Mówi się, że dieta jest dla bogatych, że niskokaloryczne, ekologiczne i zdrowe posiłki są znacznie droższe niż te typowe. No tak, bo przecież zestaw w McDonalds kosztuje mniej niż sałaka w Salad Story. Ale przecież chyba wszyscy wiemy, że tak na dobrą sprawę to bzdura i można spokojnie przejść na dietę odchudzającą z tym samym budżetem. A to wszystko, to tylko wymówki.
A ja, w dzisiejszym wpisie, pójdę o krok dalej. Pokażę, że schudnięcie może sprawić, że Twój portfel będzie grubszy. Każda motywacja do obniżenia wagi jest dobra, więc jeśli aspekt zdrowotny Cię nie przekonuje, niech będzie finansowy. No i wyszedł nam typowo babski temat na blogu o finansach. Zobacz więc 6 powodów, dla których warto schudnąć, żeby zaoszczędzić pieniądze.
1. Ograniczysz swoje wydatki na jedzenie
Najbardziej skuteczna dieta odchudzająca to MŻ (mniej żreć), znana również pod nazwą NŻT (nie żreć tyle). Jasno z niej wynika, że powinno się mniej jeść. Zatem to, co wystarczało Ci teraz na jeden obiad, powinno wystarczyć Ci na dwa. Zatem oszczędzasz na 3 obiadach tygodniowo. Do tego, nie będziesz kupować ciasteczek czy wszystkich innych niezdrowych świństw. I będzie to permanentna oszczędność, bo gdy już skończysz dietę, Twój żołądek będzie mniejszy, a więc i pomieści mniej jedzenia.
2. Będziesz wydawać mniej na lunch (np. w pracy czy w szkole)
Jako że nie będziesz już wychodzić na lunch w czasie pracy czy na studiach, również zaoszczędzisz kasę. A czemu nie będziesz wychodzić? Bo wszystko, co dotychczas jadłaś/eś, było niezdrowe. Stwierdzisz więc, że wolisz sobie przygotować lunch wcześniej, w domu – a to wyjdzie znacznie taniej niż jedzenie „na mieście”.
3. Będziesz rzadziej odwiedzać lekarzy, a więc mniej na nich wydawać
To dość oczywiste. Niższa waga, to znacznie lepsze wyniki badań krwi. Spada poziom cholesterolu, zmniejsza się ryzyko zachorowań na nadciśnienie, cukrzycę typu 2, miażdżycę, choroby serca i wiele wiele innych. Na szczęście nie jesteśmy jeszcze krajem, w którym otyłość jest na tak wysokim poziomie, by można było mówić o chorobie cywilizacyjnej.
4. Będziesz mieć więcej opcji w poszukiwaniu pracy
To brzmi brutalnie, ale prawda jest taka, że istnieje dyskryminacja pod kątem wyglądu, a w tym i wagi. Mimo iż nikt tego nie przyzna (konsekwencją jest w końcu pozew…), ludzie patrzą na wygląd. I bez znaczenia, czy to pierwsza randka czy rozmowa o pracę. „Miła aparycja” sprawia, że osoba przeprowadzająca z Tobą rozmowę czuje do Ciebie większą sympatię. Pozostaje tylko modlić się, że Twoje profesjonalne predyspozycje przewyższą tę „wizualną” sympatię. Ale – potencjalny pracodawca może pomyśleć, że nie będziesz odpowiedzialną osobą na danym stanowisku, skoro nie potrafisz zadbać o najważniejsze – o siebie. Poza tym on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że otyli ludzie leczą się dużo częściej, co oznacza częstszą absencję w pracy.
5. Zapłacisz mniej za ubezpieczenie na życie
Przy ustalaniu wysokości składki na ubezpieczenie na życie, brane jest pod uwagę wiele czynników – wiek, historia medyczna, choroby przewlekłe, palenie papierosów, a także, między innymi waga. Jeśli jesteś otyły/a, firma raczej nie odmówi Ci ubezpieczenia, ale na 100% podniesie wysokość składki. W końcu jesteś znacznie bardziej zagrożony/a chorobami, a co za tym idzie, istnieje wyższe ryzyko, że ubezpieczalnia będzie musiała wypłacić Tobie lub Twojej rodzinie jakieś pieniądze.
6. Wydasz mniej na benzynę
Zabrzmi to naprawdę chamsko, ale tak, jak pisałam w poprzednim wpisie, samochód więcej spala, jak jest bardziej obciążony. Zatem każde 10 kg Ciebie mniej to mniejsze spalanie. Poza tym, patrząc z innej strony, będąc na diecie, będziesz dbać o sylwetkę, więc i do samochodu powinieneś/aś wsiadać rzadziej niż zwykle.
To by było te sześć powodów – mam nadzieję, że chociaż jedną osobę zmotywowały one do zdrowszego stylu życia.
Gdyby się mocniej nad tym pochylić, znalazłoby się ich pewnie znacznie więcej. A może Ty masz jakiś pomysły? Czekam na nie w komentarzach 🙂
A maliny z miniaturki – samo zdrowie!



Bardzo dobre! Swoją drogą wprowadziłam kiedyś w moim życiu program oszczędzania na jedzeniu, po prostu kupując bardziej świadomie (wykluczyłam jedzenie na mieście i zaczęłam bardziej planować) i do dziś jestem pod wrażeniem ile wtedy zaoszczędziłam… Nie kontynuuję już tego „projektu” gdyż był jednak czasochłonny, ale zostało mi po nim kilka nawyków, które mimo, że w osamotnieniu, i tak działają! 🙂
Dzięki! To prawda, można się mocno zdziwić, ile mniej można wydawać 🙂 Ważne, że zostało Ci kilka nawyków.
Pozdrawiam!
Kiedy zaczęliśmy oszczędzać, wydatki na jedzenie były jednymi z największych w budżecie. W ciągu miesiąca udało nam się je zmniejszyć stosując prostą zasadę – nie jemy „na mieście”. Ta sama zasada pomaga też przy odchudzaniu 🙂 Teraz oczywiście zdarza nam się wyjść, ale już nie tak często i wcale nie narzekamy – gotowanie w domu pozwala na eksperymenty i dobrą zabawę 😉
No pewnie! W domu można „poszaleć” jak tylko jest czas 🙂
Ja też staram się ograniczać jedzenie na mieście, ale niestety jeszcze trochę tego jest. Trzymaj kciuki :p
Trzymam kciuki i zawsze mogę podrzucić kilka sprawdzonych przepisów 🙂
no właśnie aspekt czasu jest bardzo istotny. A jak ja pracuję po 12 godzin i do tego dwie kolejne poświęcam na dojazdy to trochę czasu brakuje…
Moją zmorą też jest wychodzenie na obiadek 🙁 staram się to potem wyrównywać i np. wracać do domu rowerem co wg endomondo spala ponad 400 kcal (dystans ok. 15km), ale tak na serio to tęskni mi się za czasami, gdy nosiłam jedzonko w pudełeczku i było to dobre dla mojego portfela oraz figury. Chyba zrobię sobie jesienne wyzwanie i do tego wrócę na całego:)
Dobrego dnia 🙂
Nina, dajesz radę wracać z pracy 15 km rowerem? 🙂 Pozazdrościć! Ja do swojej mam 10 i nie daję rady :p
ja mam 20km – nawet nie próbuję 😛
Z tym zestawem w Mcdonalds i sałatką w Salad Story to na serio? Pytam, bo nie jem w fast foodach i mnie mocno zaskoczyło.
Co do odchudzania i oszczędzania to nie mam więcej pomysłów. Może dlatego, że nigdy nie miałem problemów z wagą 😉
Jednak może nie o odchudzaniu, a o uprawianiu sportu i atrakcyjności fizycznej (a te tematy są z odchudzaniem związane) ostatnio czytałem. Dzięki temu podnosi się pewność siebie. Ponadto osoby atrakcyjne są postrzegane jako bardziej kompetentne i inteligentniejsze. A osoby uprawiające sport czują się szczęśliwsze (nawet jeżeli mają depresję) 😉
Serio serio 🙂
No jak nigdy nie miałeś, to czemu miałeś się tym martwić 🙂 Co do reszty – 100% racji
Osoby atrakcyjne są postrzegane jako osoby sukcesu, a osoby sukcesu zazwyczaj są również wysportowane i koło się zamyka 🙂
Każda motywacja do odchudzania jest dobra, jeśli się ma problemy z nadwagą 🙂 Pewnie zaoszczędzić można też na ubraniach – bo jeśli masz dużo za dużo tych kilogramów i nie możesz kupić np. garnituru na siebie, to musisz go zamówić na wymiar, a to kosztuje znacznie więcej niż kupienie gotowego.
Słusznie. Przy dużej otyłości nie ma szansa na kupowanie w sklepach odzieżowych standardowych rozmiarów, które często kończą się na L.
Wszystko fajnie, pięknie i latające jednorożce (ok ok, tak naprawdę zgadzam się ze wszystkim co napisałaś), ale do całego wzoru opartego na filozofii MŻ/NŻT dodałabym jeszcze coś warunkowego. Tzn. „Jeśli ja MŻ i mój TJ (TenJedyny) NŻT to nasz berbeć ZŻTCMRW (zaczyna żreć tyle co my razem wzięci). Jest to wzór wprost proporcjonalny – nieważne ile my zostawimy więcej w lodówce (jogurtów, przekąsek, owoców itp.) to TB (ten berbeć) zje i tak tyle, że suma będzie taka sama.
Jak wyjść z tego impasu? 😉
A poważniej – bardzo ciekawy blog, chętnie tu poszperam.
Hahaha no pięknie 🙂 ale niestety nie mam rozwiązania tego problemu 🙁
lodówka na kłódkę? kupować mniej?
Osrto! 🙂
Idąć tym tropem dodałabym, że osoby nie panujące nad swoja wagą w ktorymś momencie szukają pomocy u indywidualnych trenerów na siłowni czy fitness co też sporo kosztuje 😉 Nie wspomę już o dietach cud, które są do kupienia chociażby w internecie za niemałe pieniądze czy udając się do dietetyków.
Można wymieniać i wymieniać.
To prawda, wszystko się zgadza 🙂
Ale się uśmiałam czytając 1 punkt 😉
Alicja – świetne 😉
u mnie dieta sprawiła że zmniejszył się mój żołądek, a tym samym mniej jem. Nie podjadam również słodyczy przez co kolejne wydatki na puste kalorie odpadły z domowego budżetu 🙂
Największa oszczędność jest chyba na wykluczeniu przekąsek, lunchów na mieście, ciastek i słodyczy i kawie w kawiarni 🙂 wniosek – trzeba się odchudzać – dobra motywacja
To i ja 🙂 hihi
Babski temat, a ja i tak zabłądziłem 😛 Cóż – też nie chciałbym wyglądać jak wieloryb 😀 Obiady na mieście jadam często, ale w tanich i dobrych barach, bo np. jedzenie na wagę jest totalnie nie opłacalne. Za zestaw ziemniaki + ryba + surówka zapłacę ok. 7 złotych, a na wagę wyszłoby mi z dwa razy więcej kasy do zapłacenia. Tak jak ktoś wyżej pisał – odpuścić sobie kawkę na mieście za dychę, butelkę piwa w barze za dychę, kupowanie czegokolwiek w osiedlowym sklepiku – lepiej raz na tydzień zrobić solidne zakupy w markecie i skorzystać z promocji 😛 Polecam również kupowanie produktów, którym kończy się termin ważności, np. jogurtów. Trzy dni do końca – co najmniej 50% tańszy 🙂 I wciąż dobry 😛
Staszek, no w sumie nie do końca taki babski, racja 🙂
Masz 100% racji 🙂
Dobry tekst 🙂 Tylko jak dla mnie dieta odchudzająca to nie tylko rezygnacja z jedzenia a jednak zastępowanie go zdrowszym, mniej tuczącym. A to jest droższe… Ja byłam dwa lata na diecie wegańskiej (ale nie w celu schudnięcia) – w jej przypadku można pójść z przysłowiowymi torbami 🙂
To już zupełnie inna historia. Podobnie jak z dietą bezglutenową czy nawet cukrzycową 🙂 Wpis był jednak typowo o odchudzającej 😛
„już skończysz dietę, Twój żołądek będzie mniejszy” – pozwolę sobie nie zgodzić Madziu. Nie ma czegoś takiego jak 'koniec diety’. Szczerze uznaje tylko trwałe zmiany nawyków żywieniowych. Czyli np. ograniczamy ciastka i jemy je sporadycznie już zawsze, jeżeli chcemy pozostać w zdrowiu i zachować fajny kształt (bez względu czy jesteśmy mężczyzną czy kobietą). Taka prawda, jak ktoś liczy że przez pewien czas się przemęczy i zrobi sylwetkę na wakacje o potem będzie mógł jeść do woli co chce i ile chce, to na kolejne wakacje będzie musiał dużo więcej pracy włożyć w ponowne przygotowanie sylwetki.
.
No oczywiście chyba że wszystko jest robione z rozmysłem i kontrolą. Nie chcę za bardzo wyjść na hipokrytę, ale sam obecnie jestem na tzw. „masie”, gdyż rekompozycja (zwiększanie masy mięśniowej przy jednoczesnym spadku tłuszczu) jest bardzo trudna i na razie mi nie wychodzi. A że zima sprzyja pochłanianiu większej ilości jedzenia przeze mnie (nie wiem, pewnie jakieś zwierzęce instynkty się budzą ala 'zbieranie tłuszczyku na zimę 🙂 ’), to wykorzystam to do zbudowania mięśni. Żeby nie być gołosłownym, nie chodzi wcale o opychanie się ciastkami i innymi niezdrowymi rzeczami (nie ma to żadnych wartości odżywczych) i jedząc takie rzeczy zrobiłbym z siebie bardziej ponton niż fajną masę mięśniową. Oczywiście przy dodatnim bilansie kalorycznym nie da się uniknąć wzrostu tkanki tłuszczowej, ale jedząc zdrowo można zminimalizować jej wzrost.
.
Plan ogólnie jest taki (obecnie ważę jakieś 78kg – jeszcze niedawno 74) dojechania do 85 – 87. A od stycznia redukcję do 70kg, która wg. Pani dietetyk jest dla mnie najodpowiedniejsza.
Nie no masz rację, źle się wyraziłam. Zgadzam się, oczywiście.
Powodzenia z Twoim celem! 🙂
Ja to bym chętnie przytył z 10 kilo 😉 Jem jak bym miał tasiemca a waga jak stoi tak stoi 🙂
Co prawda za słodyczami nie przepadam, nie lubię żarcia z McDonalda, generalnie wolę sam sobie gotować, ale za to bardzo lubię chipsy paprykowe 😉
Ze Staszkiem nie zgadzam się w 100%. Bo te osiedlowe sklepiki są nasze polskie, a większość marketów należy do tak zwanych zagranicznych inwestorów… A ja jestem zdania, że lepiej jak moja wypłata zostanie w Polsce a nie wypłynie za granicę.
wszystko co mogę staram się robić sama w domu. Dżemy, sosy, pomidory w sosie itd. wiem co jem, daję mniej tłuszczu i cukru. Nie wychodzi jakoś taniej, ale aawsze gdyby mnie głód przycisnął mogę zjeść swoją przekąskę (jak np. wczoraj powidła łyżeczką) zamiast lecieć po coś do sklepu 🙂
No pewnie! To zdecydowanie najlepsze rozwiązanie 🙂
Ten ostatni argument, o wydawaniu mniej na benzynę jest najlepszy 🙂
Też tak uważam 😀
mnie teraz czeka dieta i to ostra – nie dość, że przytyłem już wcześniej, to po tygodniu wakacji all inclusive ważę więcej niż mój ojciec i sporo więcej niż jestem gotów zaakceptować :/ więc się biorę za siebie i za sprawdzoną w roku ubiegłym dietę 🙂
Trzymam kciuki! Ja dziś w nocy wyjeżdżam na wakacje, też All inclusive, więc może być ciężko… 🙂
ciężko to będzie miał samolot przy powrocie 😛
Trochę miał… 🙂
Co do oszczędności przy zdrowej diecie… Gdy jesteśmy w hipermarkecie stoimy przy kasie z pełnym koszem: ziemniaki, marchew, pietruszka, kasza, mąka, oliwa, masło, takie tam… Rachunek: 50 zł
Za nami i przed nami kosze, gdzie ledwie zakryte jest tylko dno: jogurty, parówki, szyneczki, wafelki, torebki z daniami w proszku… Rachunek: 200 zł 🙂
Sama prawda 🙂
No i oczywiście prowadząc zdrowy tryb życia będziesz poświęcał czas na ćwiczenia a nie na inne często kosztowne przyjemności no i za oszczedzisz na alkoholu
Zdecydowanie! A alkohol potrafi kosztować 🙂
W moim przypadku to na pewno oszczędności na słodyczach. Z przerażeniem policzyłam ostatnio, że potrafię wydać tygodniowo nawet 100 zł na słodycze. ;/ Najczęściej jest to w okolicy 50 zł, ale i 100 zł się zdarzyło.
Najgorzej, że z tym nawykiem walczy się najtrudniej. ;/
Oj 100 zł tygodniowo na słodycze? To szaleństwo!
Bądź ostrożna, bo słodycze mogą być takim samym nałogiem, jak np. papierosy…
Odchudzanie się przynosi same korzyści. Finansowe, zdrowotnie, lepiej się czujemy, jesteśmy atrakcyjniejsi. same plusy.