Napiwki [ile i dlaczego tak dużo?]

Tak ostatnio za mną chodzi temat dawania napiwków w knajpach i restauracjach. Sama zawsze (no chyba że jestem fatalnie obsłużona, bo to też się zdarza) staram się coś tam zostawić,…
Magda
07.04.2014

Tak ostatnio za mną chodzi temat dawania napiwków w knajpach i restauracjach. Sama zawsze (no chyba że jestem fatalnie obsłużona, bo to też się zdarza) staram się coś tam zostawić, ale kwota nie wynika raczej z savoir vivre’u, a z tego, na jaką kwotę opiewa rachunek. Czasem jest to 9 zł, a czasem niestety 2.

Jeśli rachunek wynosi 72 zł, zostawię 80. Ale jeśli 47 zł, to zostawię 50 zł. Wynika to po prostu z tego, że najczęściej płacę kartą i jakoś głupio mi powiedzieć „proszę policzyć do 52 zł” (bo niby te 10% powinno się zostawić). Co innego, jeśli płacę gotówką, to po prostu dorzucę te 2 zł. Ale muszę Wam się przyznać, że gdy rachunek wynosi np. 19 zł i płacę kartą, to nie daję napiwku wcale, bo dawanie 1 zł powoduje u mnie lekkie zażenowanie :).

I tak by to wyglądało w Polsce. Nikt nas nie zmusza do dorzucania tych paru złotych, więc dajemy.

Ale ostatnio spędziłam parę dni w Budapeszcie i rzuciły mi się na rachunkach w oczy wielkie napisy na czerwono „Service not included„. Taka bardzo niesubtelna aluzja – koniecznie dorzuć parę forintów do rachunku. I to mi się bardzo nie spodobało – bo napiwek to opcja. Nikt nie może Cię do niej zmuszać. I jak czytasz taki napis, to aż budzi się w Tobie agresor – „bardziej subtelnie nie dało się tego zasugerować?!” i odchodzi ochota na te parę groszy dla kelnera. Przegięciem była knajpa, w której mieli dodatkową pieczątkę, którą przybijali do rachunku (która de facto zasłaniała poszczególne wyliczenia). No serio?! Pozwólcie nam zdecydować.

Myśląc o tych „subtelnych” aluzjach na Węgrzech, przypomniały mi się Włochy, które w ogóle poszły o krok do przodu i naliczały napiwek od razu do rachunku – co prawda było to zwykle 1-2 euro od osoby (!), a jednak. I tak – idąc we czwórkę do knajpy, płaciliśmy np. 6 (4×1,5) euro jako opłatę za obsługę. Bez względu na to, ile wydaliśmy. Wiem, że tak też jest w innych krajach, ale nie było mi dane się przekonać. Co o tym sądzicie? Bo dla mnie to naprawdę niezbyt dobre zagranie. Rozumiem, że trzeba podać sztućce i wymienić obrus po porządnym obiedzie, ale żeby od razu tak zmuszać do nagradzania za obsługę? Widzę w tym tylko jeden plus – odprowadzanie podatków za napiwek (Bo raczej z pieniędzy danych do „ręki” nikt się nie rozlicza).

W Czechach natomiast, jest tak rozbudowana kultura dawania napiwków, że jak go nie dasz, to kelner wręcz się o niego upomni (tzn. może to zrobić). Mnie na jego miejscu byłoby wstyd, ale jeśli taki jest obyczaj, to nie ma się co dziwić, że się go praktykuje. Z drugiej strony, klient jest świadomy tego, że kelner może mu zwrócić uwagę, więc zawsze ten napiwek zostawi. Szkoda tylko, że wracamy do sytuacji zmuszania do dopłacania. A jeśli obsługa nie jest na wysokim poziomie? Może wcale nie mamy na to ochoty?

Patrząc na to z zupełnie innej strony, podobno w takich krajach, jak np. Japonia, kelner może się obrazić za napiwek i go nie przyjąć. Uznaje bowiem, że po to dostaje pensję, by obsługiwać klientów.

Jak widać, co kraj, to obyczaj i warto się dowiedzieć, jakie zasady dotyczące dawania napiwków panują w miejscu, do którego się wybieramy.

Moje stanowisko od zawsze było takie samo – jeśli zostanę dobrze obsłużona, chętnie dam napiwek. Jeśli kelner jest niemiły i niekompetentny, a na mój stół trafia nie do końca to, co zamawiałam – napiwku nie dam. Bo właśnie – kelnerzy nie pracują charytatywnie – otrzymują wypłatę. A jakie jest Twoje stanowisko na temat napiwków?

20 komentarzy
  1. adam

    A ja prawie nigdy nie daję napiwków. O ile mnie pamięć nie myli napiwek dałem ze 2 razy w Czechach, mimo, że okazji ku temu było sporo. Na Węgrzech drażniło mnie wymuszanie napiwków i ogólne cwaniactwo, porównywalne z naszym. Na porządku dziennym było dorzucanie dodatków do posiłków (np. pieczywa do zupy) a na rachunku okazywało się, że mała bułeczka kosztowała tyle co 2 zupy.
    Dobrze, że nie jem zup 😉
    A wracając do napiwków, to czy powinienem brać dodatkowe pieniądze za to porządnie wykonałem swoją pracę ?! Może zasugeruję to prezesowi. 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Ja też mam dość zdystansowany stosunek do napiwków, ale jak jestem miło obsłużona – to daję 🙂 O, to to! Też zauważyłam na rachunkach z Węgier strasznie drogi chleb do gulaszu np.

      My za dobrą pracę, dostajemy premię 😛 od której odcina się 1/3 na podatki 🙂

      Odpowiedz
  2. Leon

    Pamiętam, jak kiedyś w Gdańsku zostałem mile obsłużony. Niewielki gest pani kelnerki („Życzę miłego dnia :)” na paragonie) sprawił, że postanowiliśmy zostawić napiwek.. 🙂

    Rzadko jadam w restauracjach, więc nie mam doświadczenia w rozdawaniu napiwków, aczkolwiek jeśli przykładowo zamawiam jakieś jedzenie z dowozem do domu (pizza, chińskie, kebab, cokolwiek innego) to staram się wyrównywać do jednej kwoty. Staram się != nie zawsze, bo doskonale wiem, ile zarabia rozwoziciel pizzy w mojej miejscowości i ile tych dowozów ma dziennie 😉

    PS. Jak dobrze liczyłem, wystarczy aby dostał taki kierowca złotówkę od każdego dowozu, aby mieć 3/4 dniówki 🙂 Czyli dniówka + napiwki = całkiem pokaźna sumka.

    Pozdrawiam!
    Leon.

    Odpowiedz
    • Magda

      A powiem Ci, że to „miłego dnia” na paragonie to już chyba jakaś plaga, żeby wyżebrać napiwek 😛 Zdarzyło mi się to już kilka razy 😛
      Co do wyliczeń – no pewnie! Sama mam koleżankę, byłą kelnerkę, która miała co prawda 5 zł za godzinę, ale po 6 godzinnej zmianie wychodziła ze 100 w kieszeni .:)

      Odpowiedz
  3. adam

    Ja nie mam premii, ale słyszałem o takowym zjawisku 😉 Za dobrą pracę mam pracę i wypłatę, za złą pracę wylatuję na bruk jak masa osób, które przewinęły się przez firmę.
    A w temacie Węgier, chleba i gulaszu… Nigdy nie zapomnę złośliwego uśmieszku kelnera obsługującego salę w pewnym 4-gwiazdkowym hotelu w Budapeszcie, kiedy po dokładnym ustaleniu co wchodzi w skład zestawu obiadowego serwowanego naszej wycieczce, a co jest dodatkowo płatne. Gdy po obiedzie okazało się, że trzeba dopłacić, za rzeczy, które miały być w cenie i pilotka urządziła karczemną awanturę… kelner tylko się uśmiechnął i zapytał ze spokojem, czy ma to nagrane. Łażąc po mieście trafiliśmy ze znajomymi do takiego lokalu, gdzie kupując kawę, do stolika przynoszono filiżankę kawy i lilipuciego rogalika, tak małego, że się mieścił na obrzeżu podstawki. Kelnerka bacznie obserwowała klientów a jak któryś zrobił „gryza” rogalika, podchodziła i pytała: „Cash or card ?” 😉

    Odpowiedz
    • adam

      Chyba zmęczenie zaćmiło mi umysł. Mam nadzieję, że czytający zrozumieją, bo to wyżej jest niepoprawne ani gramatycznie ani logicznie. 🙁

      Odpowiedz
    • Magda

      Całkiem sensownie i całkiem logicznie. Aż strach czytać :/

      Odpowiedz
  4. Gosia

    Uwaga uwaga! Okazuje się, że zwyczaj wymuszania napiwków przyszedł też do nas. Wczoraj byłam z koleżankami w restauracji (cóż okazja wymagała 😉 i rachunek wyszedł 82 zł. Postanowiłam zapłacić kartą i na terminali Pani wbiła 100 zł. Kiedy zapytałam czy się nie pomyliła to stwierdziła, że wbiła z napiwkiem! Moje oburzenie było nie do opisania (zwłaszcza, że napiwek zostawiłyśmy w gotówce w etui z rachunkiem na stoliku).
    Oczywiście poprosiłam Panią grzecznie o wprowadzenie poprawnej kwoty i dopiero zapłaciłam. A koleżanki widząc całą sytuację zabrały pozostawioną gotówkę. Jak to mówią: chytry dwa razy traci?

    Odpowiedz
    • Magda

      No co Ty?! Niezła sytuacja! Czy ta restauracja, to była jakaś sieciówka? Może warto napisać, co to za miejsce, żeby na przyszłość wiedzieć…?

      Odpowiedz
      • Gosia

        Nie była to sieciówka – ot zwykła restauracja na starym rynku malutkiego nadmorskiego miasta. Raczej nie będę robić im złej reklamy, bo to nie był nasz pierwszy pobyt tam, ale pierwszy raz taki numer.
        Jak się powtórzy sytuacja to na pewno dam znać 🙂

        Odpowiedz
    • adam

      Mój przykład z wczoraj. Rzeszów, znany lokal z jedzeniem tradycyjnym. Na wyjazdach służbowych zwracają nam za obiad o ile nie wydamy więcej niż 50 zł na 2 osoby… także szału nie ma. Wycyrklowaliśmy obiad za 49 zł, zgłosiliśmy za to będzie na fakturę. Po otrzymaniu faktury okazało się, że kwota na fakturze jest prawie o 20% większa od tej którą powinniśmy zapłacić. Po zwróceniu uwagi od obsługi dowiedzieliśmy się: „No przecież napiwek nam się należy”.
      Jakby tego było mało przytrułem się tym obiadkiem :/

      Odpowiedz
  5. Mav

    Ewidentnie tym wpisem poczułem się wywołany do tablicy. Z częścią tez się zgadzam, z innymi zdecydowanie nie – pozwolisz, że odpowiedź umieściłem na swoim blogu, bo w komentarzach trochę zbyt mało jest miejsca na wywód, który powstał… http://www.geoarbitraz.pl/2014/04/napiwki-moj-gos-w-sprawie.html

    Odpowiedz
    • Magda

      Nie ma problemu 🙂 Idę czytać.

      Odpowiedz
  6. Justyśka

    Ostatnio będąc w Czechach przydarzyła mi się niezręczna sytuacja podczas kolacji służbowej. Po posiłku kiedy poprosiłam o rachunek pani przyniosła terminal na którym wystukana była kwota kolacji (a była to niemała suma jak na 6 osób). Kiedy już wprowadziłam PIN okazało się że automatycznie zostałam przekierowana w terminalu na opcję pozostawienia napiwku obsłudze. Mało subtelna wskazówka, której nie mogłam odmówić bo przecież jak na to spojrzą kontrahenci z innej firmy z którymi odbyło się spotkanie? Zapłaciłam i wyszłam – uboższa o kilkaset koron ale „bogatsza” w nowe doświadczenie, czego mogę się spodziewać po obsłudze w Czeskiej restauracji.

    Odpowiedz
    • Magda

      Nieźle! To następnym razem płać gotówką 😛

      Odpowiedz
    • Gosia

      To prawie tak jak dostawcy pizzy przy płaceniu kartą. Zdarzało się nieraz, że w domu nie było gotówki i za pizzę płaciliśmy za pomocą terminala. Zawsze, ale to absolutnie zawsze dostawcy pytali – Czy chce Pan/Pani doliczyć napiwek do rachunku? – Bardzo subtelne 😀

      Odpowiedz
  7. Freelancerka

    Ja na Węgrzech nie spotkałam się z wymuszaniem napiwków – może dlatego, że trafiałam na kelnerów, którzy słabo mówili po angielsku – a my ani słowa po węgiersku, więc dogadanie się było wyzwaniem 😀
    Ale nie wiem czy wiesz, że w niektórych restauracjach, jeśli zostawiasz napiwek płacąc kartą, to wcale nie zostawiasz go dla kelnera – właściciel restauracji odlicza sobie jeszcze jakiś procent. Pracowałam jako kelnerka i u mnie w knajpie tak właśnie było. Dlatego jak płacę kartą to albo nie zostawiam napiwku, albo zostawiam go gotówką.

    Odpowiedz
    • Magda

      Nie wiedziałam tego, dzięki! teraz będę mądrzejsza 🙂

      Odpowiedz
  8. Napiwki

    Wielokrotnie miałem podobne odczucia. Może umieszczanie rozsądnych napiwków od razu w rachunku nie jest takie złe, dzięki temu nie ma później niezręcznych sytuacji 🙂

    Odpowiedz
  9. BJK

    czasem zostawiam, czasem nie… To zależy właśnie od tego jak mówisz – obsługi. Co do płacenia kartą – wtedy zostawiam albo w gotówce albo wcale. W Polsce niestety nie wierzę, że pracodawca odpali ten napiwek kelnerowi…

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa