Oszczędności na dziecku – jak kupować taniej ubrania, zabawki i inne akcesoria?

·

idctsz inhi

Kiedy spodziewałam się dziecka, szybko zrozumiałam jedną rzecz: branża „dla maluszków” to genialnie naoliwiona maszynka do wyciągania pieniędzy z rodziców. Wszystko jest „niezbędne”, „jedyne bezpieczne” i „najlepsze dla Twojego dziecka” – a koszty wyprawki potrafią wystrzelić od jakichś dwóch tysięcy do nawet kilkunastu tysięcy złotych. Różnica najczęściej nie tkwi w tym, co dziecko dostaje, tylko w tym, jak sprytnie robisz zakupy. I właśnie o tym dziś opowiem – jak wyposażyć dziecko mądrze, bez rujnowania budżetu i bez poczucia, że czegoś mu brakuje.

Od razu zaznaczę: oszczędzanie na dziecku nie znaczy oszczędzania na dziecku w złym sensie. Chodzi o to, żeby nie przepłacać za marketing i status, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na to, co naprawdę się liczy – choćby na poduszkę finansową albo na przyszłość malucha.

Wyprawka: oddziel potrzeby od marketingu

Pierwsza i najważniejsza lekcja: ogromna część „niezbędnika dla noworodka” okazuje się kompletnie zbędna. Podgrzewacz do chusteczek, kokon za kilkaset złotych, pięć rodzajów kosmetyków „specjalnie dla noworodka”, pełna szafa ubranek w rozmiarze 56, z których dziecko wyrośnie w trzy tygodnie… Zanim cokolwiek kupisz, zrób listę tego, co realnie jest potrzebne w pierwszych tygodniach, i trzymaj się jej. Resztę zawsze zdążysz dokupić, gdy okaże się, że faktycznie tego potrzebujesz – a bardzo często się nie okaże.

Świetnym filtrem jest pytanie: „czy to rozwiązuje mój realny problem, czy tylko obiecuje, że będę lepszą mamą?”. Bo połowa tych gadżetów sprzedaje nie funkcję, tylko poczucie winy.

Używane to nie wstyd – to rozsądek

Dzieci rosną w tempie, które trudno sobie wyobrazić, dopóki się tego nie zobaczy. Ubranka, z których maluch korzysta kilka tygodni, w praktyce są jak nowe – i właśnie dlatego rynek rzeczy używanych dla dzieci jest złotą żyłą. Vinted, grupy mamowe na Facebooku, second-handy, wymianki, „po kuzynce” – to wszystko pozwala ubrać dziecko za ułamek ceny sklepowej, często w markowe rzeczy w idealnym stanie.

To samo dotyczy sprzętu: łóżeczka, wanienki, huśtawki, nosidła. Wiele z tych rzeczy służy dziecku dosłownie kilka miesięcy, więc kupowanie ich nowych mija się z celem. Wyjątkiem, przy którym warto się zastanowić, jest fotelik samochodowy – tu bezpieczeństwo i historia użytkowania mają znaczenie, więc jeśli już z drugiej ręki, to wyłącznie od zaufanej osoby i ze sprawdzoną „przeszłością”.

Ubrania: kupuj z głową i „na wyrost”

Skoro dziecko rośnie błyskawicznie, przestań kupować „na teraz”, a zacznij myśleć sezonami do przodu. Kolekcje z poprzedniego sezonu, wyprzedaże końcówek, zakupy o rozmiar czy dwa większe na przyszły rok – to wszystko potrafi obniżyć koszt ubranek o połowę. Kurtka zimowa kupiona na wiosennej wyprzedaży w większym rozmiarze to klasyk, który zawsze się opłaca.

Nie daj się też zwieść ilości. Noworodek nie potrzebuje dwudziestu bodziaków – potrzebuje kilku, bo i tak pierzesz częściej, niż Ci się wydaje. Mniej, ale przemyślanych rzeczy to mniej bałaganu i mniej wydanych pieniędzy.

Zabawki: mniej znaczy więcej

Tu marketing działa może najsilniej, a prawda jest przewrotna: dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, najbardziej bawią się kartonem, garnkami i tym, czym akurat bawi się rodzic. Zamiast zasypywać dom plastikiem, który po tygodniu ląduje w kącie, postaw na kilka dobrych, wszechstronnych zabawek.

Sprawdza się też rotacja: część zabawek chowasz, a po jakimś czasie „wracają” i znów są jak nowe, bez wydawania złotówki. Warto zajrzeć do bibliotek zabawek czy wypożyczalni, które działają w wielu miastach – dziecko ma nowości, a Ty nie zapełniasz domu rzeczami na jeden sezon. A na prezenty od rodziny? Śmiało podpowiadaj konkrety, zamiast pozwolić, by dom zalała fala przypadkowych gadżetów.

Pożyczaj i dziel się z innymi rodzicami

Wokół małych dzieci naturalnie tworzy się „ekonomia współdzielenia”. Nosidło na kilka wyjść, łóżeczko turystyczne na wyjazd, wagę dla niemowląt na pierwsze tygodnie – mnóstwo rzeczy używamy tak krótko, że aż szkoda je kupować. Zapytaj znajomych rodziców, dołącz do lokalnych grup, zaproponuj wymianę. Dziś Ty pożyczysz łóżeczko, za rok oddasz przysługę komuś innemu. Wszyscy na tym zyskują.

Łap okazje, ale nie kupuj „bo tanie”

Promocje i wyprzedaże to świetne narzędzie – pod jednym warunkiem, że kupujesz rzeczy, które i tak są Ci potrzebne. Pieluchy, kosmetyki, ubranka na wyrost w dobrej cenie? Jak najbardziej. Ale piąte śpioszki „bo były przecenione” to nie oszczędność, tylko wydatek w przebraniu okazji. Zasada jest ta sama co przy każdych zakupach: najpierw potrzeba, potem promocja – nigdy odwrotnie.

Odpuść presję „idealnej mamy”

Na koniec rzecz najważniejsza, bo to ona najbardziej drenuje portfele rodziców. Media społecznościowe serwują nam obrazek idealnego dziecięcego pokoju rodem z katalogu i podpowiadają, że miłość mierzy się liczbą kupionych rzeczy. To nieprawda. Dziecku nie jest potrzebna designerska szafa ani najnowszy gadżet – potrzebny jest spokojny, obecny rodzic. A łatwiej być spokojnym, gdy nie wpędzasz się w wydatki, na które Cię nie stać.

Mądre zakupy dla dziecka to nie kwestia tego, ile wydasz, tylko jak świadomie to zrobisz. Kupując z głową, potrafisz zaoszczędzić naprawdę duże pieniądze – i dać dziecku to, co najcenniejsze, a co nie ma metki. A jak jest u Ciebie: na czym najbardziej udało Ci się zaoszczędzić przy dziecku, a co okazało się wyrzuceniem pieniędzy w błoto? Koniecznie napisz w komentarzu – takie podpowiedzi od innych rodziców są na wagę złota.

Zobacz też

Magda Bród – autorka bloga

O autorce

Magda Bród

Od ponad dekady w świecie finansów – współtworzyłam redakcję Money.pl, od 2011 roku prowadzę własną firmę, współpracowałam z GPW i fintechami. Na blogu tłumaczę finanse osobiste prosto, po ludzku i na konkretnych przykładach.

Ostatnie komentarze

Nie przegap nowych wpisów

Zapisz się na newsletter i odbieraj praktyczne wskazówki o finansach osobistych prosto na maila.

Dyskusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *