Komentarz do rozmowy „W poszukiwaniu pracy. Młodzi bez perspektyw?”

Od wczoraj po sieci krąży wideo, w którym rozmawiają ze sobą Justyna Samolińska z Partii Razem i Cezary Kaźmierczak – prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Obejrzałam je z zainteresowaniem, bo…
Magda
26.06.2015

Od wczoraj po sieci krąży wideo, w którym rozmawiają ze sobą Justyna Samolińska z Partii Razem i Cezary Kaźmierczak – prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Obejrzałam je z zainteresowaniem, bo część moich znajomych udostępniała je jako dobry żart, a poza tym, byłam ciekawa, co nowa partia ma do zaoferowania. Teraz już wiem, że niewiele.

Przede wszystkim, zanim przeczytasz dalej, poświęć 10 minut i obejrzyj. Nie będziesz się nudzić, to gwarantuję.

Że tak wylistuję zarzuty do Pani Justyny:

  • Jak można zakładać, że zawsze, gdy wykonuje się pracę podchodzącą pod stosunek pracy (konkretne miejsce, konkretne obowiązki, konkretne godziny prac od-do), to należy koniecznie dać pracownikowi umowę o pracę?
  • Jak można wierzyć, że koszty pracodawcy to 18%?
  • Jak można mieć tak roszczeniową postawę?
  • Jak można się zupełnie nie przygotować do takiej rozmowy?
  • Jak można obarczać wyłączną winą za niskie zarobki właśnie pracodawców?

Pani Justyna żyje chyba w zupełnie wyimaginowanym świecie i uważa, że narzucanie umowy o pracę będzie rozwiązaniem wszystkich problemów Polaków. Dla niej nie ma znaczenia to, że żeby pracownik otrzymał 3000 zł na rękę, pracodawca musi zapłacić 5000 zł (nie wierzysz? Sam policz). Mówi, że bardziej wierzy statystkom Komisji Europejskiej niż swojemu interlokutorowi, który na co dzień zatrudnia ludzi i potrafi racjonalnie ocenić te koszty. I wierzy, że rzeczywisty koszt pracodawcy podczas zatrudniania na umowę o pracę wynosi 18%. Stosunek pracy jest – umowa o pracę musi być.

Sama mówi też, że ma 27 (czy może 28? nie pamiętam) lat i dopiero teraz otrzymała umowę inną niż umowa o dzieło. Bardzo mi przykro, naprawdę, ale co z tego?

Wiesz co? Wydaje mi się, że takie podejście może i przystoi przeciętnemu Kowalskiemu, którego interesuje jedynie kwota końcowa, czyli netto na jego koncie, ale nie reprezentantce partii politycznej.

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby umożliwienie wyboru formy umowy pracownikowi. Jasne, nie mam tu na myśli pracy za 5 zł na godzinę i pracy na czarno. Załóżmy, że przychodzisz do pracy i pracodawca mówi Ci: „Mogę na Twoją pensję wydać 5000 zł. Ty wybierz, jaką formę „zatrudnienia” (cudzysłów, bo zatrudnienie to tylko na umowę o pracę) chcesz mieć”. Policzmy.

  • Umowa o dzieło – 4280 zł netto
  • Umowa zlecenie – 4217 zł netto ze składką na ubezpieczenie zdrowotne, 3 639,19 zł netto ze wszystkimi składkami
  • Działalność gospodarcza (preferencyjny ZUS) – około 3700 zł netto (zależy od kosztów uzyskania przychodu)
  • Umowa o pracę – 2950 zł netto

Jaką formę wybierzesz? Jaką formę współpracy wybierze ten przeciętny Kowalski? Taką, która da mu więcej pieniędzy na rękę czy taką, która teoretycznie zapewni mu bezpieczeństwo? (ubezpieczenie zdrowotne i społeczne). Ja bym brała zlecenie z ubezpieczeniem zdrowotnym, bo jednak to warto mieć.

Niech w końcu wszyscy zrozumieją, że to nie przedsiębiorcy są całym złem tego świata. To wszystkie koszty dookoła pensji sprawiają, że na umowę o pracę po prostu nie opłaca się zatrudniać.

A Pani Justynie radzę na przyszłość lepiej się przygotować do człowieka, który mówi nie tylko o teorii.

A wiesz co? Ja wcale nie uważam, że młodym na rynku pracy jest tak źle. Jasne, może obracam się w dość specyficznym środowisku, ale mimo wszystko. Jest dobrze.

27 komentarzy
  1. Agnieszka Skupieńska

    No nie wierzyłam własnym uszom – ta dziewczyna naprawdę nie miała pojęcia jakie są rzeczywiste koszty pracodawcy…
    Podpisuję się pod Twoim zdaniem – też chyba obracam się w specyficznym środowisku, bo nie widzę, żeby moi rówieśnicy i nieco młodsi jakoś szczególnie narzekali na trudny rynek pracy i na to, że jest tak źle.

    Odpowiedz
    • Magda

      Tak, a taka była pewna siebie 🙂
      O widzisz, zaraz się okaże, że wszyscy obracamy się w specyficznym środowisku… 😉

      Odpowiedz
  2. N

    Bawi mnie jak ludzie z branży IT wypowiadają się, że w Polsce jest dobrze.

    Odpowiedz
    • Magda

      N, napisałam przecież, że obracam się w specyficznym środowisku 🙂

      Odpowiedz
    • BJK

      nie pracuję w IT, w Polsce jest dobrze jeśli chce się pracować…

      Odpowiedz
  3. Marcin

    A to przecież nie wszystkie koszty pracodawcy. Proszę nie zapominać o stanowisku pracy, mediach (prąd, woda, ogrzewanie). W zależności od branży koszt stanowiska może stanowić do 100% kosztów ludzkich. (I nie mówię o przemyślę cieżkim, czy wydobywczym, tam pewnie jeszcze bardziej w górę te koszty.)

    Odpowiedz
    • Magda

      Jasne Marcin, zgadzam się w 100%, ale to najczęściej w ogóle pomijany temat. Dobrze, że to dodałeś.

      Odpowiedz
    • Marcin Kosedowski

      Przy etacie trzeba jeszcze uwzględnić, że pracownik ma miesiąc płatnego urlopu i średnio 13 choruje (przypominam, że za te 13 dni chorobowego i tak muszę płacić jako pracodawca z własnej kieszeni, mimo że odprowadzam za pracownika składki na ZUS).

      Pisałem kiedyś o tym jaką fakturę musi wystawić szef na twój 1000 złotych otrzymany na rękę (http://like-a-geek.pl/praca/jaka-fakture-musi-wystawic-szef-na-twoj-1000-zlotych/) – w optymistycznej wersji wyszło 2460 złotych z VAT.

      Odpowiedz
      • Magda

        To prawda. Szkoda, że ludzie nie mają świadomości tego co opisałeś.

        Odpowiedz
  4. Hubert Oleszczuk

    Niestety wiele osób ocenia przedsiębiorców, właścicieli firm bez wiedzy. Natomiast wydaje im się, że pozjadali wszystkie rozumy tego świata.
    Czasem mam wrażenie, że przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że jest niezastąpiony i szef powinien całować go po rękach. Natomiast zapomina on o wszystkich kosztach związanych z zatrudnieniem m.in. podatkach, składkach, kosztach wynajmu lokalu, prądzie, papierze toaletowym.
    No i zapomina, że szef zatrudnia, go po to, żeby samemu zarobić więcej.

    Odpowiedz
    • Magda

      Kompletnie bez wiedzy! Tak, przeciętny Kowalski myśli, że jest pępkiem świata, a nie jest.

      Odpowiedz
      • BJK

        ja na rozmowy o pracę chodzę już z kompletną listą kosztów dla pracodawcy. Mam małą tabelkę netto-brutto-koszty pracodawcy (z itneresującymi mnie pensjami +/-20%) i z niej korzystam 🙂 Robi wrażenie 🙂 a na koszty prądu i biura nie mam wpływu 😉
        A co do bycia „kimś” w firmie to pytanie jak reagować na pochwały szefa? Jako kłamstwo by zmotywować pracownika czy może faktycznie jest się dobrym, ale nic poza 'dobrym słowem’ i niezmiennym od lat wynagrodzeniem się nie dostaje?

        Odpowiedz
  5. BJK

    Do młodych na rynku pracy mam taką wiadomość: zaczynając pierwsza pracę w pełnym wymiarze godzin na dłuższy okres (wakacyjnego zatrudnienia w czasach liceum nie liczę) pracowałem na umowę-zlecenie za 4,2zł brutto na godzinę. Pracowałem po 200 godzin, żeby zarobić jakiś sensowniejszy grosz, a do pracy brałem świeży bochenek chleba i butelkę przegotowanej wody. Więc zarobek na poziomie pensji minimalnej obecnie jest całkiem niezły, bo pozwala na sporo więcej niż dochody młodych 10 lat temu w Polsce.

    Odpowiedz
  6. Aleksandra Niedzielska

    Masakra, siedzę i patrzę tępo w komputer jak słucham takich bzdur… ta Pani naprawdę urwała się z choinki, i najzwyczajniej w świecie nigdy nie miała biznesu.

    P.S Wnoszę postulat: KAŻDY student po studiach powinien na 2 lata założyć własną firmę. A potem nie tylko zdecyduje czy mu odpowiada bycie szefem i znoszenie obciążeń związanych z kosztami pracami i całą resztą, ale i nabierze innego stosunku do… swojego przyszłego szefa, jeśli opcja bycia pracodawcą nie okaże się tak super atrakcyjna jak to się większości wydaje.

    P.S 2 Własną firmę powinien mieć wcześniej również każdy, kto pretenduje do urzędniczego stołka

    Odpowiedz
  7. Daywithcoffee

    Myślę, że młodzi ludzie za późno biorą się za podbijanie rynku pracy. Pracować można już w trakcie studiów- wtedy umowa zlecenie czy o dzieło jest doa nas plusem, a nie złem. Po studiach mamy juź doświadczenie i możemy choć trochę przebierać w ofertach 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Oczywiście, 100% racji 🙂 Samo zaczynanie pracy dopiero po studiach, to zło 🙂

      Odpowiedz
  8. Arkadiusz

    Niestety niewiedza prawniczo-fiskalna wychodzi w najmniej oczekiwanych momentach.
    A wystarczyło doczytać, że prawo lokalne ma w zasadzie pierwszeństwo przed regulacjami Unii. Nie jestem jednak pewien jak do legislacji mają się statystki KE. Zwykle parę lat opóźnione. I moim zdaniem tak jak pięść do nosa.

    I dziękuję za hinta n/t restauracji – na pewno ułatwi prowadzenie takiego interesu. Oczywiście dziękuję interlokutorowi p. Justyny 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Oczywiście, że wystarczyło doczytać. Bardzo mnie dziwi to, że Pani Justyna nie przygotowała się do tej rozmowy.

      Odpowiedz
  9. alicea

    Skorzystałam z pani rady i sprawdziłam to w podanym kalkulatorze.

    Przy wynagrodzeniu pracownika 4210,18 zł mamy:

    – wynagrodzenie netto – 3000,00 zł
    – koszty pracownika – 1210,18 zł
    (ubezpieczenie emerytalne 410,91 zł, ubezpieczenie rentowe 63,15 zł, ubezpieczenie chorobowe 103,15 zł, NFZ 326,97 zł, zaliczka na PIT 306 zł)
    – koszty pracodawcy (czyli te rzekomo wysokie pozapłacowe koszty płacy, o których mówi Kaźmierczak)- 873,19 zł
    (ZUS 765,83 zł, składka na FP 103,15 zł, składka na FGŚP 4,21 zł)

    873,19 zł pozapłacowych kosztów pracy to w zaokrągleniu 21% z 4210,18 zł wynagrodzenia pracownika.

    21% to więcej niż 18%, ale dużo mniej niż twierdzi Kaźmierczak (2000 zł z 5000 zł = 40%).
    Czyli można powiedzieć, że to Samolińska miała rację.

    Należałoby też wspomnieć, co Kaźmierczak wygodnie dla siebie pomija, że część kosztów pracodawcy odliczają sobie od podatku, więc tak naprawdę płacą dużo mniej.
    Albo nie przygotował się do rozmowy…

    Odpowiedz
  10. alicea

    Poprawka:
    Policzyłam od całości wynagrodzenia pracownika, zamiast od całości kosztów.
    Powinno być:
    873,19 zł pozapłacowych kosztów pracy to 17,2% z 5083,37 zł całkowitych kosztów.

    Skoro piszę kolejny komentarz, to przy okazji odniosę się do tych pięciu zarzutów:

    „Jak można zakładać, że zawsze, gdy wykonuje się pracę podchodzącą pod stosunek pracy (konkretne miejsce, konkretne obowiązki, konkretne godziny prac od-do), to należy koniecznie dać pracownikowi umowę o pracę?”

    Tego wymaga prawo, jak ktoś nie wierzy, to niech sprawdzi w kodeksie pracy, w artykule 22. To nie dobra wola pracodawcy, ale jego obowiązek.

    „Jak można wierzyć, że koszty pracodawcy to 18%?”

    Jak widać, te pozapłacowe koszty płacy (bo to o nich była mowa) to faktycznie prawie 18% (i to nie biorąc pod uwagę kwoty odliczanej od podatku płaconego przez pracodawcę).

    „Jak można mieć tak roszczeniową postawę?”

    To nie Justyna odpowiada za roszczeniową postawę pracodawców. Jakoś w innych europejskich krajach potrafią uczciwie zatrudniać, a większość naszych się na każdym kroku domaga przywilejów.

    „Jak można się zupełnie nie przygotować do takiej rozmowy?”

    Też się zastanawiam, dlaczego pan prezes się nie przygotował. Tym bardziej, że podobno jest praktykiem i powinien od dawna wiedzieć takie rzeczy.

    „Jak można obarczać wyłączną winą za niskie zarobki właśnie pracodawców?”

    Hm… Jakby się uprzeć, to część winy ponosi słabe państwo, które nie potrafi zmusić pracodawców do przestrzegania prawa.

    Odpowiedz
    • Magda

      Alicea, ale chodzi o to, jaka jest różnica między tym, ile wynosi kwota ze wszystkimi podatkami i opłatami, a tym, co na końcu pracownik dostaje na rękę. To wszystko, to są koszty pracy. No i tak, jak ktoś wcześniej wspomniał – dochodzą jeszcze koszty wyposażenia danego stanowiska pracy.

      Ja uważam, że to w dużej mierze winę ponosi państwo, a nie pracodawca.

      Odpowiedz
      • alicea

        Ale Kaźmierczak na początku wyraźnie mówił o pozapłacowych kosztach. Do tego się nie wlicza podatków i opłat płaconych przez pracownika – te są pobierane z jego wynagrodzenia, nawet jeśli przelew wykonuje za niego firma.
        Gdyby brać pod uwagę tę różnicę, o której piszesz, to w Polsce ta kwota też jest niska w porównaniu z innymi europejskimi krajami. Więc nie widzę powodu, żeby je nazywać wysokimi.
        Płace też są niskie. Polecam przeczytać http://jagiellonski24.pl/2015/06/02/witajcie-w-kraju-zlej-pracy/

        Wy chyba faktycznie obracacie się w specyficznym środowisku, bo dla wielu ludzi problem z umowami śmieciowymi jest taki, że zaoszczędzone pieniądze trafiają do kieszeni pracodawcy, a nie pracownika – ten ostatni dostaje tak żałośnie mało, że nie stać go na opłaty na ubezpieczenie zdrowotne albo na odkładanie na emeryturę.

        Dlaczego uważasz, że winę ponosi państwo?
        Te podatki i opłaty są potrzebne, te pieniądze nie znikają w czarnej dziurze, ale są wykorzystywane do wypłacania emerytur, rent, na opiekę zdrowotną, drogi, szkoły itd. Fakt, część jest marnowana, ale rozwiązaniem jest lepsza kontrola wydatków a nie obniżanie opłat.
        Swoją drogą, to całe Razem ma w deklaracji programowej podniesienie kwoty wolnej od podatku do dwunastokrotności minimum socjalnego. Wtedy kwota
        „na rękę” by się zwiększyła a koszty pracy zostały takie same.

        Odpowiedz
  11. kama

    Zgadzam się zarówno z autorką jak i aliceaa, są pracodawcy, którzy zatrudniają ale są i tacy co wiecznie traktują cie jak stażystę. Wybór dla Kowalskiego, jaki masz wybór albo pracuj albo pyp..

    Odpowiedz
  12. Kasia

    Niestety koszty pracodawcy związane z zatrudnieniem pracownika na umowe o pracę są wyjątkowo wysokie – nie ma szans na ich obniżenie, wręcz rok rocznie rosną. Umowa o dzieło/zlecenie jest dużo tansza no i dzięki temu mamy sutację na rynku jaką mamy… może gdyby te śmieciowe umowy były lepiej płatne to było by super?

    Odpowiedz
    • Magda

      Myślę, że to byłoby rozwiązanie problemu 🙂

      Odpowiedz
  13. BlogoFirmie.pl

    Warto jeszcze wspomnieć o kosztach księgowości i kadr, w przypadku zatrudniania pracownika na umowę o pracę, są one znacznie wyższe niż przy stosunkach: umowa o dzieło lub umowa zlecenie.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa