Promocje, promocje, promocje! [czyli robienie z Polaka debila]

Żeby nie było – ten wpis nie będzie dotyczyć posezonowych wyprzedaży. Jeśli tego oczekujesz, najlepiej sobie pójdź 🙂 Będąc w zeszłym tygodniu na urlopie w Pobierowie zauważyłam pewną prawidłowość –…
Magda
27.06.2014

Żeby nie było – ten wpis nie będzie dotyczyć posezonowych wyprzedaży. Jeśli tego oczekujesz, najlepiej sobie pójdź 🙂 Będąc w zeszłym tygodniu na urlopie w Pobierowie zauważyłam pewną prawidłowość – im bliżej zejścia na plażę, tym większe informacje o rewelacyjnych promocjach. Nie mam nic przeciwko obniżaniu cen, ale pod warunkiem, że komunikaty barów/restauracji/sklepów, nie robią ze mnie idiotki. No i zrobiłam dla Ciebie fotki – żeby był dowód.

Czy typowy Polak naprawdę nabiera się na to, że może kupić 3 pizze w cenie 2, albo 3 lody w cenie dwóch? Albo że wszystkie produkty w danej jadłodajni są przecenione o 50%? Albo że polewę dostaniemy gratis? Nie sądzę. Chociaż – nie jestem typowym Polakiem – ale nadal nie sądzę.

Czy oni (właściciele w/w miejsc) uważają, że jak zobaczymy na trwałe zamontowany banner, że wszystkie kawy są o połowę tańsze, to się na to nabierzemy? Przecież widać, że ten banner musiał dużo kosztować i że wisi tam od dwóch lat. Jest już nawet trochę wyblakły. Czy naprawdę uważają, że nabierzemy się na promocję 3 w cenie 2 i nie wpadniemy na to, że ceny pojedynczych sztuk są odpowiednio podbite?

Największym przegięciem była restauracja w Niechorzu, która oferowała, uwaga – „darmowy widok na morze”! Wow! Ekstra! Jeeeeej! Mogę za darmo zobaczyć morze – ale jazda!

I to było coś, co w pobycie nad polskim morzem uwierało mnie najbardziej. Gdzie się nie odwróciłam – promocje. Bałam się, że zaraz wyjdą mi z lodówki. Całe miasto, swoją drogą urocze, oblepione w tandetny sposób promocjami. Naprawdę można to było zrobić lepiej. I może czas przestać traktować Polaka jak debila, który łyka wszystko jak młody pelikan…

A co Ty sądzisz?

21 komentarzy
  1. Marek

    CCC, statystycznie więcej ludzi się łapie na magiczne hasło PROMOCJA i nic na to nie poradzimy. Trochę z przymrużeniem oka, ale jednak drażni mnie to, że kupując jedną pizzę przepłacam ;)))
    Nad naszym morzem wszędzie są promocje, sale, okazje, najtaniej i najlepiej, a mimo to drożyzna jak na Lazurowym Wybrzeżu. Szkoda, że wraz z tymi cenami standard nie idzie w parze.
    Z drugiej strony, wolę statyczne szyldy i banery od naganiaczy np. z Barcelony. Tam się nie da spokojnie przejść wzdłuż restauracji i to mnie naprawdę wnerwia.

    Odpowiedz
    • Magda

      No właśnie! Też tak pomyślałam – skoro 3 pizze w cenie 2, to nie kupię jednej, bo się nie opłaca 🙂
      Co do reszty – 100% racji.

      Odpowiedz
    • Agnieszka

      O ci naganiacze to są straszni, w wielu miejscach za granicą można ich spotkać, niektórzy są nawet tak sprytni, że uczą się po kilka słów w różnych językach i zagadują do Ciebie po polsku.

      Mnie jakoś te promocje nie ruszają, ale moim ulubionym hitem, który widziałam kiedyś na opakowaniu mleka było „SMAK GRATIS”. Lepsze niż widok na morze 😀

      Odpowiedz
  2. adam

    „Czy typowy Polak naprawdę nabiera się na to, że może kupić 3 pizze w cenie 2, albo 3 lody w cenie dwóch?”

    Odpowiadam – TAK.
    Stąd takie zagrywki są i nadal będą, bo się sprawdzają.

    Odpowiedz
    • Magda

      To smutne.

      Odpowiedz
      • Piotrek

        Może i smutne, ale to działa na większość z nas (również na mnie). Wszelkiego rodzaju promocje, zaczynając od okazyjnych biletów tanich linii lotniczych, po promocje w dużych marketach, czy małych sklepikach.

        Jeśli dostaję informację, że coś jest tańsze, to na przekór nie pójdę szukać miejsca, gdzie zapłacę za coś więcej.

        Chyba, że …. przekonam się sam na sobie, lub na podstawie zeznań innych osób, że to co tańsze jest do kitu, a gdy zapłacę więcej, otrzymam lepszy jakościowo towar, lub lepszą usługę

        Odpowiedz
        • Magda

          Piotrek, ale ja nie miałam na myśli, że promocje w ogóle są złe. One są dobre i działają. Ale niektóre zagrywki są po prostu słabe 🙂

          Odpowiedz
          • Piotrek

            Jasne. Trzeba rozdzielić promocję dobrą od złej. Faktem jest jednak, że na te różne zagrywki często się nabieramy (mimo woli 🙂 )

  3. Kasia

    Niestety musze zgodzic sie z Adamem… typowy Polak sie na to nabiera… 🙁

    Odpowiedz
  4. homoklikus

    Dla mnie hicior to darmowy widok na morze 😉 Drogie panie bez urazy ale na przykładzie mojej ex żony, stwierdzam że kobiety bardziej łapią się na promocje. Jak moja była wracała z zakupów pytałem się jej:
    – Po co to kupiłaś
    – Bo to było w promocji
    – Ile razy mam Ci powtarzać, że promocje nie są po to żebyś Ty zaoszczędziła, tylko po to żeby sklep zarobił.

    I tak w zasadzie mogłem do znudzenia, jak grochem o ścianę. Żeby jeszcze te towary z promocji do czegoś się przydały 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Już chyba kiedyś generalizowałeś i któraś z pań przyznała Ci rację 🙂

      Odpowiedz
      • homoklikus

        Wybaczcie, ja chyba po prostu trafiam na nieodpowiednie kobiety 😉

        Odpowiedz
        • Magda

          🙂

          Odpowiedz
  5. homoklikus

    Czemu u Ciebie komentarze czyta się od dołu do góry? 😉 To tak jak by czytać wpis czy książkę od końca 😛 Szczególnie jest to niewygodne przy komentarzach z odpowiedziami.

    Odpowiedz
    • Magda

      O widzisz, to typowa pomyłka, mój błąd – nawet nie wiedziałam, że tak jest, bo najczęściej odpowiadam na komentarz przez panel admina.

      Dzięki!

      Odpowiedz
      • homoklikus

        A to ciekawe, ja sobie bloguje gdzie od 2009 roku i jeszcze mi się nie zdarzyło odpowiedzieć na komentarz w PA 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          A ja od 2007 i od zawsze tak robię 🙂

          Odpowiedz
  6. BJK

    Powiem szczerze, że napisy i banery nie kręcą mnie więc nie zwracam na nie uwagi… Owszem, jak w sklepie w którym regularnie kupuję się pojawi kartka, że promocja/obniżka etc to zerknę, mając w pamięci „normalną” cenę. Ale we wszelkich miejscowościach turystycznych biorę pod uwagę „narzut” dla obcych, który nie rzadko potrafi przebić te stosowane na stacjach paliw…
    A same wakacje – cóż, zaczynam planować wakacje na przyszły rok, więc zarzucę ciekawostkę: przelot w jedną stronę do Los Angeles (USA) kosztuje zaledwie 200zł anieżeli przelot w obie strony! I to dopiero pytanie czy to promocja czy nie…

    Odpowiedz
    • Magda

      Masz na myśli 200 zł więcej? Bo nie dodałeś.

      Pewnie promocja… :p

      Odpowiedz
      • BJK

        wróć, fakt, nie dodałem – przelot w jedną stronę jest 200 złotych tańszy niż w obie strony. Innymi słowy: powrót kosztuje oszałamiające 200 zł. Więcej zdarzało mi się płacić za lot do Londynu :/

        Odpowiedz
        • Magda

          No to nieźle 🙂

          Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa