500 zł na dziecko a alimenty [komentarz]

Przeczytałam dziś na finanse.wp.pl o tym, że 500 zł na dziecko wpłynęło na wysokość alimentów. W Rzeszowie matka wnioskowała o podwyżkę alimentów. Kobieta wybrała dość niefortunny okres. Sąd odrzucił ten wniosek…
Magda
21.04.2016

Przeczytałam dziś na finanse.wp.pl o tym, że 500 zł na dziecko wpłynęło na wysokość alimentów. W Rzeszowie matka wnioskowała o podwyżkę alimentów. Kobieta wybrała dość niefortunny okres.

Sąd odrzucił ten wniosek argumentując, że „matka może złożyć wniosek o przyznanie świadczenia w ramach programu 500+”. A cytując Dziennik Gazetę Prawną – dodają: „Zanim na programie skorzystają dzieci, może on wesprzeć rodziców, którzy jest zostawili”.

No i właśnie. Zbulwersowałam się. Przede wszystkim z powodu ostatniego cytatu. Jak można pisać, że się zostawiło dziecko? Najczęściej zostawia się partnerkę/partnera, ale nie dziecko! Dlaczego z góry zakłada się, że to mężczyzna jest ten zły i nic go nie interesuje, zwłaszcza dziecko? Ej. Załóżmy sytuację, że to kobieta zdradziła swojego męża/partnera i on nie potrafił jej wybaczyć i odszedł. I co? On zostawia swoje dziecko? No serio? Nie. Nie ogarniam i dla mnie niedopuszczalne jest takie generalizowanie jak zostawianie dzieci przez tatów.

Czy słusznie odmówiono kobiecie alimentów argumentując to programem 500+?

Tego nie wiemy i się nie dowiemy, ponieważ ani na finanse.wp.pl, ani w źródle na DGP nie podaje się sytuacji, w jakiej jest rodzina. A żeby jednoznacznie odpowiedzieć na to, czy słusznie odmówiono tych alimentów, trzeba znać podłoże. Zobacz, to przecież zależy od:

  • tego, o jaką kwotę wnioskowała kobieta,
  • tego, jakiej wysokości aktualnie ma alimenty,
  • tego, ile ma dzieci,
  • tego, ile zarabia,
  • tego, ile zarabia mężczyzna, który płaci alimenty

Jeśli chodziło o niewielką kwotę, np. 200 zł, to nie dziwię się, że sąd wydał taki wyrok. Poza tym, moim zdaniem, rząd dając 500 zł na dziecko, dał sygnał, że częściowo przejmuje finansowe wsparcie. Dlaczego więc miałoby tak nie być?

Jasne, pewnie w wielu przypadkach takie wyroki byłyby nie zasadne. Ale nie można zakładać, że każdy taki będzie. Kobieta teraz dostała kolejne 500 zł na dziecko. Co najmniej, zakładając, że ma jedynie jedno bądź dwoje dzieci. A jeśli np. wnioskowała o 300 zł, to skutkowałoby 800 zł wzrostem.

A przypominam, bo niestety chyba wiele osób o tym zapomina, że alimenty to dorzucanie się do współwychowywania dziecka, a nie wyłącznego świadczenia na nie. Dlaczego ojciec (zakładam, że ojciec, bo zwykle to oni płacą alimenty), ma płacić całość na wychowanie dziecka? Powinien płacić połowę. A wychowanie dziecka nie jest aż tak drogie, jak regularnie pokazuje Oszczędnicka. Jasne, wiadomo, że tutaj jest jeszcze więcej „to zależy”, ale tak generalizując.

Podsumowując, moim zdaniem nie można jednoznacznie oceniać, czy 500 zł na dziecko może wpływać na wysokość alimentów czy nie.

A co Ty sądzisz?

14 komentarzy
  1. BJK

    Osobiście bym nie mieszał tych dwóch czynników jak wsparcie rządu i alimenty. To dwa różne „produkty” finansowe. Program rządowy ma wspierać rodziny a nie zastępować je.
    PS. W pełni popieram, że nie zawsze jest to wina ojca. Niezależnie od tego to kobiety najczęściej dostają opiekę nad dzieckiem, które wykorzystują później przeciwko ojcu. Znam osobiście takie przypadki niestety 🙁

    Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      Nie do końca są to różne produkty finansowe. Oba mają dokładnie taki sam cel – finansowa pomoc w wychowaniu dziecka…

      A co do reszty – zgadzam się w 100% 🙁

      Odpowiedz
      • BJK

        tylko, że jedno pochodzi od ojca, który ma prawny i moralny obowiązek łożenia na to dziecko. Drugie pochodzi z podatków wszystkich obywateli, jest całkiem sporą kwotą (liczyłem to u siebie na blogu) i generalnie miało poprawić sytuację dzieci z najuboższych bądź wielodzietnych rodzin. Co oznacza, że powinno poprawić sytuację dziecka, a nie jedynie zmienić źródło finansowania z prywatnego (ojciec) na publiczne (podatki).

        Odpowiedz
  2. Bartek z rodzinawpraktyce.pl

    Jest jeszcze coś, co piszą w mediach i obawiam się, że może to być prawda. Często dzieci są odbierane rodzicom z rodzin patologicznych. Potem tymi dziećmi właściwie się nie interesują, a jak okazuje się teraz, chętnie widzieliby dzieci z powrotem w domu. Co do rozwodów, to też jest różnie. Zazwyczaj jest bezpardonowa walka o wszystko i argument, że alimenty są na dziecko nie przemawia. Nie ma co ukrywać, ale w Polsce jest problem niepłacenia alimentów. W dodatku nie ma sposobu, żeby zmusić kogoś, kto nie płaci by w końcu poczuł w sobie obowiązek. W dodatku jest przyzwolenie społeczne. Teraz sytuacje z 500+ jeszcze bardziej komplikuje sprawę, bo w przypadku opieki wspólnej po rozwodzie, to kasa należny się proporcjonalnie do czasu jaki każde z rodziców opiekuje się dzieckiem. Alimenty mogą też wpłynąć na przyznanie 500+ na pierwsze dziecko, bo wliczają się do dochodu. A jeżeli są zasądzone, ale nie wypłacone, to rodzina ma pieniądze, ale na papierze i sytuacja materialna wcale wesoła nie jest. To Polska właśnie…

    Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      Bartek,
      no własnie – te 500 zł na dziecko powinno się rozdzielić proporcjonalnie, jeśli rodzice mają wspólną opiekę. Więc jeśli w przykładzie z artykułu, np. kobieta chciała podwyższenia alimentów o 200 zł, to tak na dobrą sprawę, sąd odrzucił to zupełnie zasadnie. No bo to tak jakby wziąć te 200 zł „z kupki taty” i przekazać całość mamie.

      Co do patologii i tego „najchętniej widzieliby dzieci z powrotem w domu”, to jest mocno przerażające. Bo rzeczywiście może się z tego zrobić niezła skala.

      Odpowiedz
      • Bartek z rodzinawpraktyce.pl

        Podnoszenie kwoty alimentów wcale nie oznacza, że tata się opiekuje. W tej całej sytuacji ważniejszy jest fakt, że kobieta ich nie dostała ze względu na 500+. Podobno „Pan Prezydent” złożył już stosowny projekt, aby 500+ nie wpływało na wysokość alimentów, chociaż przecież na starcie wszyscy o tym mówili, że będzie problem.

        Odpowiedz
        • Magdalena Bród

          Moim zdaniem to wszystko wcale nie jest takie czarno-białe, jak to malują 🙂

          Odpowiedz
  3. Oszczędnicka

    I tak i nie 😛 Zanim urodziło mi się dziecko uważałam, że w sytuacji „rozwodu” rodzice powinni płacić po równo na utrzymanie potomstwa… Teraz jednak myślę, że osoba, która na co dzień przebywa z dzieckiem powinna „ponosić niższe koszty finansowe” z tym związane, bo poświęca nieporównywalnie więcej czasu na opiekę (chodzi mi przede wszystkim o małe dzieci)…

    Odpowiedz
    • Bartek z rodzinawpraktyce.pl

      Akurat czas poświęcony na wychowanie dziecka nie da się wycenić, a z drugiej strony to potężna inwestycja, której zyski są niewyobrażalnie i niewymiernie wielkie 😉

      Odpowiedz
      • Oszczednicka

        Polemizowałabym 🙂 Wszystko można wycenić – wystarczy wziąć stawki opiekunki, czyli obcej (lub nie:P) osoby opiekującej się naszym dzieckiem, kiedy my zarabiamy pieniądze w inny sposób. Wiadomo, że nie o to w życiu chodzi, żeby wszystko przeliczać na pieniądze, ale… wycenić można wszystko 😛

        Zgadzam się z Tobą w 100% – to potężna inwestycja, której zyski są niewyobrażalnie i niewymiernie wielkie <3 No i w większości przypadków "na własne życzenie" 😛

        Odpowiedz
    • Magdalena Bród

      Niby tak. Sama jestem zwolenniczką przeliczania czasu na pieniądze. Ale akurat dziecko chyba nie jest przykładem, żeby tak robić? 🙂

      Odpowiedz
      • Oszczednicka

        Wiem, że to może „źle wygląda”, ale uważam, że to jest świetny przykład. Posiadanie dziecka jednak mimo wszystko determinuje „możliwości życiowe” człowieka. Zakładając sytuację, że samotny rodzic wychowuje dziecko (bez braku jakiegokolwiem wsparcia np. od rodziny czy państwa, nie chodzi mi o finanse, tylko o „czasowe wsparcie”) to jest w nieporównywalnie gorszej sytuacji zawodowej niż osoba, która na co dzień dzieckiem się nie zajmuje. Być może patrzę na to z perpsktywy świeżego rodzica, bo na pewno dwulatek wymaga dużo więcej uwagi, niż 8 letnie dziecko, ale szczerze mówię, że gdybym była samotną mamą, to bym sobie nie dała rady. Nie dałabym rady dojeżdzać do pracy (tak jak teraz), nie dałabym rady ogarniać domu i życia. Po prostu. Wiem, że to nie temat artykułu 😛 Ale chciałam uwypuklić, że jednak realna, codzienna opieka nad dzieckiem, to ogromny wysiłek, sprawdzian z organizacji, przewartośiowanie życia etc., że rodzic, który nie przebywa z dzieckiem „nonstop” jednak powinien ponosić większe koszty finansowe wychowania pociechy…

        Odpowiedz
  4. Angela Kowalik

    Gdyby nie to 500+, to nie miałabym z czego kupic dziecku pampersów po odejsciu od męża, bo szanowny tatuś się na nas wypiął. Na szczęście po kilku miesiącach stanęłam na nogi. Duża w tym zasługa adwokata Bartłomieja Wojasa, u którego bylam na 2 konsultacjach i dzieki ktoremu udalo sie jakos dogadac z ojcem dziecka. Nadal zyjemy w niedostatku, ale licze, ze to sie zmieni jak syn dostanie sie do panstwowego przedszkola, a ja bede mogla isc do pracy na wiecej godzin. Niestety musimy wynajmowac mieszkanie, dziecko jest chorowite i to przeklada sie na ogromne koszty zycia… ogromne

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Awatar Magda

Cześć, nazywam się Magdalena Bród, na co dzień zajmuję się marketingiem internetowym, interesuję się finansami osobistymi (stąd też pomysł na blog finansowy) i podróżami. Kilkanaście lat mieszkałam w pięknym Wrocławiu, a od niedawna w Tarnowskich Górach.

Blogujesz o biznesie lub finansach? To dołącz do grupy na Facebooku: Blogerki o finansach i biznesie

Archiwa