Miałam to napisać wczoraj, ale jakoś się nie złożyło. Rzadko też piszę tutaj swoje komentarze na temat aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej. Ale jak wczoraj przeczytałam artykuł na Money.pl o tym, ile będą kosztowały w tym roku wybory samorządowe, rączki mi opadły.
Wiem, że pewnie nie masz czasu, żeby zagłębiać się w cały artykuł, nie szkodzi, napiszę Ci o co mi chodzi. A głównie o dwie kwestie:
Pierwsza – nieopodatkowane wynagrodzenie dla członków komisji wyborczych
Nie mam nic przeciwko temu, że członkowie komisji otrzymali ponad drugie tyle podwyżki za wykonywaną pracę (wcześniej: 135 zł, obecnie 300 zł). Za to mam bardzo dużo przeciwko temu, że te pieniądze nie będą w żaden sposób opodatkowane. Z jakiej racji, się pytam?! 18% z 300 zł to w końcu 54 zł. Ja płacę od takich kwot podatek, Ty też, to czemu oni nie? Wiem wiem, ma to zachęcić do pracy w takich komisjach. Super.
Druga – kompletne marnotrawstwo pieniędzy na papier do głosowania
Doskonale wiadomo, jaka jest frekwencja podczas wyborów. Ale nie, trzeba wydrukować tyle kart do głosowania, ile jest osób do tego uprawnionych! Wiecie, ile kosztuje wydrukowanie wszystkich tych kart? Otóż bagatela 27 milionów złotych (w tej kwocie zawierają się też nakładki sporządzone w alfabecie brajla). 27 mln na karty do głosowania! Zakładając, że w Polsce uprawnionych do głosowania jest pi razy oko 30 mln (jeszcze w końcu emigranci…), wychodzi około 1 zł za arkusz. Serio? A wiecie, że w detalu można drukować w studenckich miastach za 7 groszy?
Nie ogarniam ogólnie tego, czemu aż tyle papieru musi się zmarnować. Każda komisja wyborcza ma statystyki dotyczące frekwencji. Wystarczyłoby wydrukować 10% kart więcej niż zwykle i trzymać rękę na pulsie, gdyby miało ich zabraknąć. I nagle zaoszczędzilibyśmy na tym interesie połowę! Jedyne 13 mln złotych, które można by przeznaczyć na cokolwiek innego, ale przynajmniej by się nie zmarnowało. Bo te karty, które zostaną, wezmą sobie pewnie Panie Krysie i będą na nich pisać w domu.
Uf. To chyba tyle, trochę mnie poniosło.



Czepcie się złodziei sejmowych, a nie prostych biednych ludzi na dołach społecznych. Wybory samorządowe to jedna z ostatnich ostoi wolności, bo zawsze można nieudacznika spuścić do kanału. Co…najlepiej jakby nie było wyborów tak? Tylko każdego aparatczyka złodzieje z Warszafki przywoziliby w teczce, a głupi lud miałby gówno do gadania…Komuna się Wam marzy co?
Hmm.. nie za bardzo rozumiem kolegi komentarz. Dla pewności jeszcze raz przeczytałem wpis i jeszcze raz komentarz, ale powiązania nadal nie dostrzegłem.
.
Wydaje mi się, że koleżance chodziło bardziej o lepszą organizację samych wyborów. Nie chodzi o jakąś wrogość do samorządów czy polityków działających lokalnie. W końcu to ostoja i podstawa demokracji. Ale o sam fakt niesprawiedliwości społecznej jeżeli chodzi o płacenie podatków, oraz o marnowanie publicznych pieniędzy przez własnie złą organizację samego przebiegu wyborów (głównie o ilość kart, o czym koleżanka wspomina we wpisie).
Uchh, dzięki, że za mnie odpowiedziałeś 🙂
Z tym nieopodatkowaniem wynagrodzeń komisji chodzi o to, że gdyby były opodatkowane to jakiś organ państwowy, który zleca tę pracę musiałby wystawić PIT’a, potem US musiałby te informacje przetworzyć, sprawdzić, a tak to po prostu jest nieopodatkowane i mają mniej pracy. Więc akurat punkt 1 ma za ratio legis oszczędność 🙂 Że niby to 300 PLN to już po takim wirtualnym opodatkowaniu 🙂
A papier… No wiadomo, koszmar. Pracowałam w komisji kilka razy i zawsze „płakałam” jak widziałam te zadrukowane 10 albo nawet 20 stron by postawic 1 krzyżyk…
Po wirtualnym opodatkowaniu mówisz… Jakoś to do mnie nie przemawia 😛 Jakoś PIT-y muszą wystawiać wszyscy i nikt nie płacze.
No niestety, ciekawe kiedy będziemy głosować od razu elektronicznie. To by się pewnie zwróciło już podczas drugich wyborów.
Rozumiem Twoje rozgoryczenie, jeśli chodzi o koszty związane z wyborami. Niestety, każde wybory kosztują. Mnie jednak jeśli chodzi o wybory samorządowe coś innego złości, a mianowicie. Nasza ordynacja jest tak skonstruowana, że jak ktoś uzyskał stanowisko burmistrzowa, wójta to statystycznie trudno go odsunąć. Wybory na prezydenta kraju gwarantują nam maksymalnie 2 kadencje – i po tm i tak musi się zmienić. Niestety na niższych szczeblach jak ktoś się dostanie do koryta, to bardzo trudno go od niego odsunąć. Tak to jakoś funkcjonuje (też o tym czytałem ciekawy artykuł) że stosunkowo niewielka jest wymienialność na tych stanowiskach. A szkoda.
Wiesz, już wolałam sobie odpuścić sam polityczny sens… 🙂
Co do opodatkowania, to załóżmy, że podatek już jest zapłacony, a te 300 PLN to jest po opodatkowaniu – i tak śmieszna kasa za 24h godziny pracy (no prawie tyle). PIT-a nikt nie wystawia, i dobrze. Pomyśl ile musi kosztować jego wydrukowanie. Co do samych wyborów, to zasada jest jedna. Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy. Ordynacja na szczeblu lokalnym, to w większości mamy jednomandatowe wybory, a że ludzie ciągle głosują na tych samych… Polecam serial „Ranczo”.
No pewnie, masz rację. I niestety niewiele można z tym zrobić.
jak dla Ciebie 300zł to „śmieszna kasa” za jeden dzień pracy to gratuluję zarobków na poziomie ponad 7 tysięcy złotycvh (bo poniżej to dniówka wychodzi właśnie 300zł). Poza tym przypominam, że dla 99% osób w komisjach jest to DODATKOWA kasa do ich normalnych dochodów. Przeliczając na chlopski rozum jest to bak paliwa gratis. Dla mnie dużo, mimo że zawsze tankuję do pełna 😉
Nie można tego liczyć, że to jest dzień pracy – 8 h, raczej dzień pracy 12 jak nie więcej, przy czym w dzień wolny od pracy, weekend. Jako wielokrotny pracownik obsługi informatycznej, chciałabym zauważyć, że najpierw jest szkolenie. Te zazwyczaj jest w mało sprzyjającej porze i trwa 1-2h. Później musisz jeździć najlepiej przynajmniej dzień przed i posprawdzać wszystko, czy działa. W dniu wyborow przyjechac, poinstalowac co trzeba, posprawdzać czy działa i napisać raport. Możesz wrócić do domu, by za chwilę znowu wrócić, by wpisać do arkusza jakieś tam dane o frekwencji. Później wracasz wieczorem, przed zamknięciem komisji. I czekasz, raz dłużej, raz krócej, ale raczej do około 23-24 na pewno. Cały dzień właściwie masz z głowy plus czas na szkolenie, zapoznanie się z programem, niekiedy innym niż w latach poprzednich.
„Śmieszna kasa”, bo liczę za więcej niż 8 godzin. Właściwie to lokale wyborcze są otwarte od rana do nocy + jeszcze liczenie głosów. Przelicz sobie więc stawkę godzinową, a nie dniówkę. Jak tak policzysz, to już tak fajnie nie jest. Poza tym, to uważam, że jest to bardzo odpowiedzialna praca. Mimo wszystko, wybory są bardzo ważne i każda pomyłka może mieć swoje konsekwencje.
Z jakiej paki złotówka za jeden arkusz ?? przecież to strasznie dużo. Przy takim nakładzie mogli by drukować nawet za 3 grosze za sztukę.
Otóż to. Dlatego tak mnie to sfrustrowało 🙂
Jeżeli się już załapie do takiej komisji to nie będziesz narzekać, ja tam na to nie narzekam już lepiej, żeby to ludziom płacili a nie tym złodziejom z wiejskiej 🙂
Kiedyś – wiele lat temu byłem w takiej komisji – cała niedziela wyrwana z życiorysu. Mimo sporej kasy nie tęsknię za taką rolę.
Chyba trochę odbiegliśmy od tematu 🙂
Jeszcze jeden taki wpis a dodam ten blog do ulubionych 🙂
Dosłownie wszystko co napisałaś pada mi czasem na usta podczas rozmów na temat tych dennych wyborów samorządowych …
Dodaj do ulubionych, bo pewnie jeszcze nie raz będą tu tego typu wpisy 🙂
Skoro mogę (mam nadzieję, że mogę), to chciałbym jednak zaprosić wszystkich na wybory. Nie ważne, że kosztują ważne że mogą coś zmienić.
No pewnie, że możesz 🙂