Nie stać mnie, by wakacjować nad polskim morzem 🙂

Pisząc ten tytuł, wydawało mi się, że już, kiedyś to pisałam. Ale jednak nie. A powtarzam to sobie po każdym urlopie nad polskim morzem. Purystów językowych przepraszam za „wakacjować”, ale…
Magda
03.07.2017

Pisząc ten tytuł, wydawało mi się, że już, kiedyś to pisałam. Ale jednak nie. A powtarzam to sobie po każdym urlopie nad polskim morzem. Purystów językowych przepraszam za „wakacjować”, ale jako polonistka z wykształcenia, lubię czasem tak udziwnić. Zatem dziś o tym, dlaczego polskie morze kosztuje krocie. I dlaczego czasem taniej pojechać za granicę.

Spędziłam właśnie tydzień w moim ukochanym Gdańsku, na kampingu w Stogach (polecam Ośrodek przy Wydmach, drożej niż obok, ale standard znacznie wyższy). Jasne, mam świadomość tego, że to nie jest Dziwnówek czy Pobierowo, a nawet Mielno i że będzie tu drożej niż w przypadku innych nadmorskich miejscowości, bo jest to po prostu duże miasto. I mocno nakierowane na turystów zza zachodniej granicy (ale właściwie tak samo jest w przypadku całego zachodniego wybrzeża). Ale to, ile wydałam, woła o pomstę do nieba 😀

Muszę tu jednak zauważyć, że przecież godzę się na to wszystko z własnej woli. Mogłabym przecież nie jechać. Powiesz też, że przecież nie muszę codziennie jeść obiadu w restauracji i niekoniecznie drinki za 20 zł to dobry pomysł. Jasne, ale ja na wakacjach staram się nie oszczędzać. Nie ma ich wiele i jest to dość krótki czas, podczas którego ładuję baterię i nie bardzo chcę myśleć o tym, by oszczędzać za wszelką cenę.

Pojechaliśmy nad morze w 9 osób, całą rodziną, na dwa auta. I to wyszło nas bardzo tanio, bo dojazd w obie strony kosztował nieco ponad 100 zł za osobę. I to uwzględniając horrendalne ceny za autostradę z okolic Torunia do Gdańska – 30 zł w jedną stronę.

Domek kosztował 180 zł. Teoretycznie trzyosobowy. Jakby się uprzeć, zmieściłyby się cztery, ale to już trochę klaustrofobicznie. Parking dodatkowe 10 zł, a pies kolejne 20 zł (Ciekawe, bo Serwer nie bardzo wie, za co zapłacił aż 120 zł :D).

To wszystko przy Gdańskich Stogach, które zawsze lubiłam i zawsze jeździłam tam z sentymentem. Ale chyba koniec z tym. Dopiero teraz świadomie zauważyłam, że wszystkie smażalnie, bary, restauracje, lodziarnie i gofrarnie znajdujące się przed wejściem na plażę, należą do jednego właściciela. I to właśnie dlatego ceny są jakie są.

A jakie są?

  • Gofr z bitą śmietaną i owocami (tfu, z frużeliną, czego znieść nie mogłam!) – 9,5 zł
  • Dorsz smażony w cieście – 8 zł za 100 g, co daje około 35 zł za danie z frytkami (śladowe ilości) i surówkami
  • Lody świderki – małe i duże – 4 i 6 zł. W rzeczywistości były to lody małe i małe

Ogólnie sam Gdańsk w miejscach mega turystycznych jest wyjątkowo drogi. Zwykłe cappuccino w rozmiarze 150-200 ml przy Neptunie kosztowało mnie 12,5 zł, a Mohito 29 zł.

I jak tak sobie człowiek policzy i nie bardzo patrzy na pieniądze, to wychodzi 2000 zł za tygodniowy wypad z dojazdem i noclegiem. A do tego tłumy i pogoda niezbyt pewna (w ciągu tygodnia tylko raz udało się pójść na plażę, a i tak wiało niemiłosiernie i nie bardzo dało się leżeć bez parawaningu).

Ale mimo to, ma to jakiś swój klimat. Aczkolwiek chyba powoli będę te Stogi odpuszczać, bo znacznie lepsze wrażenie zrobiło na mnie Brzeźno – zupełnie po drugiej stronie Gdańska – był tam dużo bardziej klimatyczny nastrój „nadmorza” 🙂

Na szczęście już w środę dalsza część wakacji – Korfu.

A Wy jak tam? Lubicie polskie morze?

15 komentarzy
  1. Magdalena Rek

    Cześć 😀

    W zeszłym roku spędziłam w wyżej wymienionym kempingu 10dni pod namiotem czteroosobowa rodziną. Pobyt wyniósł nas 3000 (zakupy tylko w marketach)obiady robiłam sama. Pogoda w kratkę tyle że ,dużo zwiedzaliśmy (przy 4osobach koszt biletów też spory). Dlatego w tym roku
    Chorwacja. Kwatera za 4osoby 200zł jedzenie w miarę możliwości z Polski . Droższy będzie na pewno przejazd ale i tak myślę, że ogólnie w 5000 się zamieszczę. Dlatego z polskim morzem żegnam się na klika lat

    Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      A jak dzieciaki chciały lody? Gofry? To pewnie też trochę zeszło 🙂 5000 to dobra cena 🙂

      Odpowiedz
  2. Agnieszka Skupieńska

    „Serwer nie bardzo wie, za co zapłacił aż 120 zł” 😀
    Ciekawa jestem ile wyjdzie Ci na wakacjach na Korfu. Ostatnio tak się zastanawiałam, że czasem ludzie mówią, że zapłacili tanio za jakieś last minute, np. za tydzień 2000, a w Polsce wydaliby więcej. Tylko że nie liczą już każdej następnej złotówki, którą wydali np. na dojazd do lotniska i powrót, na dodatkowe wycieczki już na miejscu, na pamiątki i tak dalej. I jak się to zliczy, to aż tak tanio nie wychodzi. Ale fakt, że zagraniczne urlopy wygrywają pogodą, u nas jest kiepsko pod tym względem.

    Odpowiedz
    • BJK

      Ja liczę takie wyjazdy kompleksowo 😉 Zresztą wydatki na pamiątki nad Bałtykiem czy na Krecie to podobne kwoty więc spokojnie można to zrównoważyć

      Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      Zobaczymy, ile wyjdzie na Korfu, na pewno jednak znacznie drożej, bo sam hotel to aż 7000 zł. Ale tak to jest, jak się w wakacje szuka last minute.

      Odpowiedz
  3. BJK

    Ja to częściej bywam w okolicach Sarbinowa/Mielna, natomiast odczucia mam podobne w całej Polsce. Przejdź się we Wro do jakiegoś turystycznego zakątka i zobaczysz że lody, kawa czy gofry są w takiej cenie. Teraz spójrzmy na to co się dzieje w Polsce z innego punktu widzenia: minimalna krajowa rośnie, obecnie to 2000 brutto i rośnie o kilka procent. Minimalna na umowie-zlecenie to teraz 12 złotych na godzinę. W przyszłym roku ma wzrosnąć do 13,5 co oznacza 8% podwyżkę. To wszystko wpływa na ceny najmu, podatki, koszty pracy i koszty surowców do tych wszystkich produktów oferowanych turystom. To się musi odbić na cenie końcowej.

    Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      Bogusz, nawet wrocławski rynek jest tańszy niż gdańska starówka 😛 ale rozumiem o co Ci chodzi.
      Co do reszty – prawda, prawda

      Odpowiedz
  4. Dana

    Ech, a ostatnio ciocia mnie namawiała: „Jedź na Teneryfę, wycieczka życia! Nam się udało w 4 osoby pojechać na dwa tygodnie all inclusive i zamknąć razem z transportem w cenie 3 tys. zł” Nieźle… oO

    Niestety ceny jedzenia nad polskim morzem to już legendy 😉 Ale np. w mojej ukochanej Białogórze są i droższe restauracje i tańsze.

    Mnie i Marka dwa lata temu tygodniowy wyjazd kosztował 1805,69 zł (szczegóły we wpisie „Wakacje nad Bałtykiem – podsumowanie kosztów”), z czego 350 zł to sama benzyna, 560 zł pokój, 120 zł wypożyczenie rowerów. A reszta to obiady (kolacje i śniadania robiliśmy sami – tutaj doszedł koszt zakupów) plus alkohol. No i jakieś bilety wstępu do okolicznych atrakcji 🙂

    Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      3 tys. teneryfa dla 4 os? :O to ja tyle zapłaciłam za 1 osobę. Ale wiadomo, wszystko zależy od typu wycieczki.
      Wiadomo, miejscowości typowo turystyczne będą nieco tańsze, ale i tak to szaleństwo.

      Odpowiedz
  5. Wojtek

    Wakacje w Polsce mogą człowieka doprowadzić do bankructwa i to nie tylko te nad morzem. Również w popularnych górskich kurortach ceny potrafią sięgnąć zenitu. Jeśli nie chce się stracić całego dorobku swojego życia na prawdę potrzeba się nieco nagimnastykować i mieć silną wolę. Ja rozumiem, że wakacje są raz w roku i również jestem za tym, żeby na wakacje dać sobie więcej luzu, ale też bez przesady. Należy mieć elastyczne podejście i ciut zdrowego rozsądku i nie dać się zawariować. Lody za 5 zł, oscypek za 7 zł, obiadek za 60 zł/osobę. Na prawdę mało kogo na to stać.
    Ale jeszcze z innej strony. Bo niby mało kogo powinno być stać na takie wakacje (0k.45% Polaków nie ma żadnych oszćzeności) to pomimo tego latem w sezonie, czy to nad morzem, czy właśnie w górach jest zawsze bardzo dużo turystów. Jak na mój gust nawet za dużo.
    Ja raczej wybieram nieco ustronnijesze nadmorskie miejscowości. Chociaż o takie już coraz trudniej. Wszędzie teraz rozwija się infrastruktura i zmieniają się ceny, czyli wszytsko drożeje.
    Ale jeśli się człowiek postara to można wypocząć za na prawdę małe pieniądze. Ja dla przykładu w zeszłym roku pojechałem ze znajomymi do pewnego ośrodka nad jeziorem i nasze wczasu na naszą ósemkę kosztowały nas 3 tys. z czego większość kosztów to nocleg i piwo :). Oczywiście musieliśmy sobie gotować sami, a najbliższy sklep był 7 km od naszych domków ale właśnie dzięki temu nasz wyjazd był rekordowo tani, a dodam jeszcze, że sobie nie żałowaliśmy. Z tym, że ceny w wiejskim sklepiku były o połowe tańsze niż w sklepie w mieście i jakieś 3 razy tańsze niż nad Polskim morzem w sezonie.

    Odpowiedz
  6. Sayaka

    Ostatnio byłam na wakacjach nad morzem kiedy jeszcze nie musiałam myśleć o pieniądzach. Bardzo dobrze zapamiętałam Stogi i chętnie bym tam wróciła gdyby nie to, że już nie jestem dzieckiem i musiałabym płacić za siebie 😉

    Odpowiedz
  7. Kammi ka

    Zgadzam się, że drogo nas 3 dniowy pobyt wyniósł ponad 2 tysiące. Ceny mnie jednak nie powalały jestem przyzwyczajona, na stałe mieszkam w Krakowie tam kawa kosztuje 15 zet

    Odpowiedz
  8. Agnieszka

    Nad polskie morze na wakacje nie jeżdżę już od lat, bo uważam to za stratę czasu, kasy i nerwów… Ceny wysokie, pogoda to loteria (a ja nie mam szczęścia w grach losowych)… Naprawdę szkoda czasu 🙁

    Odpowiedz
  9. Agulla

    Narzekam na jakość serwowanego jedzenia w kurortach: byle jakie, niesmaczne, szybko (bo kolejka czeka) pośpiesznie przygotowywane więc zdarzyło się niedopieczone, częściowe zamarznięte (aha! więc oni to robią z mrożonek?), Nawet zapachy nie zachęcają do kupowania.
    Ponieważ jednak na wakacjach nie mam zwyczaju gotować, poszukaliśmy i udało się znaleśc dwa miejsca, które oferowały dobrej jakości posiłki i tych się trzymam z dala od głównego deptaku i ceny o dziwo też normalne.

    Cieszę się z obecności sieciówek spożywczych, bo dzięki nim lokalni sklepikarze nie wariują z cenami (a zdarzyło mi się parę lat temu kupować chleb za 8 zł w małej miejscowości, gdzie nie było sieciówkowej konkurecji).

    Dzieci po jednym skosztowaniu lodów świderków, gofrów nie prosiły o nie więcej (znają ich prawdziwe smaki), szału nie ma.
    A wszystko za ceny kosmiczne.

    Zdaję sobie sprawę, że wakacje to są zniwa dla ludzi, którzy żyją z turystów i będzie drożej, ale obniżonej do granic możliwości jakości nie akceptuję i zarobić nie dam.

    Odpowiedz
  10. BJK

    wybacz, nie śledzę wątku pensji minimalnej aż tak dokładnie, ostatnie co wiem, to że było 12 na godzinę.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa