13 powodów, dla których wydajesz za dużo w markecie (i jak się przed nimi bronić)

·

13 powodów, dla których wydajesz za dużo w markecie

Aktualizacja: 12 października 2026 (pierwotnie opublikowany: 26 maja 2014). Tekst przepisałam na nowo: doszły triki, których w 2014 r. jeszcze nie było (aplikacje z kuponami, kasy samoobsługowe, „mniejsze opakowanie za tę samą cenę”), oraz to, co dziś mówi prawo o promocjach.

W skrócie: w markecie wydajemy więcej, niż planujemy, bo sklep jest zaprojektowany tak, żeby nas do tego skłonić: duże wózki, podstawowe produkty na końcu sklepu, najdroższe rzeczy na wysokości wzroku, zapach pieczywa, promocje „przy zakupie 2 sztuk” i ceny tylko z aplikacją. Najskuteczniejsza obrona to lista zakupów, ustalony budżet, sprawdzanie ceny za kilogram i najniższej ceny z 30 dni przed obniżką oraz zakupy rzadziej i nie na głodnego.

W 2014 r. napisałam listę 13 powodów, dla których wydajemy w markecie za dużo. Od tamtej pory zmieniło się sporo: mamy aplikacje z „spersonalizowanymi” kuponami, kasy samoobsługowe, dostawy pod drzwi i ceny „tylko w aplikacji”. Ale podstawowe mechanizmy zostały te same. Sklep nie jest neutralnym miejscem, w którym kupujesz to, czego potrzebujesz. To przestrzeń zaprojektowana tak, żebyś kupiła więcej.

Na jedzenie i napoje polskie gospodarstwa domowe wydawały w 2025 r. według GUS ok. jedną czwartą budżetu. To największa pojedyncza kategoria wydatków. Dlatego warto wiedzieć, co się dzieje między wejściem a kasą.

13 powodów, dla których wydajesz za dużo w markecie

1. Wózki są coraz większe

Pusty duży wózek wygląda smutno. Podświadomie chcemy go zapełnić. Jeśli idziesz po kilka rzeczy, weź koszyk – albo w ogóle nic, jeśli kupujesz tyle, ile zmieścisz w rękach.

2. Podstawowe produkty są na końcu sklepu

Chleb, mleko, jajka – rzeczy, po które przychodzimy najczęściej – zwykle leżą daleko od wejścia. Żeby do nich dojść, mijasz dziesiątki półek z rzeczami, których nie planowałaś.

3. Najdroższe produkty są na wysokości wzroku

Na wysokości oczu stoją produkty, które sklep najbardziej chce sprzedać – często droższe marki. Tańsze odpowiedniki, w tym marki własne sieci, są zwykle niżej albo wyżej. Rozglądaj się, zanim sięgniesz.

4. Słodycze na wysokości oczu dzieci

Kolorowe opakowania i ulubione postacie z bajek stoją dokładnie tam, gdzie patrzy pięciolatek. Przy kasie – tym bardziej. Jeśli możesz, rób duże zakupy bez dzieci albo ustal z nimi zasady przed wejściem do sklepu.

5. Strefa przy kasie

Batony, gumy, napoje, drobne gadżety. Czekając w kolejce, masz czas, żeby „zasłużyć” na nagrodę. Przy kasach samoobsługowych ta strefa wcale nie zniknęła – często jest jeszcze lepiej wyeksponowana.

6. „Więcej” nie zawsze znaczy „taniej”

Duże opakowanie albo zestaw „3 w cenie 2” nie zawsze jest tańszy niż pojedynczy produkt. Sklepy muszą podawać cenę jednostkową – za kilogram, litr czy sztukę. To najważniejsza liczba na etykiecie. Naucz się patrzeć najpierw na nią.

7. Mniejsze opakowanie, ta sama cena

Zjawisko, które ma nawet swoją nazwę: shrinkflation. Czekolada waży 90 g zamiast 100 g, paczka chipsów jest „bardziej powietrzna”, a cena się nie zmienia. Znów – ratuje Cię cena za kilogram.

8. Pseudopromocje

„Teraz taniej!” – ale taniej niż co? Od 2023 r. sklepy, ogłaszając obniżkę, muszą obok podać najniższą cenę z 30 dni przed promocją. Jeśli „promocyjna” cena jest wyższa niż ta najniższa z ostatniego miesiąca, wiesz już, że to nie jest okazja.

9. Promocje warunkowe

„Przy zakupie dwóch sztuk”, „druga za 1 zł”, „tylko z aplikacją”, „przy zakupach za 150 zł”. To nie są obniżki ceny produktu, tylko zachęty do kupienia więcej. Czasem się opłacają – jeśli i tak zużyjesz drugą sztukę przed terminem ważności. Częściej kończą się w koszu albo w szafce „na kiedyś”.

10. Aplikacje i karty lojalnościowe

Kupony „specjalnie dla Ciebie” są dopasowane do tego, co już kupujesz – i do tego, co sklep chce, żebyś kupiła. Aplikacja zbiera też dane o Twoich zakupach. Korzystaj z niej, ale z listą w ręce: kupon na produkt, którego nie potrzebujesz, nie jest oszczędnością.

11. Zapach, muzyka i kolory

Zapach świeżego pieczywa przy wejściu, spokojna muzyka, która spowalnia krok, ciepłe światło nad owocami. Im dłużej jesteś w sklepie, tym więcej kupujesz. To nie teoria spiskowa, tylko podstawy marketingu w handlu.

12. Ceny kończące się na 0,99

9,99 zł wygląda na „dziewięć złotych”, a nie na dziesięć. Mózg czyta pierwszą cyfrę. W sumie, przy kilkudziesięciu produktach, takie „prawie dziesięć” robi kilkadziesiąt złotych różnicy w odbiorze ceny.

13. Zakupy na głodnego i zmęczoną

Klasyka, która kosztuje najwięcej. Po pracy, głodna i zmęczona, kupisz gotowe dania, przekąski i coś „na poprawę humoru”. Jeśli możesz – jedz przed zakupami i rób je w spokojniejszy dzień.

Bonus: kasy samoobsługowe i płatność telefonem

W 2014 r. płaciłam w markecie głównie gotówką. Dziś przykładam telefon do terminala i nawet nie patrzę na kwotę. Badania nad zachowaniami konsumentów od lat pokazują, że płatności bezgotówkowe „bolą” mniej niż odliczanie banknotów – a to oznacza, że łatwiej wydać więcej. Kasy samoobsługowe dokładają do tego jeszcze jedno: nikt nie widzi, ile kładziesz na taśmę, a pośpiech przy skanowaniu nie sprzyja zastanawianiu się nad każdym produktem.

Nie musisz wracać do gotówki. Wystarczy, że przed zapłatą rzucisz okiem na sumę i porównasz ją z budżetem na ten tydzień. A jeśli wiesz, że karta „rozluźnia” Ci portfel, spróbuj przez miesiąc płacić za jedzenie gotówką i porównaj rachunki. Wynik bywa bardzo pouczający.

Jak się bronić – plan w 7 punktach

  1. Planuj posiłki i rób listę. Kupujesz to, co zaplanowałaś. Jak to zrobić w 20 minut, opisałam w tekście Planowanie posiłków na tydzień.
  2. Ustal budżet na zakupy i płać z osobnej karty lub gotówką. Dobrze działa tu metoda kopertowa.
  3. Patrz na cenę za kilogram, nie na cenę za opakowanie.
  4. Sprawdzaj najniższą cenę z 30 dni przy każdej „promocji”.
  5. Kupuj rzadziej. Jedne duże zakupy w tygodniu i jedne małe.
  6. Rób zakupy po jedzeniu i – jeśli możesz – bez dzieci.
  7. Rozważ zakupy online. W sklepie internetowym łatwiej trzymać się listy, bo nie działają zapachy ani strefa przy kasie. Uważaj tylko na koszty dostawy i „dorzucanie” do minimum zamówienia.

Ile można zaoszczędzić?

Zmiana nawykuCo daje
Zakupy z listą zamiast „na oko”mniej rzeczy kupionych pod wpływem impulsu
Cena za kilogram zamiast ceny za opakowanietańsze odpowiedniki tego samego produktu, w tym marki własne
Rezygnacja z promocji warunkowych na zbędne rzeczymniej jedzenia w koszu i mniej „zapasów na kiedyś”
Jedne duże zakupy zamiast codziennychmniej okazji do dorzucania drobiazgów

Według moich obserwacji i doświadczeń czytelniczek same te nawyki potrafią obniżyć rachunek za zakupy o 10–15%. Przy 2000 zł miesięcznie na jedzenie to 200–300 zł. Ile wydaje się typowo na jedzenie w różnych gospodarstwach, sprawdzisz w tekście Ile pieniędzy na jedzenie miesięcznie.

Co jeszcze warto przeczytać

A na koniec mała prośba: przy najbliższych zakupach spróbuj zauważyć choć trzy z tych trików. Kiedy raz je zobaczysz, trudno je „odzobaczyć”. I to jest najlepsza ochrona portfela.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego w markecie wydaję więcej, niż planuję?

Bo sklep jest zaprojektowany tak, żeby skłaniać do zakupów: duże wózki, podstawowe produkty na końcu sklepu, droższe rzeczy na wysokości wzroku, zapachy, muzyka i promocje warunkowe.

Jak sprawdzić, czy promocja jest prawdziwa?

Porównaj cenę promocyjną z najniższą ceną z 30 dni przed obniżką, którą sklep musi podać, i sprawdź cenę za kilogram lub litr.

Czy duże opakowania są tańsze?

Nie zawsze. Najpewniejszym sposobem porównania jest cena jednostkowa, czyli cena za kilogram, litr lub sztukę, podana na etykiecie.

Jak robić zakupy, żeby wydawać mniej?

Planować posiłki, robić listę, ustalić budżet, kupować rzadziej, nie robić zakupów na głodnego i porównywać ceny za kilogram.

Czy zakupy online są tańsze niż w markecie?

Mogą być, bo łatwiej trzymać się listy i nie działają triki sklepu stacjonarnego. Trzeba jednak doliczyć koszt dostawy i nie dokładać produktów tylko po to, by dobić do minimalnej kwoty.

Źródła: GUS, „Sytuacja gospodarstw domowych w 2025 r. w świetle badania budżetów gospodarstw domowych”, 27.05.2026; ustawa o informowaniu o cenach towarów i usług (obowiązek podawania ceny jednostkowej i najniższej ceny z 30 dni przed obniżką).

Magda Bród – autorka bloga

O autorce

Magda Bród

Od ponad dekady w świecie finansów – współtworzyłam redakcję Money.pl, od 2011 roku prowadzę własną firmę, współpracowałam z GPW i fintechami. Na blogu tłumaczę finanse osobiste prosto, po ludzku i na konkretnych przykładach.

Ostatnie komentarze

Nie przegap nowych wpisów

Zapisz się na newsletter i odbieraj praktyczne wskazówki o finansach osobistych prosto na maila.

Dyskusja

Komentarze

  1. Na studiach jak robiłam zakupy sama i nie miałam transportu do domu albo pomocnika, który razem ze mną zaniesie zakupy nigdy nie brałam wózka, zawsze tylko koszyk. To mnie powstrzymywało przed wrzucaniem do niego bez opamiętania, bo robił się coraz cięższy i wiedziałam, że jeszcze kilka rzeczy i nie doniosę go do domu, nie mówiąc już o tym, że z takim ciężkim koszykiem nie chciało mi się długo chodzić po sklepie. Polecam ten sposób, naprawdę działa!

    1. Awatar Magda
      Magda

      Całkiem niezły pomysł, aczkolwiek teraz nie ruszam się na zakupy bez samochodu, a jak już jadę, to i tak po duże zakupy 🙂 Ale rzeczywiście uwaga może się przydać wielu osobom.

      1. Ja już też bez auta się nie ruszam, ale jak auta nie było, to trzeba sobie było jakoś radzić 😉

    2. Potwierdzam! Ten sposób działa bezbłędnie. Nie raz przez takie podejście odłożyłam na półkę zbędne trzecie mleko albo napój zawierający tonę cukru, który tak ładnie wyglądał na półce 😉

  2. dla mnie 2,99 to nigdy nie było 2 złote tylko 3… Co do promocji i porównywania tego z internetem – no cóż, nie zawsze się da, a czasami koszty przesyłki robią swoje i opłacalność takiego zakupu spada… Dolicz też czas na realizaję i rozmiarówkę – w necie kupimy więcej, bo taniej, ale trzymanie 10kg karmy trochę miejsca zabiera. Zdarzyło mi się przepłacić u weta za karmędla kota, bo w domu zabrakło.

    1. Awatar Magda
      Magda

      Nie no jasne, nie wszystko można kupować przez internet. A co do karmy, to aktualnie trzymam zapas 36 kg… 😛

    2. Na mnie też najbardziej działają promocje. Kiedy do domu przychodzą gazetki reklamowe okolicznych marketów przeglądam je pod kątem tego co kupuję standardowo, a co jest w dużo niższej cenie i zazwyczaj w okresie trwania promocji staram się dotrzeć do tego sklepu.

      Nie mam raczej problemów z kupowanie przy okazji rzeczy zbytecznych. Widzę bardziej problem w marnowaniu czasu na dotarcie do sklepu, aby parę rzeczy kupić w atrakcyjnej cenie.

  3. Według mnie, jednym z najskuteczniejszych narzędzi chroniących przed dużymi i zbędnymi wydatkami w supermarkecie jest lista zakupów sporządzona przed wyjściem na zakupy i co może ważniejsze trzymanie się przygotowanej listy w trakcie kupowania.

    1. No tak, ale i tak trudno się powstrzymać, jak widzi się świetne promocje 🙂 Dlatego ja wolę zakupy przez internet.

  4. Ja czasami mam tak, że wchodzę do sklepu głodna i wtedy jest dopiero obłęd. Ostatnio po sprawdzeniu rachunków za jedzenie złapałam się za głowę i od tego czasu robimy z mężem listę i raz w tygodniu jedziemy na duże zakupy.

    1. Zakupy na głodniaka to bardzo głupia sprawa 🙂

  5. […] Te udogodnienia mogą mieć znaczący wpływ na decyzję klientów o dokonaniu zakupu. Dając poczucie bezpieczeństwa i swobody wyboru, zachęcają klientów do częstszych zakupów w danym […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *