Czy oszczedzać znaczy żałować sobie na przyjemności?

Tak przy piątku, porozkminiajmy dziś sobie. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie komentarz Homoklikusa pod wpisem o produktach, których nie warto kupować w markecie. Oczywiście temat jest dość uniwersalny, ale…
Magda
11.07.2014

Tak przy piątku, porozkminiajmy dziś sobie. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie komentarz Homoklikusa pod wpisem o produktach, których nie warto kupować w markecie. Oczywiście temat jest dość uniwersalny, ale weźmy jako przykład mnie 🙂 (co za case)

Głównie chodziło o zdanie:

Czytnik i tablet? I Ty piszesz o oszczędzaniu

Dyskusja toczyła się na temat czytników e-booków, według Homoklikusa:

A przede wszystkim w życiu nie kupiłbym czytnika ebooków, Boże kto to w ogóle wymyślił O_O, to już lepiej kupić sobie Chiński tablet na którym można sobie te gazetki poczytać i po robić kupę innych rzeczy

Ja wyjaśniłam jaka jest różnica między czytnikiem a tabletem i napisałam, że mam i czytnik, i tablet. Bo oba te urządzenia służą mi do czegoś innego. No i właśnie – Czy to znaczy, że nie mogę być oszczędna, skoro mam wiele urządzeń? 🙂 Żeby nie było, odejdźmy już od Homoklikusa, który dostał trochę rykoszetem, a pewnie chciał się tylko trochę poprzekomarzać.

Moim zdaniem bycie oszczędnym może iść w parze z kupowaniem przydatnych (może niekoniecznie niezbędnych, bo i bez tabletu i bez Kindle’a bym się obyła) przedmiotów (w tym przypadku urządzeń). To wcale nie oznacza, że szastam pieniędzmi na prawo i lewo 🙂

Inaczej – gdybym, kupując ten nieszczęsny tablet i czytnik (swoją drogą czytnik był pierwszy), nie porównała nigdzie cen i kupiła te produkty impulsywnie – bez przemyślenia, czy w ogóle są mi potrzebne, oznaczałoby to, że nie jestem oszczędna.

Ale było inaczej – oba te sprzęty były przemyślane. Na Kindle’a czaiłam się tak długo, że udało mi się doczekać promocji i kupić go za 59$ (Ok, plus cło czy jakieś tam jeszcze inne podatki, przesyłka i wyszło prawie 100$, to nadal naprawdę tanio). Tablet dostałam za parę złotych do abonamentu, który de facto wynosi mnie miesięcznie 25 zł.

Zostawmy już tę elektronikę i idźmy dalej

Zbyt skrajne oszczędzanie i żałowanie sobie na przyjemności, bardzo szybko może przeistoczyć się w skąpstwo (o różnicach pisałam tutaj). A skąpy człowiek, to nieszczęśliwy człowiek. Wyobrażasz sobie, że podczas niedzielnego, letniego spaceru, odmówisz sobie albo swojemu dziecku kupna lodów? Bo szkoda pieniędzy? (mimo że je masz?), albo że nigdy nie chodzisz do restauracji, bo za drogo? (mimo że Cię stać?). Można by tak wymieniać.

A przecież w życiu właśnie chodzi o te momenty przyjemności. A w oszczędzaniu o to, żeby móc sobie na nie pozwolić.

I to, że sobie na nie pozwalamy, wcale nie oznacza, że nie jesteśmy oszczędni. Powiem więcej, gdybyśmy nie byli, to nie moglibyśmy sobie na nie pozwolić.

A co Ty o tym sądzisz? Pozwalasz sobie na zakupy, które nie są Ci niezbędne, ale przydają Cię w Twoim życiu? Lub umilają chwile?

35 komentarzy
  1. Paweł

    Ja też uważam, że można być oszczędnym, ale nie wolno popadać w skrajność, bo do skąpstwa krótka droga.

    Co do wspomnianych tabletu i czytnika (jak i innych rzeczy które mogą spełniać te same role) to według mnie jeśli potrzebne są nam obie rzeczy i z nich korzystamy albo np. dziecko bawi się na tablecie, a my czytamy e-booka, to nie jest rozrzutność. Inaczej gdybyśmy kupowali tylko po to, żeby mieć.

    Odpowiedz
    • Magda

      Nie no samo kupowanie po to, żeby mieć, jest zupełnie bez sensu, to prawda 🙂

      Odpowiedz
  2. anoriell

    Ja kiedyś usłyszałam coś w rodzaju „600 zł za buty?! Chyba zwariowałaś! W [tu nazwa jakiegoś marketu spożywczego] widziałem takie za 150!”

    A warto dodać, że mowa o trekach w średnio wysokie góry.

    Oszczędzanie na własnym bezpieczeństwie to już jakiś wyższy poziom skąpstwa… i głupoty zarazem.

    Odpowiedz
    • Magda

      100% racji 🙂

      Odpowiedz
    • Gosia

      Czasem niestety prawda jest taka, że te buty z marketu są jakościowo zbliżone lub lepsze od tych w sklepach typowo ze sprzętem. Nie bez powodu do sklepów pewnej niemieckiej sieci ustawiają się kolejki jeszcze przed otwarciem, jak serwrują dobry sprzęt w niższych cenach 🙂

      Odpowiedz
  3. Gosia

    Oj Magda! Z tymi lodami to trochę przesadziłaś 🙂 Prędzej odmówię sobie lodów niż dobrego sprzętu lub miłych wrażeń 🙂 Według mnie to właśnie rezygnacja z takich małych i mało istotnych, chwilowych przyjemności (np. z czynnika latte jakim są lody) pozwala nam oszczędzać na lepsze, bardziej wartościowe przeżycia. I tutaj jako przeżycia rozumiem np. super koncert, ale też dobry sprzęt, który pozwoli nam się rozwijać jak np. czytnik lub tablet 🙂

    W oszczędzaniu trzeba być konsekwentnym, ale przede wszystkim rozsądnym i nie dać się zwariować 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Sobie odmówisz, ale czy dziecku…? 😀

      Odpowiedz
      • Gosia

        Jeszcze nie mam, więc trudno to przewidzieć 😉

        Ale bazując na tym co pisał np. Marcin Iwućto dzieciom też da się wiele wytłumaczyć 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          No dobra dobra, ale ja i tak bym sobie lodów nie odmówiła 😛 No wiadomo, że niecodziennie… ale raz na jakiś czas.

          Odpowiedz
          • anoriell

            @Marek: Jeśli chcesz wpajaj dziecku, że lody ze sklepu to sam cukier i niezdrowe dodatki, ale nie używaj sformułowania, że to „sama chemia”, bo i woda z kranu jest samą chemią i mleko prosto od krowy jest samą chemią i szpinak prosto z domowego ogródka jest również samą chemią.

            Być może Twoje dziecko zechce kiedyś zostać naukowcem, a Ty póki co zniechęcasz je do tego rysując czarny obraz bogu ducha winnej dziedziny nauki jaką jest chemia.

            Komentarz trochę z przymrużeniem oka, ale nie mogę przejść obojętnie obok tego arcybzdurnego sformułowania…

          • Magda

            O widzisz, a ja nigdy nie pomyślałam o określeniu „sama chemia” w ten sposób 🙂 Zmieniłaś moje podejście! 😀

          • Marek

            Przyczepię się na moment do tych lodów – raz na jakiś czas pewnie nie zaszkodzi, ale u nas w domu generalnie całkowicie odeszliśmy od lodów wyrabianych przemysłowo i robimy je sami. Teraz tylko kwestia przekonać dziecko, czy wpoić mu, że to co sprzedają w sklepach to sama chemia, a w przygodnej budce nie poznamy składu tych lodów (choć w większości to gotowce z proszku, prawie wszędzie takie same), więc to też taka trutka na szczury 😉
            Na urlopie czy od wielkiego dzwonu, gdy będzie bardzo chciało to nie widzę problemu, ale z „niedzielnego” spaceru lepiej się wraca z myślą o kawie i pysznych domowych lodach owocowych.

            Dla mnie oszczędności to przede wszystkim zmiana nawyków i podejścia do codziennych drobiazgów. Nie ma sensu odmawiać sobie przyjemności, by żyć jako nieszczęśliwy człowiek:)

          • Magda

            Co do sztucznych lodów, zdecydowanie się zgadzam 🙂 Jak o nich pisałam, miałam raczej na myśli te z produkcji własnej, jest we Wrocławiu kilka takich. le co do całej reszty – masz rację. Nie ma nic lepszego niż domowe lody 🙂

          • Gosia

            My wymieniliśmy lody na dobrze schłodzonego arbuza, polecam wszystkim 🙂

  4. Agnieszka

    A moim zdaniem w oszczędzaniu chodzi o to, żeby sobie samemu postawić jakieś granice. Są takie przyjemności, na które sobie nie żałuję, ale w rozsądnych granicach właśnie – na przykład pizza raz w tygodniu. Lubię i już, choć może i to jest rozrzutność. Ale potrafię też zrezygnować z jakichś drobnych przyjemności, jeśli akurat potrzebuję uzbierać większą kwotę na coś, na czym bardziej mi zależy. Odmawianie sobie wszystkich przyjemności, bo się oszczędza (choć stać Cię na przyjemności), to jest właśnie skąpstwo.

    Odpowiedz
    • Magda

      Agnieszka, fajnie to podsumowałaś – trzeba samemu postawić sobie granice. I tak np. dla Gosi – niedzielne lody to rozrzutność, a dla mnie nie 🙂

      Odpowiedz
      • Gosia

        Agnieszka chyba najtrafniej to ujęłaś 🙂 Moje granice mieszczą np. gofry nad morzem, ale lody to już nie – muszę to przemyśleć 😀

        Odpowiedz
  5. Catherine

    Bo oszczędzanie samo w sobie to pojęcie bardzo pojemne 🙂 Może oznaczać bycie skrupulatnym w wydatkach, może oznaczać po prostu bycie rozsądnym, a może również ograniczanie wydatków w jednej dziedzinie, by sfinansować inną. Dla mnie oszczędzanie to po prostu niewydawanie pieniędzy na głupoty i rzeczy słabej jakości oraz przedmioty niepotrzebne 🙂

    Jeśli potrzebujesz i czytnik i tablet i są to przedmioty, które Ci służą i je lubisz to nie widzę tu nawet grama rozrzutności (jesli jest ona w ogóle przeciwieństwem oszczędzania)!

    Odpowiedz
    • Magda

      W sumie, to Twoja definicja oszczędzania jest całkiem sensowna 🙂

      Odpowiedz
  6. Libetias

    Czytałem, że zbyt hardcorowe oszczędzanie może dać nawet odwrotny efekty. Bo wystarczy, że raz pękniemy i możemy przestać oszczędzać, a nawet wydać oszczędności (jeżeli nie były odłożone na inne konto, do skarbonki). W sumie sam doświadczyłem tego kilka razy :p

    Tu podoba mi się porada z książki „Bogaty albo biedny” – każdego miesiąca trzeba wydać 10% na przyjemności. No może nie byłbym aż tak restrykcyjny, żeby wydawać każdego miesiąca 10%, ale trzeba pamiętać, że w życiu też potrzeba przyjemności.

    Odpowiedz
    • Magda

      No coś w tym jest 🙂

      Odpowiedz
  7. kisia21

    Zgadzam się z artykułem, oszczędzać możemy np na niekupowaniu czegoś, co nam zupełnie nie jest potrzebne. Wracając do zakupu tabletu, dla niektórych ta rzecz jest niezbędna np w pracy, lecz niektórzy ją kupują aby po prostu była i wtedy to już jest niepotrzebne wydawanie pieniędzy.

    Odpowiedz
  8. Krzysztof homoklikus Krajewski

    Wisiał ten wpis kilka dni u mnie w czytniku, ale dopiero teraz się do niego dobrałem. Po przeczytaniu wstępu miałem ochotę Cię udusić, ale mi przeszło 😛 Bo przecież ten „rykoszet” to jest Twoja subiektywna opinia, bo obiektywnie rzecz biorąc mam rację 😉

    Przyszła mi do głowy tylko jedna opcja, kiedy mógłbym kupić czytnik ebooków 😉 Kupiłbym go tylko wtedy gdybym w ogóle nie potrzebował tabletu 🙂 Czyli generalnie marne szanse, tablet oprócz czytania ebooków służy mi do pracy jeśli nie mam dostępu do komputera, i do zabijania czasu np. gdy tłukę się 7 godzin w pociągach jadąc na moje kochane mazury 🙂

    Generalnie Magdo ja mam na ten temat swoje zdanie, i jestem w tym konsekwentny, a Ty masz swoje, i to nie mam nic wspólnego z przekomarzaniem.

    Odpowiedz
    • Magda

      Ależ przecież nie ma mnie o co dusić 🙂 Po prostu zainspirowałeś mnie do wpisu.
      Obiektywnie rzecz biorąc masz rację? Nie sądzę, tutaj nie da się ocenić tego obiektywnie w ogóle.

      Ja również nie mam zamiaru się przekomarzać, żeby nie było.

      Odpowiedz
  9. BJK

    No to powiem w ten sposób: co kto lubi. Jak sama napisałaś życie bez przyjemności to skąpstwo. Teraz pytanie czy oszczędzamy by na koniec życia pochowano nas w złotej trumnie z poduszką wypchaną dolarami? Czy może żeby mieć coś z życia? Ja sam w ciagu ostatniego roku „wyrzuciłem”, jak to określiły pewne osoby, pieniądze „w błoto” lecąc na 24 godziny do Sztokholmu i na 24 godziny do Oslo. Samemu organizując sobie przelot, transfer z/do lotnisk, hotel na miejscu. Również dotyczyło to, że na miejscu wziąłem hotele 4* a nie jakiś hostel. Szkoda tylko, że nie wzięli pod uwagę, że w Sztokholmie zapłaciłem raptem 20€ więcej za dwie osoby w 4* Radissonie niż widziałem hostele (pośrednik z Chin:D ), w Oslo podobnie. I powiem szczerze, że lepiej odpocząłem w tą dobę przelotu, zwiedzania i powrotu Skandynawii niż podczas 4 dni wolnego nad Bałtykiem;) A cenowo podobnie.
    To samo dotyczy mojej pasji, którą ostatnio rozwijam w kierunku kolekcjonerstwa produktów limitowanych. Oprócz czystej przyjemności hobbistycznej (od której się zaczęła kolekcja) doszła część pragmatyczna jaką jest wartość inwestycyjna przedsięwzięcia – a nie da się ukryć, że kupienie produktu za około 30% jego rynkowej wartości jest inwestycją. No i do tego emocje związane z wzięciem udziału w klasycznej aukcji w brytyjskim domu aukcyjnym gdzie facet z młoteczkiem siedzi i mówi z autentycznym zaskoczeniem w głosie o „licytującym z Polski”:)
    A drobne przyjemności też są potrzebne. U mnie najczęściej dotyczy to wyjścia do kina czy np jedzenia na mieście. Mimo, że jak mam „gorszy” miesiąc to strasznie ograniczam tego typu akcje to mimo wszystko są one obecne i nie wyobrażam sobie przewegetowania miesiąca, roku czy życia bez przyjemnoci w imię oszczędzania. Nie bądźmy Sknerusami McKwaczami!!

    Odpowiedz
    • Magda

      Nieźle, nieźle 🙂

      Przyznam, że ja bym się nie pisała na 24-godzinne wyprawy tego typu, ale no właśnie! Kto co lubi!

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • BJK

        mając bardzo ograniczony czas zupełnie inaczej się podchodzi do zwiedzania danego miejsca. Wiadome jest, że nie można nic odłożyć „na jutro”;) Inna sprawa, że Skandynawię uwielbiam po prostu i strasznie chciałem się tam znów wybrać (poprzednio byłem w Helsinkach ponad 10 lat temu!) więc korzystając z tanich lotów (dwie osoby w dwie strony poniżej 100zł 😉 ) poleciałem 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          No pewnie, że tak, że inaczej – ale jednak to chyba nie moje klimaty. Chociaż może kiedyś spróbuję 🙂

          Odpowiedz
  10. Paweł

    w moim wypadku, jeżeli coś kupię i rzeczywiście tej rzeczy czy usługi używam, to jej cena nie ma większego znaczenia. gorzej, że zdarza mi sie kupić okazyjnie rzeczy, których nie używam a nawet o których zapominam, że istnieją :/ np, na Steamie mam ponad 100 gier a grałem może w 10. Po co je kupiłem? Nie mam pojęcia, głównie dlatego, że były tanie…

    Odpowiedz
    • Magda

      No niestety, czasem wpadamy w takie pułapki :/

      Odpowiedz
  11. Piotrek

    Myślę, że odrobina luksusu, nawet czasem odrobina zbytku się przyda. Warto zadbać o siebie i kupić czasami to, co nie jest konieczne i niezbędne.

    Oczywiście żadna skrajność nie jest dobra. Ani nadmierna rozrzutność, ani nadmierne skąpstwo (bo do niczego nie prowadzi).

    Odpowiedz
  12. Jo.

    Jest jeszcze jeden bardzo ważny szczegół. Jak się wychodzi z bardzo biednej rodziny, z tymi wszystkimi mantrami (nie stać nas, nie ma, nie idziemy gdzieś bo nas nie stać, nie dostaniesz tego tamtego). Baaardzo trudno z tego wyjść, a najtrudniej nauczyć się oszczędzać. Bo ma się kod wydawania wszystkiego (bo nadwyżki nigdy nie było). Temat rzeka, książka 500 stron by z tego wyszła. Trudno też, z drugiej strony, rozpieszczać siebie. Dla niektórych to wszystko to sprawa prosta, dla kogoś takiego jak ja, to Mount Everest… Dochodzą do tego poczucia winy, jakaś chora odpowiedzialność i wstyd za wydawanie (bo przecież zacniej by było rozdać całej rodzinie potrzebującej, ale ich tyle i w takich tarapatach, ze i 10 mln by nie starczyło i oni tego oczekują) Jestem pierwsza w rodzinie po studiach. Pierwsza z własną firmą i zarabiająca więcej niż średnia krajowa. Mogłabym (wiem ze mogłabym) więcej, ale te kody tak ciężko idą. A pracuję bardzo ciężko nad sobą.

    Odpowiedz
    • Magda

      Jo., poruszyłaś bardzo dobry temat. Nawet nadający się na wpis. W 100% się z Tobą zgadzam, bo ja również jestem pierwsza w rodzinie po studiach. I też na początku tak ze mną było, ale jakoś się nauczyłam 🙂

      Odpowiedz
  13. adam

    „Zbyt skrajne oszczędzanie i żałowanie sobie na przyjemności, bardzo szybko może przeistoczyć się w skąpstwo”

    A skąpstwo może się przerodzić w coś jeszcze gorszego.
    Mam takiego znajomego, który często sonduje śmietniki pod kątem rzeczy zostawionych przez ludzi. Ostatnio chwalił się, że ktoś wystawił markowe sportowe buty „nawet nie całkiem zużyte” i on w nich teraz chodzi.
    Dla rozjaśnienia sytuacji wyjaśniam, że ten człowiek, jak na warunki lokalne, dobrze zarabia, tylko jak sam mówi o sobie „jest oszczędny”.

    Odpowiedz
    • Magda

      O dzizas, aż strach!

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa