Dziś zrobiłam mały test. Poszłam do hali targowej, żeby kupić trochę warzyw, owoców czy kość dla Regona. Jako, że płaciłam gotówką, a zapowiadało się na kilka różnych stanowisk/sklepów, chciałam zebrać wszystkie paragony, żeby potem wydatki wpisać w MyMoney.pl.
Gdy już przy pierwszym stanowisku sprzedawca po sprzedaży, zamiast dać mi paragon, spytał „Coś jeszcze?”, stwierdziłam, że dziś wszystkich o ten paragon poproszę i sprawdzę, w jak wielu miejscach będę się go musiała dopraszać. „Tak, poproszę paragon” – powiedziałam i pan mocno się zdziwił. Niestety, zamiast paragonu dostałam świstek papieru, gdzie była cena za fasolkę i borówkę amerykańską, którą kupiłam. Ciekawe, co by na to powiedział urząd skarbowy 😉
Późniejsze zakupy również mocno mnie zawiodły – na 6 sklepów/stanowisk, w 4 musiałam dodatkowo o paragon poprosić, tylko w dwóch sprzedawcy po prostu włożyli mi go do reklamówki. Osoby obsługujące te cztery miejsca mocno się zdziwiły, że ja nadal na coś czekam. Powiem Wam, że w pewnym momencie aż głupio mi było prosić.
Po co o tym piszę?
Bo zastanawiam się czy:
- sprzedawcy są przyzwyczajeni, że klienci nie biorą paragonów, dlatego ich nie dają
- sprzedawcy w ogóle nie nabijają towaru na kasę fiskalną
Bo o ile mowa o zakupach, nazwijmy je policzalnymi, gdzie paragon musi być, bo liczba opakowań nie będzie się zgadzała (np. ryż, mąka, napoje), to w przypadku towarów na wagę, jak to było w moim przypadku, trudno dojść do tego, ile rzeczywiście się sprzedało. I ciekawa jestem, czy sprzedawcy nie chcą w ten sposób po prostu zaoszczędzić na płaceniu podatków od sprzedaży. Być może na kasę fiskalną nabijają np. tylko 2/3 towaru, a nie całość.
Wiem dobrze, że często tak jest z usługami, na przykład z naprawą samochodu – zawsze, gdy przy odbiorze auta mówię, że chcę fakturę, mechanik mówi, że to w takim razie trzeba będzie do umówionej kwoty doliczyć 23% VAT-u. Hmm… A może po prostu czas zmienić mechanika? 🙂
No i właśnie – o co mi chodzi z tym całym wpisem – chciałam Was zapytać, jak się z tym czujecie? Przejmujecie się tym, że niektóre biznesy nie rozliczają się z każdej sprzedaży? Czy może myślicie „good for them, jak mogą się wymigać, to niech to robią”? A może „demmmyt, skoro ja płacę podatek od każdej złotówki, to niech oni też płacą”? Bo ja się chyba skłaniam ku tej drugiej opcji.



akurat u mechanika gdy mi się to zdarzyło raz (taki „obcy” zakład, bo pilnie naprawa była potrzebna) to go grzecznie poinformowałem, żę jak mi doliczy choć złotówkę to osobiście się upewnię, żeby zawitał do niego Urząd Skarbowy – podana cena na kosztorysie to cena zawierająca wszelkie podatatki – jak ja chcę to możemy negocjować zrobienie tego na czarno. Ale nie, że jak ja chcę potwierdzenie sprzedaży (czyli de facto gwarancję na wykonaną usługę) to mam zapłacić więcej…
Co do warzywniaków – nie dopraszam się za bardzo o paragon tam. Po prostu wpisuję w notatnik w telefonie i tyle. Parę razy widziałem, że mi dorzucono paragon i tyle.
Co do opcji „ja płacę podatki od wszystkiego to inni niech też płacą” to ja pozostawiam to trochę własnemu wyborowi – nie pochwalam, ale też nie donoszę. W przypadku usług czy zakupów droższych oczekuję dowodu sprzedaży, natomiast w innym przypadku – jak kto woli. To nie ja się będę posił przy kontroli skarbowej…
PS. Powiem Ci Magdo, że mi się ludzie dziwią, że płacę podatek od najmu. Bo przecież mógłbym na lewo i po co oddaję swoją kasę państwu etc. A z drugiej strony: dzięki temu mam wyższą zdolność kredytową. I to sporo!
O widzisz, nigdy nie pomyślałam, żeby podejść to od tej strony.
Ja jakoś nie chciałam odpuszczać sobie paragonów w warzywniaku… w końcu to sklep jak każdy inny 🙂
Co do PS – ja też bym płaciła. Ale rozumiem, że my-Polacy jesteśmy dość specyficzni 🙂
Hej Magdo,
Ciekawy wpis! Kilka dni temu (wtorek) udałem się do galerii handlowej na zakupy z rodziną. Wiadomo, że człowiek jest swego rodzaju zmęczony po łażeniu po sklepach, więc naszła nas ochota na… lody gałkowe! Staram się za wszystko płacić kartą kredytową i potem wszystko spłacam. Nasza trójka zdążyła już wszystko wybrać, udaję się do kasy. Płacę kartą. I padło pierwsze pytanie: czy potrzebuję potwierdzenie płatności kartą? No jasne – to oczywiste. Nie muszę już wspominać, że musiałem się dopraszać o paragon za lody.
Sam jestem przedsiębiorcą i wiem, że czasami jest ciężko jeśli chodzi o finanse. Mam na myśli te wszystkie podatki i w ogóle, ale teraz wyobraź sobie, że przychodzi taki pan z US i nie dostaje paragonu. Kara finansowa z miejsca zostaje wystawiona…
Uważam, że warto brać paragony, ponieważ wtedy się poniekąd wspiera nasz kraj. Paragon za usługi/towary = większe podatki = „lepszy kraj”. Napisałem w cudzysłowie „lepszy kraj”, bo nie wszystko jest kolorowe w Polsce, choć zauważyłem, że jako Państwo zaczynamy odżywać. Mówię tak ogólnie na podstawie swoich spostrzeżeń.
Leon.
A widzisz, o to, czy chcę potwierdzenie, zawsze mnie pytają w Żabkach i FreshMarketach i najczęściej odpowiadam, że nie – po co ma się drukować kolejny papier. Natomiast paragon biorę zawsze. Ale w tej konkretnej sytuacji nie winiłabym Pani sprzedającej lody, bo tam mają taki zapieprz, że pewnie nie ma nawet czasu pomyśleć o paragonie.
Co do „lepszego kraju”, to masz rację, coś się zaczyna dziać 😉
Pozdrawiam!
Tylko że paragon i potwierdzenie płatności kartą to co innego – pani w kasie może wydrukować potwierdzenie płatności kartą w jednej kopii (dla siebie) albo w dwóch, dlatego Cię zapytała, czy potrzebujesz. Ale żebyś w ogóle mógł zapłacić kartą to musiała nabić na kasę fiskalną pewnie te lody, bo inaczej by jej się na koniec dnia transakcje nie zgadzały – przy płatnościach kartą akurat oszukać się nie da.
Niestety da się oszukiwać przy płatności kartą jeśli nie ma dobrego programu do sprzedaży. Miałam kiedyś w sklepie taką dziewczynę która nabijała na kartę a nie nabijała paragonu. Transakcji było tak dużo, że nikt nie sprawdzał czy wydruk z terminala ma odpowiednik paragonu w systemie. Po podsumowaniu dnia zostawała jej gotówka w kasie którą zabierała. Wykryliśmy przypadkiem i potem już każda transakcja musiała mieć opis z numerem paragonu. Po ponad 10 latach pracy w sprzedaży wiem, że kreatywność w oszukiwaniu jest znaczna. Jest to bardzo smutne 🙁
Ooo, nie sądziłam, że są tacy ludzie…
Madzia, a Ty żyjesz w świecie wróżek i jednorożców? 😉 Kiedyś kolega z pracy opieprzył kasjerkę w markecie za dwa grosze, że mu nie wydała 😉
No chyba tak 🙁
Mój pan mechanik zawsze daje mi zniżki albo rabaty, ale im więcej ich daje, tym częściej u niego ląduję… Oczywiście wszystko mam na fakturze. 😛
A… co to ma wspólnego z wpisem? 😀 😀
Od kiedy spisujemy wszystkie wydatki to zawsze staram się brać paragony. Jeśli ktoś mi go nie daje od ręki to proszę i czekam. Nawet tam gdzie kupujemy warzywa zawsze Pan bez pytania daje wszystkim paragon 🙂
Najdziwniejsza sytuacja jaką miałam: w sklepie Pani odruchowo oberwała paragon i wyrzuciła do kosza pod ladą zamiast mi go dać, nawet nie zapytała czy chcę. Nie zauważyłam, że go wyrzuciła (bo pakowałam zakupy) i poprosiłam o paragon. I się zaczęło! Sprzedawczyni mnie prawie skrzyczała za to, że chciałam paragon – a po co on Pani? nie zapamięta ile zapłaciła? – a ja nie wiedziałam o co jej chodzi i twardo mówię, że chcę paragon (wiadomo jak ktoś do mnie krzykiem to ja też już nie ustąpię)i ona dopiero się do tego kosza schyliła i zaczęła go szukać… Wiecie jak mi było głupio? Normalnie masakra. A później tak sobie myślałam i stwierdziłam, że powinna mi paragon dać od razu, położyć na ladzie i wyrzucić jak nie wezmę, a nie od razu wyrzucać tak, żebym nawet nie zauważyła.
To się rozpisałam, ale generalnie paragony należy brać i jeszcze przed odejściem od kasy sprawdzać – czy nabite jest dokładnie to co kupiliśmy i za taką cenę.
I bardzo dobrze, że się rozpisałaś, bo u siebie ostatnio coś nie piszesz 😛
Oj, rozumiem, że było Ci głupio, ale to nie była twoja wina 🙂 Pewnie Pani jest przyzwyczajona do tego, że nikt nie chce paragonu. Ale oczywiście – powinna była go położyć na ladzie i wyrzucić dopiero, jak go nie weźmiesz…
Kilka dużych projektów i rodzinnych zobowiązań pojawiło się jednocześnie i żyję w ciągłym niedoczasie 🙂 Nie będę na razie nic obiecywać, ale wrócę i będę i wpisy też się pojawią 😉
Trzymam za słowo 🙂
Wydanie paragonu, to psi obowiązek sprzedawcy. Może burczeć pod nosem, choćby nie wiem, co:
http://wiadomosci.onet.pl/szczecin/walka-z-nieuczciwymi-sprzedawcami-nie-badz-jelen-wez-paragon/pbj3w
Ponad 3k kary za niewydanie. A gdzieś ptaszki mi doćwierkały, że mandat ostatnio wzrósł.
Ooo, eRIZ, kopę lat! 🙂
Oczywiście, że to obowiązek, ale to nie zmienia faktu, że często ich po prostu nie dają…
To, że się nie wypowiadam, to nie znaczy, że nie czytam. RSS-y potęgą „SOM”. 😛
Jeśli nie dają, wtedy się upominam.
Myślisz, że nadal „som”? 🙂 Bo moim zdaniem po śmierci Google Readera nic już nie jest takie samo… 😛
Są i nadal mają się dobrze. Czy to via Feedly, czy coś innego. NewsBlur daje radę, nawet lepiej, niż GR.
Ale jednak chyba coraz mniej ludzi korzysta…
Nie rozumiem zupełnie, czemu głupio się czujesz chcąc paragon? Przecież to nie twoja wina, że sprzedawca niedouczony został podstawowych swoich obowiązków 😀 Masz się wstydzić za nich? 😉
Przecież jesteś klientem, nie petentem proszącym o łaskawe traktowanie…
A tak w ogóle, to w wielu punktach właśnie nie wydają automatycznie paragonów, nauczeni właśnie przez większość, która ich nie chce… skali nienabijania jest mniej, przynajmniej wg moich subiektywnych obserwacji…
Z tym czuciem się głupio – to dopiero, jak po raz kolejny spytałam o ten paragon. Doskonale wiem, że to moje prawo…
Głupio się czułam, bo moje dopominanie się o paragon było tak naprawdę zmuszaniem tej kobiety do grzebania w śmieciach…
Aaa czyli to jednak było do Ciebie 😀
Ja się jakoś specjalnie nie dopraszam w warzywniakach o paragon, po prostu zapamiętuję, ile wydałam. Ale zastanawiam się, może po prostu nie wszyscy właściciele takich stoisk mają obowiązek posiadać kasę fiskalną? Teoretycznie ktoś może mieścić się w limicie (bodajże 40 tysięcy obrotu), do którego kasy mieć nie trzeba i wtedy paragon musiałby chyba wypisać ręcznie, jeśli się go domagasz… Widziałam kilka razy w sklepach, w których kasy nie ma, że sprzedawca w zeszycie zapisywał co sprzedał i za ile.
Aga, ale od tego roku obrót limit to 20 tysięcy… I obrót – nie dochód, więc raczej każdy…
Spotkałem się z podobnymi sytuacjami, chociaż ja nie przywiązywałem do nich uwagi. Uważam, że jeżeli ktoś nie rozlicza się z każdej złotówki to jego ryzyko – w każdej chwili może to się skończyć, może ktoś na niego donieść. Tylko niech ten ktoś się nie dziwi, że jego inni ludzie oszukują 😉
W sumie to jeszcze trochę rozumiałbym takie oszustwa, gdyby ktoś był w ciężkiej sytuacji i te pieniądze mądrze wykorzystywał. Jednak są sytuacje w których najzwyczajniej w świecie ludzie oszukują państwo a kasę wydają na własne przyjemności.
Najbardziej mnie jednak śmieszą ludzie twierdzący, że „w tym kraju nigdy nie będzie dobrze”, albo narzekający na takich oszustów a sami ciągną na lewo ile wlezie 😉
To już temat na zupełnie inny wpis 😀
A ja mam na targowisku swoje ulubione stanowisko z warzywami i tam z paragonami nie mam problemu, kasa fiskalna i waga stoi na widoku i jest ok 😉
Ja się też zdecydowanie skłaniam do tej drugiej opcji. Co prawda standardowo nie wołam o paragon, ale uważam że jeśli ktoś prowadzi działalność, sprzedaje, świadczy usługi to wie na co się decyduje.
Oburzają mnie takie sytuacje, kiedy chcąc fakturę ktoś mówi, że w takim razie trzeba do tego doliczyć jeszcze VAT.
Ja kiedyś nie zwracałem uwagi na to czy dostaję paragon czy nie, ale odkąd zacząłem spisywać swoje wydatki staram się zawsze brać paragon, żeby mieć z czego potem spisać kwoty. Do tej pory nie zdarzyło mi się dopraszać o paragon, ale to pewnie, dlatego, że robię zakupy w tych samych miejscach, gdzie paragony wydają bez gadania.
A jeśli chodzi o mój stosunek do tego, że niektórzy nie wydają paragonów, to jak na razie sądzę, że to ich sprawa, że ryzykują kontrolę i karę. Jeśli bym się musiał prosić kogoś o paragon, to wtedy pewnie moje podejście byłoby inne.
Pewnie po prostu nie kupujesz w warzywniakach czy na targach… 🙂
Hej Magdo,
czasem nieotrzymanie paragonu jest zgodne z ustawą o podatku od towarów i usług i to nie będzie wtedy szara strefa. Jak wygrzebałem w wykładni MF – zwalnia ona od podatku dostawę produktów rolnych pochodzących z własnej działalności rolniczej, dokonywaną przez rolnika ryczałtowego oraz świadczenie usług rolniczych przez rolnika ryczałtowego. Od podatku zwolnieni są tylko rolnicy ryczałtowi i tylko w wyraźnie wskazanym zakresie.
Natomiast jeżeli kupujemy towar u zwykłego 'odsprzedawcy’ no to paragon powinniśmy dostać.
I dziękuję za polecenie tej aplikacji MyMoney.pl – rzeczywiście bardzo przydatna i jest przyjazna użytkownikowi.
Hmm… dzięki! Nie wiedziałam o tym 🙂 Ale też nie sądzę, że sprzedawcy z wczoraj zaliczali się do grupy ryczałtowych rolników… 😛
Mi akurat nie przeszkadza to że nie dają mi paragonu, w sumie bardzo rzadko mi się to zdarza. a jak chcę paragon to po prostu stoję i zaraz dostaję.
Myślę, że niewydawanie paragonów jest też po prostu kwestią lenistwa i pośpiechu po stronie sprzedającego. Na straganach są kolejki, często pracuje tam kilka osób jednocześnie, które wydają towar na szybko i przyjmują pieniądze (zdarza się, że odliczone i tylko wrzucone do koszyczka) – często mi się zdarza, że nie dostaję w takich miejscach paragonu i szczerze – z mojego pośpiechu też się o niego nie upominam. Przy większych zakupach zawsze dbam, by ostatecznie wylądował w portfelu i zapewniał np. gwarancję zakupionego sprzętu. Powinno tak być przy każdej transakcji.
Oczywiście być może masz rację 🙂
Ja nigdy nie spotkałam się z paragonami wydawanymi na straganach i też jakoś nigdy się o nie nie upominałam. Nigdy nie zastanawiałam się, czy to dobrze, czy źle że nie rozliczają się z każdej sprzedanej marchewki. Teraz jak o tym myślę to faktycznie, jest coś na rzeczy, bo skoro robi to każdy to taki sprzedawca również powinien. PS. Widzę, że na blogu zaszły zmiany. Bardzo podoba mi się nowy wygląd strony 🙂
To już co najmniej 2 miesiące 😛 czyli dawno nie byłaś :-)) Ale cieszę się, że Ci się podoba.
Fakt, niektórzy sprzedawcy przyzwyczaili się żeby nie dawać paragonu. Sam też biorę paragon tylko wtedy jeśli nie jestem pewien zakupu (niezbędne w przypadku zwrotu) lub jeśli produkt objęty jest gwarancją.
Ja odruchowo biorę do worka niemal każdy, choć często niepotrzebnie. A te istotniejsze (które dają gwarancję staram się przechowywać.
Jeżeli chodzi o droższe usługi, jak właśnie opisany przez Ciebie mechanik, czy jak mi się raz zdarzyło – firma remontowa, która wygładzała mi ściany – nie odpuszczam. Przyszli do mnie panowie. Chciałem w sypialni właśnie wygładzić ściany. Nie znam się na tym więc poprosiłem firmę, malowanie już we własnym zakresie. Panowie przyszli, usługa kilkaset złotych, bo pokój duży. Mówię, że poproszę fakturę (akurat bardzo je potrzebowałem ze względu na własne rozliczenia – chodziło o sprzedaż mieszkania). Na co „szef budowy” do mnie, że to będzie musiał do ceny doliczyć 23%. Jakim prawem? Mówię, że cena na stronie była podana już z podatkami, że zaraz zadzwonię do urzędu skarbowego i zapytam, czy tak to powinno wyglądać. Na szczęście dzwonić nie musiałem, Pan Ekspert Budowlany szybko zmienił nastawienie. Zaproponował mi nawet malowanie za pół ceny, ale podziękowałem.
Co do warzywniaków – nie upominam się. U mnie pod blokiem w sezonie stała też starsza kobieta z kilkoma koszyczkami truskawek, czasami z borówkami i malinami. Kupowałem u niej truskawki nie raz, wydatek zapisywałem, od Pani nic nie chciałem 😉
Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Będę musiała tak spróbować następnym razem, delikatnie postraszyć skarbówką 🙂
PS Link usunięty, jeśli chcesz, by został, podpisuj się imieniem…
o ile nikt nas nie oszukuje z cenami to paragony są niepotrzebne :p
Są jak najbardziej potrzebne, np. do spisywania wydatków.
Tak czytam, czytam te wszystkie komentarze i zdałam sobie sprawę jak jest u mnie: otóż w sklepach spożywczych przeważnie nie biorę paragonów. Zawsze je dostaję, ale często proszę o ich wyrzucenie (nie spisuję wydatków). Natomiast jeśli płacę kartą (a płacę tak bardzo często) to ZAWSZE biorę wydruk z terminala. Wynika to z tego, że na tym wydruku są dane mojej karty i boję się, że jeśli wpadną w niepowołane ręce to mogę mieć problem. Tyle, że chyba nie paragonach nie ma całego numeru karty tylko kilka 1-szych i ostatnich cyfr, więc chyba luz. Niemniej jednak już mi to weszło w nawyk i jak to mówią „strzeżonego Pan Bóg strzeże” 😀
Natomiast na bazarkach nigdy nie dostaję paragonu i jakoś mi to nie przeszkadza 🙂
Sama od początku roku zbieram wszystkie paragony i wpisuje do Excela wydatki, mało kto jest chętny żeby dać mi go z własnej woli. Raz usłyszałam, że przecież „dobrze policzyłam”, i jak tu tłumaczyć się Pani Grażynce z wiejskiego sklepiku, że ja jej ufam tylko chce mieć paragon bo prowadzę budżet domowy 🙂
To prawda, to zmieszanie Pani w sklepie, gdy prosimy o paragon… 🙂
Czesto spotykam się z sytuacją kiedy sprzedawca pyta mnie czy chcę potwierdzenie zakupu. Skoro to jest prawnie obligatoryjne to dlaczemóż?
Chyba potwierdzenie płatności, przy płatności kartą – a to nie jest obowiązkowe 🙂