Tytuł wpisu brzmi dość kontrowersyjnie? Jasne, ale tylko do momentu, gdy nie przeczytasz tekstu. Zadłużanie się ogólnie jest złe, bo można się w tym nieźle pogubić. Ale nie zawsze! Są sytuacje, w których warto to zrobić, a nawet jest to wskazane. Zobacz, kiedy.
Jeśli chcesz polepszyć swoją zdolność kredytową
Planujesz w niedalekiej przyszłości kupno mieszkania? Masz fajne zarobki, nie masz żadnych zobowiązań? To źle! Bank owszem, doceni to, że dobrze zarabiasz, ale nie będzie miał żadnej pewności, że będziesz regularnie spłacać raty. Jeśli nie masz nawet telefonu na abonament, to może być ciężko. Dlatego też odpowiednio wcześniej powinieneś pomyśleć o tym, by wziąć jakąś małą pożyczkę i spłacać ją regularnie. Weź tylko pod uwagę to, żeby za dużo na tym nie stracić (oprocentowanie). Dobrym rozwiązaniem może być kupowanie na raty, wiesz, tak zwane 0%. Czasem się udaje, żeby rzeczywiście było to to zero. Zatem mimo że masz gotówkę na nowego laptopa – weź go na raty, nowa pralka? Raty będą ok!
Kiedy masz dość płacenia grubych pieniędzy za wynajem
Płacisz co miesiąc prawie dwa tysiące za wynajem mieszkania? Masz tego dość, bo w tym czasie spłaciłbyś już 1/4 swojego? A rata kredytu najprawdopodobniej byłaby niższa niż obecnie czynsz? To warto zastanowić się nad tym, czy nie lepiej jednak wziąć kredyt hipoteczny i przeprowadzić się na swoje. Pamiętaj, że w przypadku kupna mieszkania liczy się też komfort psychiczny. Po spłacie kredytu mieszkanie będzie Twoje. Chyba że wolisz przez całe życie wynajmować, bo jasne, ryzyko tu jest. Co jeśli noga Ci się powinie? Taki pro tip: Nigdy nie zakładaj, że będzie gorzej 😉
Kiedy potrzebujesz pieniędzy na studia
Doskonale wiesz, co chcesz robić w życiu i do tego potrzebny Ci jest wyjazd na studia, który kosztuje. Niestety, rodzice nie mogą Ci pomóc. Wiesz jednak, że jeśli nie podejmiesz kroku i nie zaryzykujesz, nie będziesz miał możliwości realizacji siebie i odniesienia sukcesu. Weź kredyt studencki. Jest on udzielany na bardzo atrakcyjnych warunkach. A spłacać go będziesz, jak już będziesz zarabiać.
Jeśli możesz sfinansować zakup za gotówkę
Pomyślisz sobie – po co mam brać pożyczkę, jeśli bez problemu mogę to, na co ją przeznaczę, kupić za gotówkę. Z założenia zadłużamy się tylko wtedy, gdy nas na coś nie stać. A przecież możesz wziąć na coś pożyczkę, kupić coś na raty, nawet wtedy, jeśli masz na to kasę, bo to nie blokuje Ci pieniędzy i nie wstrzymuje ich przepływu. Jeśli nowy komputer kosztuje 4000 zł, to jednak taka gotówka wydana na raz, może boleć. Raty po 400 zł już nie. A jeśli te raty są naprawdę niskie lub nieoprocentowane, to już w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać.
Jeśli będziesz mógł to zadłużenie spłacić wcześniej
Potrzebujesz pilnie gotówki? Szykuje się ważny wydatek, ale w tej chwili nie masz jeszcze pieniędzy? I wiesz, że będziesz je miał niebawem? Ale wiesz na pewno, a nie tylko Ci się wydaje? To weź na to pożyczkę. Albo od innej strony – nie stać Cię na kupno całości za gotówkę, ale wiesz, że w razie czego, masz odłożoną część pieniędzy i ewentualnie będziesz mógł zadłużenie spłacić wcześniej.
Jeśli Twój zakup jest kluczowy
Nie rozwiniesz się bez danego sprzętu, ale Cię na niego nie stać? To weź pożyczkę! Jeśli będziesz czekać i zbierać, aby kupić go za gotówkę, najprawdopodobniej zdążysz się w tym czasie mocno uwstecznić. Jeśli jego zakup jest kluczowy dla Twojego sukcesu – nie ma się nad czym zastanawiać. Prowadzisz biznes i nie możesz go wystarczająco rozwinąć, ale jesteś pewny, że ten jeden dany zakup sprawi, że się rozwiniesz? Po prostu weź tę pożyczkę.
Tylko nie oszukuj się za bardzo i nie zakładaj, że wakacje na kanarach są kluczowe, jeśli zupełnie nie masz na nie pieniędzy. Nie są.
Kiedy możesz wyciągnąć więcej pieniędzy niż włożyłeś
Firma, w której pracujesz, umożliwia Ci zaciągnięcie pożyczki na bardzo atrakcyjnych warunkach? Np. na 1%? To pożycz te pieniądze i wrzuć je na lokatę, która będzie miała 2,5%. Zarobisz na tym. Chcesz zainwestować w coś innego? Zakładasz, że będzie Cię to kosztowało 6% w skali roku, ale możesz wyciągnąć 10%? No to nad czym tu się zastanawiać!
A czy Ty znasz jeszcze jakieś sytuacje, w których warto wziąć kredyt? Zadłużyć się?



Taka mała uwaga. Jak pożyczka to tylko taka prawdziwe 0% bez ubezpieczeń. Teraz taką można wziąć na allegro.
W przeciwnym razie dużo lepiej skorzystać z karty kredytowej i spłacać ją w okresie „grace period”. W ten sposób na karcie kredytowej jeszcze zarobimy (pieniądze pracują na lokacie lub koncie oszczędnościowym). Oczywiście trzeba tutaj uważać, żeby nie wydawać więcej niż byśmy wydali płacąc gotówką.
Darek, tak, właśnie o taką pożyczkę mi chodzi.
Co do karty kredytowej, to jasne 🙂
Nie polecam takich pomysłów „Chcesz zainwestować w coś innego? Zakładasz, że będzie Cię to kosztowało 6% w skali roku, ale możesz wyciągnąć 10%? No to nad czym tu się zastanawiać!” – są z gruntu szkodliwe, bo nie uwzględniają ryzyka inwestycji. Nie inwestuje się pożyczonych pieniędzy.
Wiesz, chodzi mi o założenie, gdy jest się do tego mocno przygotowanym i jest się pewnym. W innym wypadku – również nie polecam.
Może nie kredyt, ale zadłużyć się można z czystym sumieniem, jak chwilowo stracimy płynność finansową – tak z punktu widzenia freelancera. To znaczy np. wtedy, kiedy wiem, że za kilka dni wpłynie mi przelew za wystawioną fakturę, a teraz skończyła mi się gotówka, korzystam z karty kredytowej i potem spłacam zadłużenie przed terminem. Chociaż pewnie niejednego takie zadłużanie wpędziło w kłopoty 😉
Słusznie, Agnieszko 🙂 Ale trzeba naprawdę racjonalnie do tego wszystkiego podchodzić, żeby nie przegiąć
Mam takie pytanie – czy posiadanie kart kredytowych regularnie spłacanych wlicza się na plus jeśli chodzi o moją zdolność kredytową? Bo ja słyszałam kiedyś wypowiedź, że to obniża zdolność, ale ja zawsze spłacam karty do 0, ciekawe, jak to jest przez bank postrzegane. Czy ktoś wie?
Nieużywana karta obniża zdolność, ale używana pokazuje, że jesteś w stanie regularnie spłacać zobowiązania
Kredyt to zło! Każdy! Ale mamy skłonność do dzielenia zła na mniejsze 😉 Więc, kredyt studencki (taki preferencyjny) opłaca się, bo nie ma tańszego kredytu i to jeszcze z możliwością umorzenia. Kredyt na karcie kredytowej – fajnie jeżeli tylko korzystamy z okresu bez odsetkowego – tylko czy to kredyt? Kredyt na mieszkanie – to czasem pułapka. Niby twoje, niby masz komfort, ale dziś wiele osób ma problem ze sprzedażą lub przeniesieniem się w inne miejsce. Frankowicze coś wiedzą, choć i złotówkowcy to czują (spadek cen). Zakupy „0 procent” – może i zero, ale pewnie da się kupić taniej zwłaszcza jak masz gotówkę. Mimo wszystko wole te „0”, dla świętego spokoju (to też ma swoją cenę). To tylko moje spostrzeżenia 😉
„Kredyt na mieszkanie – to czasem pułapka” – zgadza się. Zwłaszcza gdy mierzy się bardzo wysoko, kupując drogą chatę, idąc na całego.
Ja uważam jednak, że jeśli się nie ma własnego mieszkania, to trzeba zaryzykować. Można jednak dojście do docelowego mieszkania podzielić na etapy. Najpierw coś małego i je spłacić, potem coś większego i to spłacić. Ewentualnie jeszcze trzeci etap.
Ja tak robiłem – przechodzenie etapami – minimalizowało się w ten sposób ryzyko.
Etapy też są spoko 🙂 tylko pomyśl, ile zachodu!
Zgadza się. Jest więcej zachodu, ale minimalizuje się ryzyko związane z zaciągnięciem zbyt dużego kredytu.
Fajne dopowiedzenie 🙂 Dzięki!
Zdecydowanie się zgadzam, że kredyt nie zawsze jest taki zły, jak się go zwykle przedstawia. Nie mówię tu jednak o kredytach konsumpcyjnych, bo jakby nie patrzeć, takie kredyty ani dobre, ani tanie nie są, a o kredytach przeznaczonych na inwestycje. Rozsądnie dobrane kredyty pomagają się rozwijać wielu firmom.
Tak, konsumpcyjne nie są dobre.
Masz rację – grunt to dobrze to rozplanować.
Tak, posiadanie karty kredytowej zwiększa ocenę punktową w BIK. Najlepiej regularnie ją spłacać w okresie bezodsetkowym. Żona za samą kartę kredytową miała 5 gwiazdek czyli najwyższy rating. Dzięki temu łatwo nam było dostać kredyt hipoteczny.
Jeżeli wychodzimy na tym na zysk (sytuacja z lokatą) albo wychodzimy na zero ( oprocentowanie 0%) to jak najbardziej. Jedynie co bym odradzał, to zadłużenie na konsumpcję( ubrania, piwko, wakacje).
Tomek, jasne, to czyste zło.
„Taki pro tip: Nigdy nie zakładaj, że będzie gorzej ;)”
Magda to chyba pierwsza Twoja rada, której muszę zdecydowanie zaprotestować!
Zawsze, ale to zawsze jestem i byłam w życiu optymistką. Na dowód mam mnóstwo zmarszczek mimicznych od uśmiechania się 20/24h – mogę przesłać foto 🙂
Ale jeśli chodzi o finanse i domowy budżet zawsze, ale to zawsze podejmując ryzyko (np. kredyt) bierz pod uwagę najgorszy scenariusz. Żeby się zdołować? Nie – żeby być na niego przygotowanym. Kredyt na mieszkanie – ok. Ale przed jego wzięciem przygotuj sobie scenariusz na wypadek utraty pracy itp. Kredyt studencki – ok., ale pomyśl co zrobisz jak w ciągu dwóch lat po studiach nie znajdziesz pracy. Przygotuj sobie plan na taką awarię i przygotowany na najgorsze zaciągaj zobowiązania 🙂
Dość istotne dopowiedzenie, a może zmienić wiele 🙂
Kurczę, teraz wyszło, że niezbyt precyzyjnie to napisałam. Jasne, zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. Chodziło mi o to, żeby owszem, być przygotowanym na najgorsze, ale tego nie zakładać – wiesz, że zakładasz, że będziesz zarabiać coraz więcej, nie coraz mniej. Patrzeć w ten sposób w przyszłość. Grunt to obiektywnie ocenić, czy w ogóle powinno się zabierać za mieszkanie na kredyt.
Bardzo fajny wpis! Mam bardzo podobne zdanie – wiadomo, że długi nie są pożądane, ale kupowanie za gotówkę jeśli można wziąć daną rzecz na raty (szczególnie nieoprocentowane!) brzmi bardzo rozsądnie! Przecież gotówkę można spożytkować na cel który przyniesie zysk!
w pełni się zgadzam z powyższymi punktami 🙂
problem się pojawia gdy bank nie chce pożyczyć tyle ile potrzebujemy 😛
Moim zdaniem kluczowe przy podejmowaniu decyzji o wzięciu kredytu jest zadanie sobie pytania „Czy naprawdę tego potrzebuję w tym momencie?”, a potem „Czy na pewno mnie stać na spłatę kredytu?”
Każde zadłużenie jest dla ludzi mądrych i każde zaciągniecie długu bez względu czy jest to kredyt hipoteczny, konsumpcyjny czy zakup opłacony kartą kredytową trzeba dokładnie przemyśleć. Dla mnie karta kredytowa też jest kredytem, krótkoterminowym wprawdzie (mam nadzieję) ale jest. Jak nie patrzeć do momentu spłaty to zadłużenie.
Innym problemem jest też fakt, o czym rzadko się wspomina, że dość spora grupa osób zarabia „pod stołem” co jest równoznaczne z tym, że w banku nie dostaną kredytu.
Ostatnio zdarzyło mi się wymienić kuchnię na kredyt z 0% RRSO. Pieniądze, które musiałabym od razu wpłacić ulokowałam i pracują dla mnie a raty są już ustawione jako zlecenie stałe. Pozdrawiam 🙂
Alufka, mądrze piszesz 🙂 Zgadzam się z tym!
Bardzo fajny pomysł na optymalizację finansową z tą kuchnią 🙂
Szczerze to z wieloma rzeczami się tutaj nie zgadzam 😉 A zwłaszcza z kredytem pod potencjalnie zyskowną inwestycję chyba, że to kredyt studencki 😛 Ja akurat korzystałem z niego i szczerze to głównie dzięki temu udało mi się przetrwać początki studiów, gdy nie było czasu na pracę, a kasy trzeba. Jeśli ktoś nie potrzebuje środków z kredytu to nawet wrzucanie kolejnych rat na konto oszczędnościowe pozwoli przez te maks 7 lat wypracować dosyć ciekawe odsetki.
Opisane zasady mogą mieć sens, pod warunkiem, że każdą taką sytuację dobrze przemyślimy. W przeciwnym przypadku łatwo mogą się zamienić w sposób na racjonalizację tego, że się zadłużamy „Bo przecież potrzebuję nowego kompa”. Przykładowo rozważanie czegoś na raty albo poprzez kredyt konsumencki, też trzeba przemyśleć, bo jeśli mamy nasze 4000 w gotówce, to niekoniecznie oznacza, że możemy w razie czego szybciej to spłacić. Jeśli te 4 k to nasza „poduszka finansowa” a podczas spłacania rat pojawi się nieprzewidziany wydatek to co zrobimy? Generalnie ostrożnie, bo łatwo przejść do sytuacji, w której zastanawiacie się jak wyjść z długów;)
Ztym zadłużeniem by studiowac bym sie nie zgodził lepiej jest isc do pracy niz 5 lat stracic na uczelni
A ja myślę, że autor tego wpisu ma rację i bardzo dobrze, że przygotował taki racjonalny wpis. I tak właśnie trzeba powiedzieć, że jest to wpis bardzo racjonalny, który podjął ważną tematykę. Są sytuacje, gdy warto się zadłużyć, jednak trzeba zadłużać się z głową i robić to w przemyślany sposób. Jeśli bierze się kasę, żeby się bawić to jest się niespełna rozumu. Jeśli się racjonalnie myśli rzeczywiście można się zadłużyć i dobrze na tym wyjść.