A gdyby tak zwolnić? Rozkmina po urlopie na Lanzarote

Nie siebie, nie z pracy, ale gdyby tak zwolnić w życiu? Wiem wiem, brzmi absurdalnie i mocno melancholijnie, ale taka rozkmnina mnie ostatnio naszła podczas zeszłotygodniowych wakacji. Udało nam się…
Magda
19.01.2016

Nie siebie, nie z pracy, ale gdyby tak zwolnić w życiu? Wiem wiem, brzmi absurdalnie i mocno melancholijnie, ale taka rozkmnina mnie ostatnio naszła podczas zeszłotygodniowych wakacji. Udało nam się w miarę spontanicznie wybrać na Wyspy Kanaryjskie, a dokładniej na Lanzarote. I co z tego wynika?

No właśnie ta myśl – „a gdyby tak zwolnić”? Jadąc autokarem na wycieczkę słyszałam rozmowę pasażerów siedzących przede mną – rozmawiali właśnie o pędzie życia i o tym, że kobieta czuje, że biegnie. Wysiada z metra i się spieszy. Nie myśląc dokąd. Po prostu – wszyscy się spieszą, to i ona również.

A życie na Wyspach Kanaryjskich wygląda zupełnie inaczej. Przekonałam się już o tym będąc we wrześniu 2014 na Teneryfie. Tutaj jest spokój, relaks i na wszystko czas. Nawet nasza rezydentka od razu nas uprzedziła mówiąc, że mieszkańcy wysp najbardziej uwielbiają trzy słowa – fiesta, siesta i maniana. Bo im się po prostu nie spieszy. Bo po co właściwie?

Podczas tego wyjazdu poznałam dwoje Polaków mieszkających na Lanzarote od 15 i 20 lat. Pierwsza, to kobieta, która była przewodniczką, a drugi to facet, który organizował wypady na sąsiednią wyspę La Graciosa. W obu przypadkach – mega! Widać było kompletnie inne nastawienie tych ludzi do życia. A od tego faceta dodatkowo bił taki entuzjazm, że aż nim zarażał.

No pomyślcie, jaką człowiek ma pracę – 2 czy 3 razy w tygodniu zgarnia ludzi z hoteli (nie jest kierowcą, jest tylko pilotem) po Wyspie (malutkiej, serio, jeśli dobrze pamiętam, to ma ona wielkość 60 km x 15 km), potem przesiada się z nimi na prom, płynie nim 20 minut, przez chwilę opowiada o La Graciosie, a następnie razem z gośćmi wsiada na katamaran i przez resztę dnia sobie z nimi pływa, nurkuje w oceanie, rozkoszuje się lokalną sangrią i paellą. Wieczorem odwozi ludzi do domu. Jasne, to duża odpowiedzialność, ale przypominam, że na takie wycieczki jeżdżą dorośli ludzie, rodziny z dziećmi, raczej odpowiedzialni turyści, nie nastolatkowie z pustakami w głowie.

Zarobi taki człowiek pewnie 600-700 euro miesięcznie, w sezonie może i 1000 i na wszystko mu wystarczy. Nie ma potrzeby gonienia za pieniędzmi, ma tyle, ile potrzebuje, żyje się mu po prostu dobrze. Na wszystko ma czas, może realizować swoje pasje. A do tego mieszka w miejscu wiecznej wiosny, więc zawsze świeci u niego słońce, zawsze jest ciepło, zawsze ma dobry nastrój. Styczeń to najchłodniejszy miesiąc, a w cieniu na Lanzarote było 22-23 stopnie. W słońcu grubo ponad 30. Niestety mimo kremu z filtrem 20, trochę za bardzo się spiekłam.

Dodatkowo na Wyspach Kanaryjskich jest czasem po prostu taniej – benzyna kosztowała 0,88 euro, dużo tańszy jest alkohol czy papierosy. Mieszkanie, a raczej dwupokojowy apartament ze wspólnym basenem kosztuje 60 tys. euro. Piwko w knajpie nie w kurorcie – w porywach do 1 euro (przypominam, że u nas trudno kupić piwo w barze, nawet na końcu świata taniej niż 6 zł).

No i tak wziąć wszystko tutaj rzucić. Sprzedać mieszkanie. Albo nie sprzedawać. Wynajmować. I przylecieć na wyspy. I zamieszkać. Zapuścić korzenie. I już nigdy za niczym niepotrzebnym nie biec.

No tak mnie naszło. Doskonale wiem, że sama jeszcze tego nie zrobię. Ale może kiedyś? Jak Tobie się podoba taka opcja?

PS Tym z Was, którym Wyspy Kanaryjskie kojarzą się z kiczem i z Pamiętnikami z wakacji, proponuję tam po prostu polecieć 🙂

28 komentarzy
  1. Voytek

    Opcja u mnie już częściowo się realizuje, ale do pełni jeszcze trochę brakuje. Pieniądze, a właściwie pewne stałe źródła dochodów(jak np twoje mieszkanie na wynajem) niezależne od pracy niestety nie pozwala mi rzucić wszystkiego, ale kto wie może za 5 lat… 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Zazdroszczę i trzymam kciuki 🙂 No tak, takie mieszkanie trzeba będzie jednak pilnować i go doglądać. Też jestem ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądać za 5 lat.

      Odpowiedz
      • Voytek

        Niekoniecznie, w Polsce mamy firmy które biorą % z najmu w zamian za obsługę, w tym także mogą zorganizować remont i wszystko co tylko chcesz. W UK natomiast takie firmy są ale nie u mnie więc planuję że rodzinka będzie doglądać 🙂

        Odpowiedz
        • Magda

          No tak, racja 🙂

          Odpowiedz
  2. Mateusz

    Dla mnie nie ma różnicy czy swoje pasje realizuję w Polsce, czy na Wyspach Kanaryjskich, ważne że z odpowiednią osobą 🙂 A i tak po dwóch miesiącach miałbym dość i startowałbym z nowymi pomysłami pod palmami 🙂 Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Magda

      Oczywiście, odpowiednia osoba jest najważniejsza. Bez niej jednak trudno realizować się w ogóle 🙂 Przynajmniej ja tak mam. A, no i nie sądzę, że bym się nudziła. Miałabym czas na realizację swoich pasji 🙂

      Odpowiedz
  3. Łukasz z finanseodpodstaw.pl

    A ja mam dokładnie na odwrót – wolę szybko żyjące miasta, najlepiej ścisłe centra. Wbrew pozorom w takich miejscach też można zwolnić tylko trzeba to potrafić i lubić 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Też tak miałam. Właśnie do czasu tych moich urlopów, kiedy to zobaczyłam życie z innej perspektywy 🙂

      Odpowiedz
    • Danuta

      Dokładnie, w tym pędzie czuje, że żyję 🙂

      Odpowiedz
      • Magda

        Danuto, Wy tak w Warszawie macie chyba częściej niż my w innych miastach, z tym biegiem i pędem 🙂

        Odpowiedz
  4. Karol

    Miałem identyczne odczucia będąc na Zakynthosie 🙂 Tam działa lokalne biuro podróży, które prowadzą Polacy i również widać było ich zupełnie inne nastawienie do życia 🙂

    Odpowiedz
    • Gosia

      Karol, byłam tam w czerwcu! Wspaniali ludzie, uśmiechnięci, spokojni. Mimo, że trwały intensywne przygotowania do sezonu to wszyscy mieli czas na kolację, wino i odpoczynek. Może to kwestia witaminy D? 😀 A tak poważnie to ja też coraz częściej się nad tym zastanawiam. Magda jak zwykle w punkt!

      Odpowiedz
      • Magda

        Ale świat mały 😉

        Odpowiedz
    • Magda

      Otóż to 🙂 Muszę się tam kiedyś wybrać.

      Odpowiedz
  5. Dare

    Gdyby nie rodzina, to wyjechałbym w podobne miejsce na kilka miesięcy. Pracować by zawsze można z wynajmowanego mieszkania 🙂

    Ogólnie to już od kilku miesięcy próbuję „zwolnić” i wyrwać się z tego wyścigu jaki obserwuję obok siebie. Muszę przyznać, że jest to naprawdę trudne. Tym bardziej zimą, kiedy to nie ma za bardzo co robić poza domem jak się nie lubi zimna 😉

    Przyzwyczajenie do pracy (którą notabene się lubi) w niemal każdej wolnej chwili ciężko wyplewić. Godziny etatu mi się zwolniły, ale jakoś dziwnie nie zauważyłem tego w codzienności. Nadal jakby brakuje mi czasu na wszystko :). W końcu może jednak się uda jakoś rozplanować czas w ciągu dnia.

    Odpowiedz
    • Magda

      Wiesz, jasne, jak jest rodzina, to jak już, to tylko z nią – samemu to nie jest żadna frajda. Nic tylko tęsknisz.
      Oczywiście, że pracować by można z wynajętego mieszkania.

      Trzymam kciuki za próbę zwolnienia i za to, żebyś na wszystko miał czas, bo w końcu z jakiegoś powodu rzuciłeś etat 🙂

      Odpowiedz
  6. Marcin

    Ciekawa myśl 😉 Też mam uczucie że zacząłem przyspieszać każdego dnia. Z pewnością czekam na wakacje i zobaczę, jakie będę miał odczucia. Być może za rok tutaj napiszę, że się przeprowadziłem 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Napisz 😉

      Odpowiedz
  7. Paweł

    Jak Ci zazdroszczę takich wakacji 🙂

    A co do tematu „zwolnienia” i zamieszkania w takim miejscu, to nie wiem czy to taki dobry pomysł, wszystko ma swoje plusy i minusy. Na początku taka odmiana byłaby czymś super, ale z czasem ja bym się pewnie tam zanudził 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Też sobie zazdroszczę 😉
      Co do zwolnienia i minusów i plusów – wszystko trzeba robić z głową, nie ma co popadać ze skrajności w skrajność.

      Odpowiedz
  8. BJK

    Po 4 latach mieszkania w Londynie stwierdzam, że musiałbym nie mieć rodziny ani przyjaciół w PL żeby się wyprowadzić za daleką granicę. W przeciwnym razie zarabia sięna loty w odwiedziny… Inna sprawa, że niektórzy lubią tempo. I widzę to np po moim Tacie: emerytura niby, a co rano lista zadań dłuższa niż moja 😉

    Odpowiedz
    • Magda

      Jasne, pewnie, że się tęskni. Ja tez nie mówię, żeby wyjeżdżać samemu 🙂

      Odpowiedz
  9. Justyna

    Cześć Magda! Bardzo ciekawy i dający do myślenia wpis. Czasem gonimy w życiu nie wiadomo za czym, nie potrafimy cieszyć się chwilą, ciągle tylko dążymy do czegoś (do weekendu, do Świąt, do urlopu, do chwili gdy kupimy mieszkanie, itd), a czas ucieka. Bycie w takim miejscu bardzo mocno daje do myślenia. Fajnie by było móc kiedyś osiagnąć taki stan, że bieżące dochody wystarczają Ci na godne życie i nie musisz już za niczym biec, robisz po prostu to, co lubisz… 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      Cześć Justyna, dzięki 🙂 No właśnie o to chodzi. W pewnym momencie trzeba to sobie uświadomić i zwolnić 🙂 Oczywiście, że fajnie by było, takie tam marzenie 🙂

      Odpowiedz
  10. Justyna

    Jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tym roku, ale za 10-15 lat taki właśnie jest plan. Ten plan jest wprost proporcjonalnie realny do obniżającej się temperatury o tej porze roku. 🙂

    Odpowiedz
    • Magda

      😀

      Odpowiedz
  11. Anna

    Też ostatnio myślę o wolniejszym życiu. Brakuje mi czasu, chciałabym tyle zrobić a go tak mało. Tyle rzeczy człowieka interesuje i chce zrobić, że nie wie za co się zabrać… Może by je ograniczyć i skupić się na mniejszej ilości… Potrzebuję chyba minimalizmu… Pozdrawiam

    Odpowiedz
  12. Michał

    Zazdroszczę wyjazdu, ja muszę czekać do wakacji 🙂

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa