rozsądnie: nie płacić za rzeczy, które nic Ci nie dają, i bez wahania płacić za te, które naprawdę coś znaczą.

Skrajne oszczędzanie nie działa (tak jak głodówka)

Znasz to z diet. Postanawiasz jeść samą sałatę, wytrzymujesz tydzień, a potem rzucasz się na wszystko, co pod ręką, i lądujesz w gorszym miejscu niż na starcie. Z pieniędzmi jest identycznie. Jeśli z dnia na dzień odetniesz sobie każdą przyjemność, wytrzymasz miesiąc, może dwa. Potem przyjdzie bunt, a po nim zakupy na pocieszenie, które wywrócą budżet do góry nogami.

Dlatego oszczędzanie, które ma szansę przetrwać, musi zostawiać miejsce na życie. Nie jako nagrodę „jak już odłożę”, tylko jako stały składnik planu. Budżet bez ani jednej przyjemności jest równie nierealny co dieta bez jednego kawałka czekolady.

Tnij to, czego nie zauważasz, nie to, co kochasz

Tu jest cała tajemnica. Większość z nas ma w wydatkach sporo rzeczy, które nie dają żadnej radości: abonamenty, z których nie korzystamy, jedzenie, które ląduje w koszu, drobne zakupy z rozpędu, przepłacanie za coś tylko dlatego, że nie sprawdziliśmy taniej. To są wycieki. Można je zakręcić i nawet tego nie poczuć.

Za to jeśli kochasz sobotnią kawę w ulubionej kawiarni albo raz w roku wyjazd w góry, to nie tam szukaj oszczędności. Odbieranie sobie rzeczy, które realnie robią Ci dobrze, żeby zaoszczędzić grosze, jest złym interesem. Oszczędzasz mało, a tracisz dużo. Więcej o tym, na co warto odkładać i pozwalać sobie bez wyrzutów, napisałam w tekście na co warto oszczędzać.

Wydawaj zgodnie z tym, co dla Ciebie ważne

Spróbuj czegoś prostego. Wypisz rzeczy, na które wydajesz pieniądze, i przy każdej zadaj sobie jedno pytanie: czy to naprawdę coś dla mnie znaczy? Zobaczysz, że część wydatków od razu wyda Ci się bez sensu, a przy innych pomyślisz „tego bym nie oddała”. To jest Twoja mapa. Na tym, co znaczy, zostaw pieniądze. Resztę tnij bez sentymentu.

Dla jednej osoby ważne będą książki, dla innej dobre jedzenie, dla jeszcze innej podróże albo hobby. Nie ma jednej właściwej listy. Jest tylko Twoja. I sens polega na tym, żeby oszczędzać na cudzych priorytetach, a nie na swoich.

Zaplanuj przyjemności w budżecie

Brzmi mało romantycznie, ale działa. Wydziel w budżecie kwotę na przyjemności – taką, która mieści się w Twoich możliwościach – i wydawaj ją bez poczucia winy. Gdy przyjemność jest zaplanowana, przestaje być „grzechem”, za który się potem karcisz. Paradoksalnie łatwiej wtedy trzymać się reszty planu, bo nie masz poczucia, że wszystkiego sobie odmawiasz.

Przy większych zachciankach sprawdza się jeszcze jedna sztuczka: reguła doby. Zanim kupisz coś pod wpływem impulsu, odczekaj dzień. Część rzeczy po prostu przestanie Cię ciągnąć, a te, które zostaną, kupisz ze spokojem, a nie w gorączce. To jeden z prostszych sposobów, żeby oszczędzać, nie rezygnując z niczego, co naprawdę Cię cieszy – zebrałam ich więcej w 9 sposobach na bezbolesne oszczędzanie.

Największa przyjemność to spokój

Jest jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć, gdy myślimy o oszczędzaniu w kategoriach wyrzeczeń. Poduszka na koncie to też przyjemność. Tylko innego rodzaju: to spokojny sen, brak paniki przy zepsutej pralce, możliwość powiedzenia „nie” pracy, która Cię wykańcza. Pieniądze odłożone na czarną godzinę nie leżą bezużytecznie. One kupują Ci coś, czego nie da się kupić w sklepie: poczucie bezpieczeństwa.

I to jest sedno. Oszczędzanie nie jest przeciwieństwem przyjemności. Jest sposobem, żeby mieć jej w życiu więcej, tylko mądrzej rozłożonej w czasie: trochę teraz, sporo później, i bez ceny w postaci ciągłego stresu o pieniądze.

Jeśli ciągle znajdujesz powód, żeby nie zaczynać, zajrzyj jeszcze do wpisu o wymówkach, które powstrzymują przed oszczędzaniem. A jeśli chcesz po prostu ruszyć z miejsca, zacznij od domowego budżetu i wpisz do niego osobną linijkę: przyjemności. Serio, to najważniejsza pozycja w całym planie.

Magda Bród – autorka bloga

O autorce

Magda Bród

Od ponad dekady w świecie finansów – współtworzyłam redakcję Money.pl, od 2011 roku prowadzę własną firmę, współpracowałam z GPW i fintechami. Na blogu tłumaczę finanse osobiste prosto, po ludzku i na konkretnych przykładach.

Ostatnie komentarze

Nie przegap nowych wpisów

Zapisz się na newsletter i odbieraj praktyczne wskazówki o finansach osobistych prosto na maila.

Dyskusja

Komentarze

  1. Ja też uważam, że można być oszczędnym, ale nie wolno popadać w skrajność, bo do skąpstwa krótka droga.

    Co do wspomnianych tabletu i czytnika (jak i innych rzeczy które mogą spełniać te same role) to według mnie jeśli potrzebne są nam obie rzeczy i z nich korzystamy albo np. dziecko bawi się na tablecie, a my czytamy e-booka, to nie jest rozrzutność. Inaczej gdybyśmy kupowali tylko po to, żeby mieć.

    1. Nie no samo kupowanie po to, żeby mieć, jest zupełnie bez sensu, to prawda 🙂

  2. Ja kiedyś usłyszałam coś w rodzaju „600 zł za buty?! Chyba zwariowałaś! W [tu nazwa jakiegoś marketu spożywczego] widziałem takie za 150!”

    A warto dodać, że mowa o trekach w średnio wysokie góry.

    Oszczędzanie na własnym bezpieczeństwie to już jakiś wyższy poziom skąpstwa… i głupoty zarazem.

    1. 100% racji 🙂

    2. Czasem niestety prawda jest taka, że te buty z marketu są jakościowo zbliżone lub lepsze od tych w sklepach typowo ze sprzętem. Nie bez powodu do sklepów pewnej niemieckiej sieci ustawiają się kolejki jeszcze przed otwarciem, jak serwrują dobry sprzęt w niższych cenach 🙂

  3. Oj Magda! Z tymi lodami to trochę przesadziłaś 🙂 Prędzej odmówię sobie lodów niż dobrego sprzętu lub miłych wrażeń 🙂 Według mnie to właśnie rezygnacja z takich małych i mało istotnych, chwilowych przyjemności (np. z czynnika latte jakim są lody) pozwala nam oszczędzać na lepsze, bardziej wartościowe przeżycia. I tutaj jako przeżycia rozumiem np. super koncert, ale też dobry sprzęt, który pozwoli nam się rozwijać jak np. czytnik lub tablet 🙂

    W oszczędzaniu trzeba być konsekwentnym, ale przede wszystkim rozsądnym i nie dać się zwariować 🙂

    1. Sobie odmówisz, ale czy dziecku…? 😀

      1. Jeszcze nie mam, więc trudno to przewidzieć 😉

        Ale bazując na tym co pisał np. Marcin Iwućto dzieciom też da się wiele wytłumaczyć 🙂

        1. No dobra dobra, ale ja i tak bym sobie lodów nie odmówiła 😛 No wiadomo, że niecodziennie… ale raz na jakiś czas.

          1. @Marek: Jeśli chcesz wpajaj dziecku, że lody ze sklepu to sam cukier i niezdrowe dodatki, ale nie używaj sformułowania, że to „sama chemia”, bo i woda z kranu jest samą chemią i mleko prosto od krowy jest samą chemią i szpinak prosto z domowego ogródka jest również samą chemią.

            Być może Twoje dziecko zechce kiedyś zostać naukowcem, a Ty póki co zniechęcasz je do tego rysując czarny obraz bogu ducha winnej dziedziny nauki jaką jest chemia.

            Komentarz trochę z przymrużeniem oka, ale nie mogę przejść obojętnie obok tego arcybzdurnego sformułowania…

          2. O widzisz, a ja nigdy nie pomyślałam o określeniu „sama chemia” w ten sposób 🙂 Zmieniłaś moje podejście! 😀

          3. Przyczepię się na moment do tych lodów – raz na jakiś czas pewnie nie zaszkodzi, ale u nas w domu generalnie całkowicie odeszliśmy od lodów wyrabianych przemysłowo i robimy je sami. Teraz tylko kwestia przekonać dziecko, czy wpoić mu, że to co sprzedają w sklepach to sama chemia, a w przygodnej budce nie poznamy składu tych lodów (choć w większości to gotowce z proszku, prawie wszędzie takie same), więc to też taka trutka na szczury 😉
            Na urlopie czy od wielkiego dzwonu, gdy będzie bardzo chciało to nie widzę problemu, ale z „niedzielnego” spaceru lepiej się wraca z myślą o kawie i pysznych domowych lodach owocowych.

            Dla mnie oszczędności to przede wszystkim zmiana nawyków i podejścia do codziennych drobiazgów. Nie ma sensu odmawiać sobie przyjemności, by żyć jako nieszczęśliwy człowiek:)

          4. Co do sztucznych lodów, zdecydowanie się zgadzam 🙂 Jak o nich pisałam, miałam raczej na myśli te z produkcji własnej, jest we Wrocławiu kilka takich. le co do całej reszty – masz rację. Nie ma nic lepszego niż domowe lody 🙂

          5. My wymieniliśmy lody na dobrze schłodzonego arbuza, polecam wszystkim 🙂

  4. A moim zdaniem w oszczędzaniu chodzi o to, żeby sobie samemu postawić jakieś granice. Są takie przyjemności, na które sobie nie żałuję, ale w rozsądnych granicach właśnie – na przykład pizza raz w tygodniu. Lubię i już, choć może i to jest rozrzutność. Ale potrafię też zrezygnować z jakichś drobnych przyjemności, jeśli akurat potrzebuję uzbierać większą kwotę na coś, na czym bardziej mi zależy. Odmawianie sobie wszystkich przyjemności, bo się oszczędza (choć stać Cię na przyjemności), to jest właśnie skąpstwo.

    1. Agnieszka, fajnie to podsumowałaś – trzeba samemu postawić sobie granice. I tak np. dla Gosi – niedzielne lody to rozrzutność, a dla mnie nie 🙂

      1. Agnieszka chyba najtrafniej to ujęłaś 🙂 Moje granice mieszczą np. gofry nad morzem, ale lody to już nie – muszę to przemyśleć 😀

  5. Awatar Catherine
    Catherine

    Bo oszczędzanie samo w sobie to pojęcie bardzo pojemne 🙂 Może oznaczać bycie skrupulatnym w wydatkach, może oznaczać po prostu bycie rozsądnym, a może również ograniczanie wydatków w jednej dziedzinie, by sfinansować inną. Dla mnie oszczędzanie to po prostu niewydawanie pieniędzy na głupoty i rzeczy słabej jakości oraz przedmioty niepotrzebne 🙂

    Jeśli potrzebujesz i czytnik i tablet i są to przedmioty, które Ci służą i je lubisz to nie widzę tu nawet grama rozrzutności (jesli jest ona w ogóle przeciwieństwem oszczędzania)!

    1. W sumie, to Twoja definicja oszczędzania jest całkiem sensowna 🙂

  6. Awatar Libetias
    Libetias

    Czytałem, że zbyt hardcorowe oszczędzanie może dać nawet odwrotny efekty. Bo wystarczy, że raz pękniemy i możemy przestać oszczędzać, a nawet wydać oszczędności (jeżeli nie były odłożone na inne konto, do skarbonki). W sumie sam doświadczyłem tego kilka razy :p

    Tu podoba mi się porada z książki „Bogaty albo biedny” – każdego miesiąca trzeba wydać 10% na przyjemności. No może nie byłbym aż tak restrykcyjny, żeby wydawać każdego miesiąca 10%, ale trzeba pamiętać, że w życiu też potrzeba przyjemności.

    1. No coś w tym jest 🙂

  7. Awatar kisia21
    kisia21

    Zgadzam się z artykułem, oszczędzać możemy np na niekupowaniu czegoś, co nam zupełnie nie jest potrzebne. Wracając do zakupu tabletu, dla niektórych ta rzecz jest niezbędna np w pracy, lecz niektórzy ją kupują aby po prostu była i wtedy to już jest niepotrzebne wydawanie pieniędzy.

  8. Awatar Krzysztof homoklikus Krajewski
    Krzysztof homoklikus Krajewski

    Wisiał ten wpis kilka dni u mnie w czytniku, ale dopiero teraz się do niego dobrałem. Po przeczytaniu wstępu miałem ochotę Cię udusić, ale mi przeszło 😛 Bo przecież ten „rykoszet” to jest Twoja subiektywna opinia, bo obiektywnie rzecz biorąc mam rację 😉

    Przyszła mi do głowy tylko jedna opcja, kiedy mógłbym kupić czytnik ebooków 😉 Kupiłbym go tylko wtedy gdybym w ogóle nie potrzebował tabletu 🙂 Czyli generalnie marne szanse, tablet oprócz czytania ebooków służy mi do pracy jeśli nie mam dostępu do komputera, i do zabijania czasu np. gdy tłukę się 7 godzin w pociągach jadąc na moje kochane mazury 🙂

    Generalnie Magdo ja mam na ten temat swoje zdanie, i jestem w tym konsekwentny, a Ty masz swoje, i to nie mam nic wspólnego z przekomarzaniem.

    1. Ależ przecież nie ma mnie o co dusić 🙂 Po prostu zainspirowałeś mnie do wpisu.
      Obiektywnie rzecz biorąc masz rację? Nie sądzę, tutaj nie da się ocenić tego obiektywnie w ogóle.

      Ja również nie mam zamiaru się przekomarzać, żeby nie było.

  9. No to powiem w ten sposób: co kto lubi. Jak sama napisałaś życie bez przyjemności to skąpstwo. Teraz pytanie czy oszczędzamy by na koniec życia pochowano nas w złotej trumnie z poduszką wypchaną dolarami? Czy może żeby mieć coś z życia? Ja sam w ciagu ostatniego roku „wyrzuciłem”, jak to określiły pewne osoby, pieniądze „w błoto” lecąc na 24 godziny do Sztokholmu i na 24 godziny do Oslo. Samemu organizując sobie przelot, transfer z/do lotnisk, hotel na miejscu. Również dotyczyło to, że na miejscu wziąłem hotele 4* a nie jakiś hostel. Szkoda tylko, że nie wzięli pod uwagę, że w Sztokholmie zapłaciłem raptem 20€ więcej za dwie osoby w 4* Radissonie niż widziałem hostele (pośrednik z Chin:D ), w Oslo podobnie. I powiem szczerze, że lepiej odpocząłem w tą dobę przelotu, zwiedzania i powrotu Skandynawii niż podczas 4 dni wolnego nad Bałtykiem;) A cenowo podobnie.
    To samo dotyczy mojej pasji, którą ostatnio rozwijam w kierunku kolekcjonerstwa produktów limitowanych. Oprócz czystej przyjemności hobbistycznej (od której się zaczęła kolekcja) doszła część pragmatyczna jaką jest wartość inwestycyjna przedsięwzięcia – a nie da się ukryć, że kupienie produktu za około 30% jego rynkowej wartości jest inwestycją. No i do tego emocje związane z wzięciem udziału w klasycznej aukcji w brytyjskim domu aukcyjnym gdzie facet z młoteczkiem siedzi i mówi z autentycznym zaskoczeniem w głosie o „licytującym z Polski”:)
    A drobne przyjemności też są potrzebne. U mnie najczęściej dotyczy to wyjścia do kina czy np jedzenia na mieście. Mimo, że jak mam „gorszy” miesiąc to strasznie ograniczam tego typu akcje to mimo wszystko są one obecne i nie wyobrażam sobie przewegetowania miesiąca, roku czy życia bez przyjemnoci w imię oszczędzania. Nie bądźmy Sknerusami McKwaczami!!

    1. Nieźle, nieźle 🙂

      Przyznam, że ja bym się nie pisała na 24-godzinne wyprawy tego typu, ale no właśnie! Kto co lubi!

      Pozdrawiam!

      1. mając bardzo ograniczony czas zupełnie inaczej się podchodzi do zwiedzania danego miejsca. Wiadome jest, że nie można nic odłożyć „na jutro”;) Inna sprawa, że Skandynawię uwielbiam po prostu i strasznie chciałem się tam znów wybrać (poprzednio byłem w Helsinkach ponad 10 lat temu!) więc korzystając z tanich lotów (dwie osoby w dwie strony poniżej 100zł 😉 ) poleciałem 🙂

        1. No pewnie, że tak, że inaczej – ale jednak to chyba nie moje klimaty. Chociaż może kiedyś spróbuję 🙂

  10. Awatar Paweł
    Paweł

    w moim wypadku, jeżeli coś kupię i rzeczywiście tej rzeczy czy usługi używam, to jej cena nie ma większego znaczenia. gorzej, że zdarza mi sie kupić okazyjnie rzeczy, których nie używam a nawet o których zapominam, że istnieją :/ np, na Steamie mam ponad 100 gier a grałem może w 10. Po co je kupiłem? Nie mam pojęcia, głównie dlatego, że były tanie…

    1. No niestety, czasem wpadamy w takie pułapki :/

  11. Awatar Piotrek
    Piotrek

    Myślę, że odrobina luksusu, nawet czasem odrobina zbytku się przyda. Warto zadbać o siebie i kupić czasami to, co nie jest konieczne i niezbędne.

    Oczywiście żadna skrajność nie jest dobra. Ani nadmierna rozrzutność, ani nadmierne skąpstwo (bo do niczego nie prowadzi).

  12. Jest jeszcze jeden bardzo ważny szczegół. Jak się wychodzi z bardzo biednej rodziny, z tymi wszystkimi mantrami (nie stać nas, nie ma, nie idziemy gdzieś bo nas nie stać, nie dostaniesz tego tamtego). Baaardzo trudno z tego wyjść, a najtrudniej nauczyć się oszczędzać. Bo ma się kod wydawania wszystkiego (bo nadwyżki nigdy nie było). Temat rzeka, książka 500 stron by z tego wyszła. Trudno też, z drugiej strony, rozpieszczać siebie. Dla niektórych to wszystko to sprawa prosta, dla kogoś takiego jak ja, to Mount Everest… Dochodzą do tego poczucia winy, jakaś chora odpowiedzialność i wstyd za wydawanie (bo przecież zacniej by było rozdać całej rodzinie potrzebującej, ale ich tyle i w takich tarapatach, ze i 10 mln by nie starczyło i oni tego oczekują) Jestem pierwsza w rodzinie po studiach. Pierwsza z własną firmą i zarabiająca więcej niż średnia krajowa. Mogłabym (wiem ze mogłabym) więcej, ale te kody tak ciężko idą. A pracuję bardzo ciężko nad sobą.

    1. Jo., poruszyłaś bardzo dobry temat. Nawet nadający się na wpis. W 100% się z Tobą zgadzam, bo ja również jestem pierwsza w rodzinie po studiach. I też na początku tak ze mną było, ale jakoś się nauczyłam 🙂

  13. „Zbyt skrajne oszczędzanie i żałowanie sobie na przyjemności, bardzo szybko może przeistoczyć się w skąpstwo”

    A skąpstwo może się przerodzić w coś jeszcze gorszego.
    Mam takiego znajomego, który często sonduje śmietniki pod kątem rzeczy zostawionych przez ludzi. Ostatnio chwalił się, że ktoś wystawił markowe sportowe buty „nawet nie całkiem zużyte” i on w nich teraz chodzi.
    Dla rozjaśnienia sytuacji wyjaśniam, że ten człowiek, jak na warunki lokalne, dobrze zarabia, tylko jak sam mówi o sobie „jest oszczędny”.

    1. O dzizas, aż strach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *